Wczorajsza ceremonia wręczenia białoruskiemu prezydentowi kałasznikowa przez ministra obrony mogła zakończyć się krwawą jatką, a sam minister mógł dostać od Łukaszenki serię w brzuch z odległości kilkunastu centymetrów. Wszystko zarejestrowano na filmie.
Zarówno minister Andriej Rawkow, jak i białoruski prezydent naruszyli elementarne zasady obchodzenia się z bronią, a przede wszystkim podstawową: zawsze postępować z bronią tak jakby była ona gotowa do strzału. Absolutnie nie wolno bezmyślnie jej odbezpieczać, mierzyć do ludzi i pociągać za spust.
Tymczasem na filmie widać jak podając Łukaszence broń ze wstawionym magazynkiem minister “omiata” lufą salę, na której zgromadziło się całe kierownictwo białoruskiego resortu obrony. Następnie Łukaszenka równie niefrasobliwie celuje w salę i okno (co było za oknem – nie wiemy), odbezpiecza kałasznikowa i pociąga za spust, a potem kieruje broń w brzuch samego ministra.
Gdyby w magazynku były naboje mogłoby się okazać, że zupełnie nieoczekiwanie prezydent przeprowadził poważną “rekonstrukcję” resortu obrony.
Co więcej, artykuł 22 białoruskiej Ustawy o Broni mówi wyraźnie: nie wolno dawać w prezencie broni, która pozwala na strzelanie seriami. Chyba, że była to tylko atrapa. Znaczyłoby to jednak, że minister obrony podarował prezydentowi Łukaszence… atrapę kałasznikowa.
Kresy24.pl / euroradio


