
fot: BelaPAN
Według niepotwierdzonych doniesień, dowództwo ukraińskich sił dronowych miało dysponować listą około 500 obiektów na Białorusi, które mogłyby zostać potencjalnie uznane za cele uderzeń. Wprawdzie informacje te nie zostały oficjalnie potwierdzone przez stronę ukraińską, już sama liczba robi wrażenie i wpisuje się w szerszą narrację o rosnącej presji militarnej i politycznej na Mińsk.
Narastają obawy, że prezydent Ukrainy, zachęcony ostatnimi sukcesami, może posunąć się jeszcze dalej. Według części doniesień i analiz, ukraińskie siły zbrojne miały opracować listę nawet 500 potencjalnych celów na terytorium tego kraju. Oficjalnie nikt tego nie potwierdza, ale sama narracja działa na wyobraźnię jako symbol potencjalnego rozszerzenia konfliktu.
Białoruś od dawna balansuje na cienkiej linie. Z jednej strony Aleksander Łukaszenka odmówił bezpośredniego przystąpienia do wojny po stronie Rosji, deklarując, że nie pozwoli, by Białorusini stali się „mięsem armatnim”. Z drugiej strony pozwala rosyjskim wojskom korzystać z infrastruktury na terytorium Białorusi oraz wystrzeliwać drony i rakiety przez jej przestrzeń powietrzną – pisze Mark Galeotti dla „The Spectator”.
To sprawia, że kraj staje się jednym z najbardziej newralgicznych punktów całego konfliktu.
Galeotti zauważa, że ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski w ostatnich wypowiedziach coraz ostrzej odnosi się do roli Białorusi w wojnie. Wskazuje na przygraniczną infrastrukturę naprowadzającą drony i systemy wykorzystywane do wspierania rosyjskich operacji.
Zażądał ich wyłączenia.
W miniony piątek dał dyktatorowi czas jednego tygodnia na usunięcie infrastruktury i zagroził, że jeśli tego nie wykona, „zrobimy to sami”.
Według niepotwierdzonych informacji struktury wojskowe tymczasem miały przygotować szeroki katalog obiektów na Białorusi, które mogłyby zostać uznane za cele w razie dalszej eskalacji.
Czy Zełenski rzeczywiście planuje bezpośrednie ataki na Białoruś? Jeśli tak, to czy ograniczy się do ataków na stacje przekaźnikowe, biorąc pod uwagę, że białoruskie przedsiębiorstwa są powiązane z rosyjskim przemysłem zbrojeniowym, a dwie rafinerie ropy naftowej realizują dla Rosji niewielkie, ale ważne dostawy paliw, zwłaszcza biorąc pod uwagę kłopoty Rosji związane z atakami na jej własne rafinerie?
„The Spectator” cytuje byłego słowackiego dyplomatę Baláša Jarabíka, który uważnie śledzi stosunki ukraińsko-białoruskie. Stwierdził on na „X”, że „ryzyko ukraińskich ataków na cele na Białorusi jest obecnie najwyższe od 2022 r., choć nie oznacza to automatycznej decyzji o eskalacji”.
Jego zdaniem jest to raczej sygnał i ostrzeżenie dla Łukaszenki o konsekwencjach wspierania Moskwy, a także sposób na zwiększenie presji na jego reżim.




Dodaj swój komentarz