
Fot: t.me/news_kremlin
Dyktator Białorusi Aleksander Łukaszenka przybył 25 lipca do Rosji – podały rządowe media. Wizyta ad hoc, wcześniej nie zapowiadana, za to – jak najbardziej spodziewana.
Kreml potwierdził w czwartek, że Władimir Putin spotka się z Łukaszenką, aby omówić ważne kwestie. Agencja informacyjna RIA Novosti poinformowała, że przywódcy spotkali się w monastyrze Wałaam w rosyjskiej Karelii, na leżącej na jeziorze Ładoga wyspie Wałaam. Kreml opublikował nawet nagranie, na którym oczekujący na przybycie Łukaszenki Putin rozmawia z mnichami.
Gazeta Zvezda, powiązana z rosyjskim Ministerstwem Obrony poinformowała, że Putin i Łukaszenka odwiedzili kościół, „w którym mnisi modlą się za rosyjskich żołnierzy, którzy oddali życie za wiarę i ojczyznę”.
Ale skąd ta niezapowiadana wcześniej wizyta dyktatora z Mińska w Rosji? Władca Kremla nie mógł nie zareagować na samowolkę w wykonaniu Łukaszenki, który na przestrzeni ostatniego miesiąca wymknął mu się jakby spod kontroli.
Na początku lipca białoruski przywódca uwolnił kilku więźniów politycznych, ogłosił wycofanie dodatkowych wojsk z granicy białorusko-ukraińskiej, wprowadził 90-dniowy ruch bezwizowy dla obywateli 35 krajów europejskich. Te posunięcia wywołały wściekły atak rosyjskich mediów, które oskarżyły Łukaszenkę o zdradę.
Ale jakby tego było mało, dyktator zadeklarował jeszcze chęć złagodzenia napięć z sąsiadami, szczególnie z Polską, która grozi mu zamknięciem granicy dla tranzytu koleją towarów, jadących via Białoruś z Chin. A to byłby cios dla nadwyrężonej sankcjami białoruskiej gospodarki.
Takie posunięcie nie mogło nie zaniepokoić Władimira Putina.
ba

