
Fot: Unsplash.com/
Natali Bredikhina
Po doniesieniach o możliwym przypadku dżumy płucnej na Syberii, Chiny zaostrzają kontrole na granicy z Rosją. Władze uruchamiają nadzwyczajne procedury, ostrzegają podróżnych i przygotowują dodatkowe środki przeciwepidemiczne. Tymczasem rosyjskie służby oficjalnie idą w zaparte i zaprzeczają, by w kraju wykryto ognisko dżumy.
Jak donosi brytyjski dziennik „The Telegraph”, szczególną czujność wprowadzono w chińskich regionach graniczących z Rosją. Władze obawiają się, że potencjalne zagrożenie epidemiologiczne może przekroczyć granicę.
W mieście Manzhouli chińskie służby zapowiedziały wzmocnienie nadzoru sanitarnego we współpracy z celnikami i służbami portowymi. Kontrole mają obejmować ludzi, transportowane towary oraz inne formy ruchu transgranicznego.
Dodatkowe ostrzeżenie wydano w Hulunbuir, położonym około 200 kilometrów od Manzhouli. Osoby, które niedawno wróciły z Rosji, otrzymały zalecenie, by uważnie obserwować swój stan zdrowia i zwracać uwagę na ewentualne objawy choroby.
Chińskie władze przyznają, że sytuacja pozostaje niejasna. Mimo to władze już rozważają wprowadzenie dodatkowych zabezpieczeń, by ograniczyć ryzyko, wskazując zarówno na okoliczności śmierci pracownika rosyjskiej placówki naukowej, jak i na występowanie naturalnych ognisk dżumy w regionie.
Sprawa dotyczy 28-letniej laborantki Irkuckiego Instytutu Antydżumowego, która zmarła w Irkucku. Rosyjskie władze poinformowały, że przyczyną jej śmierci było zapalenie płuc o nieznanym pochodzeniu. Według oficjalnego komunikatu u kobiety nie wykryto patogenu dżumy.
Dżuma płucna jest szczególnie niebezpieczną postacią tej choroby. Może rozwijać się gwałtownie, a nieleczona prowadzi do śmierci. W przypadku tej postaci zakażenie może przenosić się między ludźmi drogą kropelkową.
Do sprawy odniosła się również Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), która przyznała, że nie dysponuje pełnym obrazem sytuacji związanej z możliwymi zakażeniami dżumą w Rosji.



