
Aleksander Łukaszenka ze swoim pupilem szpicem Umkiem. Fot: https://t.me/pul_1
Amerykańskie wydanie „Foreign Policy” przeanalizowało ryzyka geopolityczne, które obecnie schodzą na dalszy plan, ale w rozpoczynającym się roku mogą okazać się głównymi punktami zapalnymi.
Wśród 8 punktów zapalnych jest Białoruś, która w 2024 roku może stanąć w obliczu próby aneksji przez Rosję, co zdaniem autorów, może zakończyć się konfliktem zbrojnym.
Autorzy artykułu wskazują, że Rosja z sukcesem przeprowadziła „miękką aneksję” swojej mniejszej sąsiadki. Rosyjskie wpływy i bezpośrednia kontrola przekładają się obecnie na białoruską gospodarkę, rząd i wojsko.
Wedłg „Foreign Policy”, nie zmieniło to jednak Białorusi w kompletną marionetkę, a Łukaszence jak dotąd udało się uniknąć konieczności wprowadzenia białoruskiej armii na Ukrainę.
Gazeta zauważa, że w tym roku Kreml, stojący w obliczu dużych wyzwań, może jednak zażądać od Łukaszenki więcej i będzie na niego wywierał presję, aby wywiązał się z sojuszniczch obietnic.
Jeśli tak się stanie, a dyktator Białorusi wciąż będzie stawiał opór, Putin „może się nim w końcu znudzić, wypchnąć go i zainstalować jeszcze bardziej uległego przywódcę”. W efekcie może to wywołać konflikt zbrojny w kraju.
Jednocześnie sam Łukaszenka, jak sugeruje „Foreign Policy”, będzie próbował się ratować ucieczką za granicę, licząc, że rządy w Polsce i krajach bałtyckich chętnie wysłuchają, co ma do powiedzenia. A wie dużo.
Ucieczka za zachód miałaby też uchronić Łukaszenkę przed powtórzeniem losu szefa grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna (któremu zresztą dał schronienie).
Autorzy artykułu przewidują, że w wyniku politycznego „trzęsienia ziemi” na Białorusi, Zachód może spodziewać się około 1,3 miliona białoruskich uchodźców.
ba za foreignpolicy.com



