
Władze rosyjskiego Kraju Krasnodarskiego, czyli Kubania, wprowadziły stan nadzwyczajnego zagrożenia z powodu pogrążania się całego regionu w śmieciach, których nie ma już gdzie wywozić – alarmuje The Moscow Times. Miejsce na wysypiskach skończyło się definitywnie i miasta zaczynają pokrywać odpadki. Nadciąga wielka katastrofa ekologiczna.
Jeszcze w 2019 roku Władimir Putin obiecywał, że ten najbardziej uprzemysłowiony region południa Rosji będzie wzorcowy pod względem gospodarki odpadami komunalnymi. W ramach “reformy śmieciowej” miało tam powstać co najmniej 8 nowych kombinatów do ich przeróbki. Nic z tego nie wyszło, nie powstał ani jeden.
Kubań tonie więc w śmieciach i nie wiadomo, co robić dalej. Gubernator Wieniamin Kondratiew wprowadził stan zagrożenia z powodu “całkowitego wyczerpania pojemności wysypisk”. Ich szybka rozbudowa nie jest możliwa z braku środków, które pochłonęła wojna i z przyczyn biurokratycznych.
Problem dotyczy przede wszystkim dużych miast – Noworosyjska i Soczi, ale także wsi. Gubernator ostrzega, że w najbliższym czasie pojawią się problemy z wywozem śmieci i zaczną one zalegać na ulicach, co grozi mnożeniem się szczurów i owadów roznoszących infekcje. Nieuchronnie pojawią się też “dzikie wysypiska” – przewiduje portal Gorod Krasnodar.
Sam gubernator zachował się natomiast w tej sytuacji klasycznie – zwalił problem na swojego zastępcę Jewgienija Perguna, który i tak ma już ból głowy, gdyż wcześniej kazano mu także “powstrzymać wzrost cen benzyny”.
Dla najbardziej turystycznego regionu Rosji wizja kurortów tonących w odpadkach to wizerunkowa i ekonomiczna katastrofa – brutalny przykład tego, jak wojenne wydatki Kremla pożerają podstawową infrastrukturę cywilną kraju.
Zobacz także: Lwów wysłał Polsce zapewnienia, ale gwarancji nie daje


