Ukraińscy politycy okazali się bardziej odporni na ideologię gender od polskich. Odrzucili kontrowersyjny dokument, który ratyfikowało 20 europejskich krajów – pisze Grzegorz Górny w art. „Ukraina między kolonializmem politycznym a kolonializmem kulturowym”.
Przeciwko przyjęciu dokumentu głosowały jednogłośnie wszystkie ugrupowania opozycji oraz koalicji rządowej. Jedynie Blok Petra Poroszenki był w tej kwestii podzielony, ale i tak większość członków tej partii była przeciw. Deputowani argumentowali, że nie można wprowadzać do ukraińskiego prawa pojęć, które są w nim nieobecne, takich jak “gender” czy “orientacja seksualna”. Ich zdaniem oznacza to otwarcie drzwi do obdarzania przywilejami małżeńskimi par jednopłciowych oraz w dłuższej perspektywie destrukcję tradycyjnej rodziny. Przeciwnicy konwencji odwoływali się również do argumentów religijnych, twierdząc, że ideologia genderyzmu jest nie do pogodzenia z chrześcijaństwem.
Po głosowaniu w mediach liberalnych rozpętała się burza. Zwolennicy dokumentu alarmują, że Ukraina ostatecznie zamknęła sobie drogę do Europy. Że tylko ratyfikacja może zapewnić krajowi pomoc Zachodu w walce z Rosją. Że postawa ukraińskich deputowanych ostatecznie może doprowadzić w ten sposób do utraty Donbasu. Mało tego, pojawiają się argumenty, że ci, którzy głosowali przeciw konwencji, w rzeczywistości wspierają Putina – albo jako agenci wpływu, albo pożyteczni idiocI – ponieważ dziś tylko Kreml sprzeciwia się przyjmowaniu podstawowych zdobyczy cywilizacji europejskiej. (WIĘCEJ)
Zachęcamy do komentowania materiału na naszym oficjalnym fanpage’u: https://www.facebook.com/semperkresy/
Kresy24.pl/wPolityce.pl
