
Aleksander Łukaszenka. Fot. Maksim Grigoriew/TASS
Prezydent Ukrainy postawił ultimatum: usunąć z granicy z Ukrainą sprzęt, który pozwala ostrzeliwać ludność ukraińską. „W przeciwnym razie my to zrobimy” – zapowiedział.
A jeśli Zełenski to powiedział, to rzeczywiście je wyłączy. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Co na to Aleksander Łukaszenka? On doskonale rozumie, że jeśli Ukraina zaatakuje rosyjskie stacje przekaźnikowe na granicy białorusko-ukraińskiej, nie będzie w stanie ich odeprzeć – stwierdził analityk wojskowy Aleksiej Hetman. Zaznaczył, że będzie to miało konsekwencje dla Białorusi.
Hetman przypomniał na antenie radia NV, że zgodnie z prawem międzynarodowym i rezolucjami ONZ Ukraina, która jest w stanie wojny z Rosją, może atakować cele wojskowe na terytorium agresora lub w dowolnym miejscu, w którym się one znajdują, jeśli są one wykorzystane do ataku.
„Łukaszenka będzie próbował się z tego wykręcić. Został zaszachowany, jest w bardzo trudnej sytuacji. Nie może odmówić usunięcia rosyjskiej broni – bo rozumie, że będzie uderzenie. Ale Putinowi musi też powtarzać, że są najlepszymi przyjaciółmi. Ciekawe, jak sobie z tym poradzi. Jest mistrzem w takiej grze” – zauważył Hetman.
Nie wiadomo, czy jeśli Łukaszenka zmusi Zełenskiego do reakcji, Ukraina poprzestanie na przekaźnikach. Celem może być choćby rafineria w Mozyrzu.
Białoruski system jest stabilny tylko pozornie – dopóki nie zostanie poddany realnej presji. Ewentualne działania Ukrainy mogłyby ujawnić słabość Mińska, a Kreml nie dysponuje już środkami, by skutecznie wesprzeć swojego sojusznika.




Dodaj swój komentarz