
Fot: belta.by
Od kilkunastu miesięcy Aleksander Łukaszenka usiłuje wdrożyć pomysł przyciągnięcia na Białoruś pracowników migrujących. Początkowo wabił do kraju Pakistańczyków, jednak do tej pory tłumów gastarbeiterów z Azji nie widać.
Na Białorusi brakuje pracowników, a Aleksander Łukaszenka coraz otwarciej szuka ich za granicą. Podczas spotkania z prezydentem Uzbekistanu Szawkatem Mirzijojewem zaprosił obywateli tego kraju do osiedlania się na Białorusi całymi rodzinami, obiecując im pracę i mieszkania.
W czasie wizyty uzbeckiego przywódcy w Mińsku, która odbyła się 9 lipca, Łukaszenka przekonywał, że Białoruś jest gotowa przyjąć pracowników z Azji Centralnej.
– U nas Uzbeków lubią. Chciałbym, żeby wasi ludzie przyjeżdżali do nas całymi rodzinami. W rolnictwie zapewniamy mieszkania – powiedział białoruski przywódca.
Wypowiedź ta jest kolejnym sygnałem, że władze w Mińsku coraz bardziej odczuwają skutki narastającego kryzysu kadrowego. Od miesięcy białoruskie przedsiębiorstwa zgłaszają problemy ze znalezieniem pracowników, szczególnie w przemyśle, rolnictwie i sektorze usług.
Zdaniem niezależnych analityków niedobór rąk do pracy jest efektem pogarszającej się sytuacji demograficznej oraz emigracji, która nasiliła się po protestach z 2020 roku i późniejszych represjach wobec przeciwników władz.
Telegramowy kanał „Nik i Majk”, powołując się na anonimowe źródła, twierdzi, że Łukaszenka otrzymał tajny raport dotyczący rzeczywistej liczby ludności. Według tych niepotwierdzonych informacji populacja Białorusi mogła spaść do około 7,5 mln mieszkańców. Oficjalne dane nie potwierdzają tych wyliczeń.
Autorzy kanału twierdzą również, że z kraju wyjeżdżają przede wszystkim ludzie młodzi i w wieku produkcyjnym, co dodatkowo pogłębia problemy rynku pracy.
Niedawno szef obwodu grodzieńskiego Jurij Karajew oświadczył, że obwód jest gotowy przyjąć „ciężko pracujących, trzeźwych” pracowników-migrantów z Uzbekistanu do pracy w rolnictwie.

Dodaj swój komentarz