
Ksenia Sobczak i Władimir Sołowjow
Ksenia Sobczak, rosyjska dziennikarka i czołowa celebrytka, określana przez media mianem „chrześnicy Putina”, znalazła się w centrum jednego z największych skandali medialnych w Rosji.
Sobczak to córka byłego mera Sankt Petersburga, Anatolija Sobczaka, prywatnie – przyjaciela Władimira Putina, któremu utorował drogę do kariery politycznej.
Hakerska grupa Black Mirror oraz projekt WCZK-OGPU opublikowały fragmenty rzekomej prywatnej korespondencji i wiadomości głosowych Sobczak. Sama zainteresowana twierdzi, że padła ofiarą włamania i podważa autentyczność opublikowanych materiałów, jednak ich treść wywołała ogromne kontrowersje w Rosji.
Z ujawnionych wiadomości ma wynikać, że działalność należących do Sobczak mediów – kanału YouTube „Ostrożno, Sobczak” oraz kanałów Telegram „Ostrożno, Nowosti”, „Ostrożno, Moskwa”, „Sobczak” i „Krwawa Baronowa” – była konsultowana z wpływowymi przedstawicielami rosyjskiej administracji. W korespondencji pojawiają się nazwiska wiceszefa merostwa Moskwy Aleksieja Niemieriuka oraz Władimira Tabaka, szefa organizacji „Dialog”, powiązanej z Administracją Prezydenta Rosji. Według wycieku Tabak miał przekazywać Sobczak wskazówki pochodzące z otoczenia szefa administracji Kremla Siergieja Kirijenki.
Szczególnie głośnym wątkiem są rozmowy dotyczące publikacji materiałów o atakach dronów na Moskwę. Z korespondencji wynika, że Sobczak musiała tłumaczyć się przedstawicielom władz z treści publikowanych przez swoje redakcje, a jednocześnie domagać się wyjaśnień, za co jest krytykowana. W jednej z wiadomości głosowych miała stwierdzić, że chce przynajmniej wiedzieć, za co jest „karcona”.
Wyciekły wiadomości z redaktorem jej projektów medialnych Siergiejem Titowem. Gdy redakcja publikowała informacje o sytuacji w Rosji, Sobczak miała ostrzegać współpracownika, że jego działania mogą doprowadzić do uznania jej za „zagranicznego agenta”. Titow odpowiadał, że nie zamierza rezygnować z publikowania prawdziwych informacji o wydarzeniach w kraju. Według ujawnionej korespondencji Sobczak zarzucała mu narażanie osób, które – jak sama pisała – „osłaniają” działalność redakcji.
Wyciek zawiera korespondencje z przedstawicielami Kremla, którzy analizowali jej publiczne wystąpienia nt. Władimira Putina, a Sobczak miała to komentować, że przekaz został przygotowany w sposób przedstawiający prezydenta jako „dobrego cara”, podczas gdy winę przerzuca się na jego otoczenie.
Osobnym wątkiem są wydarzenia z początku pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie. Według opublikowanych materiałów Sobczak kontaktowała się z Andrijem Jermakiem, szefem kancelarii prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. W wiadomościach miała informować, że opuściła Rosję wraz z dzieckiem, podczas gdy jej matka i mąż pozostali w kraju. Pisała również o przenoszeniu redakcji za granicę oraz o niezwykle trudnych warunkach pracy po rozpoczęciu wojny. Z innych fragmentów korespondencji wynika, że przebywała w Izraelu, gdzie – według wcześniejszych doniesień medialnych – uzyskała obywatelstwo.
Publikacja korespondencji wywołała natychmiastową reakcję rosyjskiej propagandy. Do ataku ruszył telewizyjny propagandysta Władimir Sołowjow.
W swoim programie zasugerował, że Sobczak oraz jej matka, senator Ludmiła Narusowa, miały działać na rzecz środowiska Aleksieja Nawalnego oraz osób określanych przez rosyjskie władze jako „zagraniczni agenci”. Posunął się nawet do oskarżeń o możliwą zdradę państwa i spekulował o istnieniu spisku w najbliższym otoczeniu Władimira Putina.
Sołowjow mówił o nich w kontekście szczytu NATO, który odbył się w tym tygodniu w Turcji. Propagandysta przypomniał oświadczenie Wołodymyra Zełenskiego po szczycie, który powiedział, że dążenie Ukrainy do zakończenia wojny ma „poparcie nie tylko wśród partnerów na świecie, ale także w otoczeniu Putina”.
„Skąd wiedzą?” – zapytał Sołowjow. „Bo okazało się, że jedna izraelska dziennikarka ma bliskie powiązania z przedstawicielami bliskiego otoczenia Zełenskiego? Czy rozmawiając przez telefon, przekazują sobie informacje?”
„I jak powinniśmy zareagować na to – kiedy w otwartej korespondencji nagle okazuje się, że w interesie agentów zagranicznych, zdrajców naszej ojczyzny, nawalistów, i osobiście Nawalnego, działała obecna senator Federacji Rosyjskiej i jej córka, dostarczając informacji, weryfikując i służąc tym, którzy żyli z pieniędzy zagranicznych służb wywiadowczych. Czy to normalne? Czy to normalne? Czy to nie jest zdrada naszej ojczyzny?” — pieklił się Sołowjow.
Stwierdził, że „zrobiono dla tej rodziny tak wiele, że powinni być za to wdzięczni aż do grobu”. Jednak „moim zdaniem poszli drogą zdrady” – dodał.
Jednocześnie zastrzegł, że jego zarzuty odnoszą się wyłącznie do sytuacji, gdyby opublikowana korespondencja okazała się autentyczna.
Dotychczas Ksenia Sobczak konsekwentnie utrzymuje, że materiały są efektem ataku hakerskiego i zawierają fałszywe treści. Nie odpowiedziała jednak jednoznacznie na pytania mediów, czy wszystkie opublikowane rozmowy zostały sfałszowane.
Na obecnym etapie nie ma niezależnego potwierdzenia autentyczności całego wycieku. Mimo to publikacja wywołała poważne polityczne reperkusje i ponownie postawiła pytania o rzeczywiste relacje jednej z najbardziej rozpoznawalnych rosyjskich dziennikarek z przedstawicielami Kremla oraz o mechanizmy wpływania rosyjskich władz na media.




Dodaj swój komentarz