
O święta zachodnia naiwności!
Kto czytał The Economist, już wie. Rosyjscy czekiści właśnie podsunęli zachodnim dziennikarzom nowego idola – męża opatrznościowego Rosji, który nie dość, że mądry, bogaty, uśmiechnięty, to łagodny jak baranek i nie chce wojny. Wystarczy słuchać jego rad, a wojna się skończy, Rosja stanie się demokratyczna i znowu padnie w objęcia Zachodu.
Kim jest ten “nowy Gorbaczow”, czy – jak lubi pisać zachodnia prasa – “nowa twarz Rosji” ? To niejaki Andriej Mielniczenko, rosyjski oligarcha, który “nie był dotychczas w nic złego zamieszany”. No, może prawie w nic bo jego fabryki dostarczają wojsku amoniak do produkcji amunicji. Ale oj tam, oj tam.
Grunt, że bardzo mu do twarzy z ulubioną zachodnią etykietką: “biznesowy pragmatyk”. “The Man Who Would Change Russia” – pod takim tytułem serwuje go zachodniej publice brytyjski tygodnik. Mielniczenko ma przekonać Putina, żeby oddał władzę biznesowi, już z nim rozmawiał i “rozpoczął aktywne spotkania z szerokim gronem ludzi”.
Zachodowi obiecuje pokój, ale pod jednym warunkiem, że pomoże on Rosji “zachować jedność i suwerenność”. No bo jak – nie daj Boże – Rosja się rozpadnie, to ojoj co to będzie, aż strach pomyśleć. Więc nie trzeba już pomagać Ukrainie dobijać Rosji.
Bo przecież wiadomo, że w Rosji jest tak, że biznesmen idzie sobie do Putina i mówi mu: “Wołodia, ciebie już nie lubią na Zachodzie, a mnie lubią, więc oddaj mi proszę władzę, to ja zakończę wojnę, dogadam się z nimi i wprowadzę demokrację”. A rozsądny Putin mówi: “O, świetny pomysł, tak zrobimy”.
Cóż, na Zachodzie, ale i u nas nigdy nie brakowało ludzi, którzy lubią wierzyć w bajki o Rosji i widzieć w niej to, co chcieliby widzieć, a nie to, co jest tam naprawdę. A ponadto psychologiczny efekt nowości: “skoro nowy to na pewno będzie lepszy” sprawdza się w polityce zawsze.
“Nie mogę przestać się śmiać. Już widzę, jak teraz na wyścigi będą się wszyscy ze wszystkimi dogadywać. Tyle, że już za późno, panowie-towarzysze. Jeszcze ze trzy lata temu może by się dało przedłużyć w ten sposób agonię imperium o jedno pokolenie. Ale armia ukraińska już pozamiatała. Pozostaje tylko relokacja do Chin” – pisze ironicznie ukraińska publicystka, Oksana Zabużko.
A przecież to wszystko już było 40 lat temu, gdy Gorbaczow swoją próbę zreformowania i uratowania komunizmu skutecznie sprzedał zachwyconemu Zachodowi jako “demokratyzację i liberalizację”. Inna rzecz, że próba się nie udała i imperium się do końca rozwaliło, choć wielu zachodnich polityków robiło co mogło, żeby ZSRR się nie rozpadł.
Zresztą rosyjskie służby wymyśliły ten prosty myk na długo przed Gorbaczowem. Już w 1922 roku, gdy bolszewicka delegacja pierwszy raz pojawiła się konferencji Genui, żeby załatwić uznanie sowieckiej władzy przez Europę, zachodnia prasa pisała, że ci bolszewicy wcale nie są tacy straszni. I na dowód przytaczała, że “przyjechali przecież na rozmowy we frakach i cylindrach”.
Potem w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku były już całe pielgrzymki “postępowych” zachodnich pisarzy i publicystów do ZSRR, oczywiście pod dyskretnym nadzorem sowieckich służb. Po powrocie z zachwytem opisywali, jak to tam wspaniale i wcale niestrasznie.
Ci pożyteczni idioci skutecznie pomogli stworzyć i upowszechnić na Zachodzie kompletnie fałszywy obraz ZSRR. I do głowy tym skądinąd inteligentnym ludziom nie przyszło, że totalitarny system robi ich w konia, pokazuje im dokładnie to, co chce i ukrywa to, czego nie chce.
W późniejszych latach to życzeniowe myślenie Zachodu o Rosji przybierało niekiedy tak kuriozalne formy, że trudno było nie ryknąć śmiechem. Kiedy wieloletni szef KGB Jurij Andropow objął władzę w Związku Sowieckiem w 1982 roku, w zachodniej prasie można było – całkiem na serio – przeczytać, że prawdopodobnie jest to polityk bliski Zachodowi, gdyż… “widziano go jeansach”.
O Gorbaczowie już wspomnieliśmy, ale przecież z Putinem było przez lata dokładnie tak samo. Czy już zapomnieliśmy te zachwyty u nas nad nim, obściskiwanie się, robienie z niego “pro-zachodniego reformatora” i ikony pop-kultury? Niektórzy pewnie woleliby zapomnieć, ale my ten totalny obciach dobrze pamiętamy.
A teraz mamy nowego “zbawcę” – Mielniczenkę. Zastosujcie się tylko do jego rad, a potem wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. I wszystko dobrze się skończy. Nowy Gorbaczow wam to załatwi.



Dodaj swój komentarz