
Collage / fot: Salidarnast
Reżimowy białoruski sąd w Wilejce skazał na 3 lata więzienia i wysoką grzywnę katolickiego księdza Anatola Parachniewicza w kapturowym procesie, do którego nie dopuszczono nikogo z zewnątrz – informuje Katolik.life.
Wyrok zapadł jeszcze w październiku, ale portal dowiedział się o tym dopiero teraz. Wcześniej nie było nawet wiadomo, gdzie toczy się tajny proces. Wszyscy sądzili, że w Mińsku, a tymczasem okazało się, że w Wilejce w obwodzie mińskim.
Jedyne informacje, jakie udało się uzyskać są takie, że proboszcz parafii w Olkowiczach w rejonie wilejskim był oskarżony o “zdradę kraju”. Na czym ta “zdrada” miała konkretnie polegać nie wiadomo.
Oskarżenie – jak wiele podobnych na Białorusi – było zapewne kompletnie sfabrykowane, gdyż w końcu żadnej “zdrady” księdzu Parachniewiczowi nie udowodniono – tak twierdzą jego parafianie. Ale jak tu wypuścić na wolność człowieka, którego już trzyma się w łapskach? To nie w stylu Łukaszenki i jego KGB.
Wymyślono więc kolejne oskarżenie o “szkalowanie władzy i ekstremizm”. To na Białorusi można udowodnić bez problemu, gdyż “szkalowaniem i ekstremizmem” może tam być cokolwiek – to tylko kwestia pomysłowości i kłamliwej interpretacji oprawców. W końcu zapadł wyrok 3 lat więzienia i wysokiej grzywny.
Nie tak wysoki jak chcieli mu wlepić “za zdradę”, co nie zmienia faktu, że bandycka władza zabrała 66-letniemu człowiekowi trzy lata życia za nic. A ile zabierze mu zdrowia w białoruskim więzieniu lub kolonii karnej – trudno ocenić.
A wszystko odbywa się na tle kolejnej bezmyślnej urzędniczej euforii z rzekomej “odwilży” w relacjach Zachodu z reżimem Łukaszenki. Bo wielcy zachodni politycy i urzędnicy mają tylko gęby pełne frazesów o demokracji i prawach człowieka, ale co ich obchodzi los jakiegoś księdza?


