To już nie lęk o to, co będzie jutro. To początek paniki. W ukraińskich super- i hipermarketach towary pierwszej potrzeby znikają natychmiast po wyłożeniu ich na półki. Sklepy wprowadzają reglamentację sprzedaży.
Najszybciej schodzą klasyczne, „kryzysowe” artykuły spożywcze: olej, cukier, sól, mąka i kasza. W sieciach Metro, Silpo i Pakko świecą puste półki lub kłębią się kolejki kupujacych. To samo co w Kijowie, dzieje się w innych miastach – m.in. we Lwowie, w Nikołajewie, Czerniowcach i Dniepropietrowsku.
W niektórych stołecznych sklepach wprowadzono normy sprzedaży – olej, masło, kaszę gryczaną, mąkę i cukier sprzedaje się w ilości nie większej niż 5 kg „w jedne ręce”.
Gorączkowo skupowana jest też elektronika. Sprzęt AGD i RTV ludzie starają się nabyć jeszcze po starych, nie zmienionych na wyższe cenach.
To reakcja na gwałtowny spadek wartości hrywny. Na giełdzie walutowej dolar sprzedawany był dziś po 33 hrywny, na czarnym rynku – po 39.
Tylko w lutym pieczywo i makaron podrożały od 3 do 5%, a warzywa nawet o 18%. O tyle samo wzrosły koszty paliwa. Rekordzistą stał się cukier, którego cena w ciągu niecałego miesiąca wzrosła równo o jedną piątą.
Kresy24.pl/korrespondent.net
