
Ukraińscy żołnierze znaleźli strącony rosyjski dron bojowy Mołnia i nie mogli uwierzyć własnym oczom. Zamiast systemu nawigacji Rosjanie przymocowali do niego zwykłymi wkrętami kompas, na który skierowana była kamerka, wysyłająca obraz do operatora. Na tej podstawie korygował on kurs drona.
O tym najnowszym “genialnym wynalazku przodującej rosyjskiej myśli technicznej” poinformował ukraiński bloger wojskowy Siergiej “Flash” Beskrestnow i opublikował zdjęcia.
“Rosyjski hub technologiczny Skołkowo działa pełną parą. Na Mołnii zainstalował kompas, a kamerka co pewien czas się do niego przysuwała, żeby zobaczyć kurs. To faktycznie nie ma analogii na świecie” – napisał.
A w dokumentacji technicznej i w raporcie dla Putina na pewno napisali: “Sprzęt nawigacyjny nowego typu oparty na zasadach ziemskiego magnetyzmu” – skomentował wojskowy ekspert Jan Matwiejew.
A może – mimo wszystko – nie jest to akt skrajnej inżynierskiej desperacji, tylko genialny wynalazek? Przecież – w odróżnieniu od GPS – zwykłego kompasu nie da się zakłócić systemami WRE.
Owszem, nie da się. Tyle, że silniki drona powodują ciągłe drgania, a metalowe śruby i elektronika generują takie zakłócenia, że wskazania kompasu szaleją. Ponadto musi on być poziomo, więc kiedy dron skręca, zmienia wysokość lub walczy z wiatrem, wszystkie wskazania są psu na budę. Da się tak ewentualnie określić kurs “z grubsza”, ale o żadnej precyzji nie ma mowy.
Jednocześnie zamiast kilkubajtowego sygnału cyfrowego, kamera musi cały czas wysyłać strumień wideo HD, zużywając całe pasmo, zamiast obserwować teren. A operator musi cały czas patrzeć w ekran by śledzić igłę kompasu i ręcznie korygować lot. Do tego obraz jest jeszcze opóźniony.
Ale skoro lepszej nawigacji nie ma, to musi wystarczyć “sznurek i plaster”. Zresztą Mołnia – w odróżnieniu od shahedopodobnego Gerań-2 – jest sama w sobie najprymitywniejszym chyba tworem w historii tego uzbrojenia. Ukraińcy nazywają ją “konstrukcją z gówna i patyków”. Kadłub i skrzydła są ze sklejki, aluminiowych rurek i pianki modelarskiej, a napęd to tani silniczek elektryczny.
Niewielki zasięg – 40-60 km pozwala na użycie tego drona tylko w strefie przyfrontowej, a jego skuteczność jest mała. Zaletą jest natomiast bezwstydnie niska cena – jest tańszy, niż pocisk artyleryjski, więc Rosjanie produkują dziesiątki tysięcy Mołnii miesięcznie i na niektórych odcinkach frontu potrafią wysyłać je bez przerwy co 4 minuty. Z jakim skutkiem to już inna rzecz.



1 komentarz
LT
17 lipca 2026 o 18:20Drodzy,
Napiszcie coś co dzieje się na linii frontu.
Jak daleko od Słowiańska i Kramatorska?
Ciekawi jesteśmy czy to Putinowi wystarczy,
czy pójdzie dalej.
Wczoraj roz mawiałem z Żydem z Odessy.
Twierdził że pójdzie dalej.
Ciekawe tylko jak daleko?