
Wołodymyr Zełenski i Lindsey Graham spotkali się w piątek 10 lipca w Kijowie, fot: president.gov.ua
Lindsey Graham, wieloletni senator Partii Republikańskiej z Karoliny Południowej, zmarł w sobotę 11 lipca wieczorem. Był jednym z najbardziej zdecydowanych zwolenników twardej polityki wobec Rosji
Biuro śp. senatora przekazało, że zmarł w wyniku „krótkiej i nagłej choroby”.
Lindsey Graham był wiernym sojusznikiem prezydenta Donalda Trumpa w większości kwestii, ale różniło ich podejście do Ukrainy; był orędownikiem konsekwentnego wspierania Kijowa i wywierania presji na Władimira Putina.
10 lipca senator Graham przybył na Ukrainę, po raz dziesiąty od początku inwazji FR. Spotkał się z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim.
Na wspólnej konferencji prasowej polityków w Kijowie Graham ogłosił, że udało się wypracować popierany przez Biały Dom projekt sankcji na Rosję.
Nazajutrz, 11 lipca, kilka godzin po powrocie z delegacji relacjonował prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi wizytę. Sam prezydent skomentował, że była to krótka, przyjacielska rozmowa. Niedługo potem 71-letni Lindsey Graham zmarł.
Pojawiły się już teorie, że amerykański polityk został zamordowany przez rosyjskie służby. Według rosyjskiego socjologa Igora Eidmana przemawiają za tym dwa argumenty: miejsce i czas zdarzenia;
Zacznijmy od momentu. Ostatnio Trump najwyraźniej przestał nabierać się na rosyjskie sztuczki i zwrócił się, przynajmniej publicznie, w stronę Ukrainy. Nadzieje Putina, że Trump zmusi Ukrainę do oddania Donbasu, a tym samym popchnie ją do kapitulacji, nie spełniły się.
Władze rosyjskie są oczywiście zszokowane tą sytuacją i, jak zwykle, szukają winnego, kogoś, kto ma „zły wpływ” na Trumpa. Obok Marco Rubio, z którym najwyraźniej nie udało im się jeszcze skontaktować, Lindsey Graham był głównym kandydatem na osobę wywierającą antyrosyjski i proukraiński wpływ na Trumpa.
Co więcej, forsował w Kongresie ustawy dotyczące zaostrzenia sankcji wobec Rosji i zwiększenia pomocy dla Ukrainy. A zaledwie kilka dni temu rzekomo (według niego) przekonał Trumpa do ich poparcia. Myślę, że Kreml postrzegał go jako głównego lobbystę interesów Ukrainy w Kongresie i jednego z najbardziej wpływowych ukraińskich zwolenników w otoczeniu Trumpa (…).
Władze rosyjskie miały więc oczywisty powód, aby wyeliminować Grahama, zwłaszcza po tym, jak Trump (najprawdopodobniej, jak sądzą, z winy senatora) publicznie odwrócił się od Rosji.
Drugim argumentem jest lokalizacja. Od samego początku niepodległości Ukrainy rosyjskie służby wywiadowcze zalewały ten kraj swoimi agentami. To powszechnie znany fakt. Wielu z nich zostało już zidentyfikowanych i usuniętych. Niemniej jednak, oczywiście, agenci nadal pozostają. Najwyraźniej nie są na poziomie wymaganym do zorganizowania zamachu na Zełenskiego, ale wystarczającym, by podjąć próbę otrucia jego gościa.
Mało prawdopodobne, żeby to się wydarzyło podczas oficjalnych wydarzeń w Kijowie, podczas których Graham spotkał się z ukraińskimi władzami. Nie sądzę, żeby rosyjscy agenci mogli tam działać, bo w przeciwnym razie otruliby wszystkich obecnych. Graham jednak przybył do Kijowa, a następnie odjechał specjalnym pociągiem. Towarzyszył mu i ochraniał go ktoś z kraju przyjmującego, a w pociągu znajdował się personel serwisowy.
To właśnie tutaj, jak sądzę, nadarzyła się okazja, by go otruć za pośrednictwem agentów zwerbowanych przez rosyjskie służby wywiadowcze. Mogło to zostać dokonane za pomocą substancji o opóźnionym uwalnianiu. Istnieje wiele substancji toksycznych, które mogą powodować poważne zaburzenia czynności serca po pewnym czasie od zatrucia. W tym przypadku dzień później, po powrocie Grahama do domu.
Ta wersja przyczyny nagłej śmierci senatora wydaje się najbardziej prawdopodobna.
Prezydent Zełenski wyraził żal po nagłej śmierci amerykańskiego senatora;
„Jesteśmy głęboko zasmuceni wiadomością o śmierci senatora USA Lindseya Grahama. Był prawdziwym obrońcą wolności i wartości, które czynią nasz świat bezpieczniejszym. W czasie pełnoskalowej rosyjskiej inwazji dziesięciokrotnie odwiedził Ukrainę i był z naszym narodem wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowaliśmy. Pozostawaliśmy w stałym kontakcie, którego będzie mi bardzo brakować. Tylko w ciągu ostatniego tygodnia spotkaliśmy się dwukrotnie” – napisał Zełenski w Telegramie.
„Składamy wyrazy współczucia rodzinie Lindseya, jego bliskim oraz wszystkim, którzy mieli zaszczyt z nim współpracować” – przekazał Zełenski.




Dodaj swój komentarz