Były szef administracji Kuczmy chce rozdawać karty w sprawie wymiany jeńców między Kijowem a zbuntowanymi “republikami”.
Wiktor Medwedczuk, niegdyś ważny uczestnik ukraińskiej polityki, obecnie de facto przedstawiciel samozwańczych: Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, a także osobisty przyjaciel Putina zastrzegł sobie wyłączne prawo do decydowania o zwalnianiu ukraińskich zakładników schwytanych w strefie ATO.
Medwedczuk chwali się dobrymi kontaktami zarówno na Kremlu, jak i wśród separatystów. “Nigdy nie obrażałem nikogo z przedstawicieli DNR czy ŁNR ani z przedstawicieli Rosji, bo z nimi trzeba rozmawiać” – powiedział.
Jednocześnie nie omieszkał podkreślić, że od grudnia 2014 roku, dzięki jego działaniom, zwolniono 402 osoby. Zastrzega przy tym, że – mimo dobrych chęci – nie może zwolnić pozostałych 108, bo ze swojej strony Kijów “przetrzymuje jeszcze ponad 600 jeńców”, co – ma się rozumieć – dowodzi złej woli władz ukraińskich.
My pytamy, czy trzeba by było kogokolwiek zwalniać, gdyby nie imperialne ambicje Władimira Władimirowicza.
Kresy24.pl


