
AI
Ukraina może wejść do Unii Europejskiej, ale niekoniecznie otrzyma pełny dostęp do unijnych dopłat i rynku rolnego. Bruksela rozważa specjalne ograniczenia, by chronić europejskich producentów. Dla Polski, której rolnicy od lat alarmują w sprawie konkurencji ze Wschodu, to szczególnie istotna sprawa.
Integracja ukraińskiego sektora rolnego, dysponującego powierzchnią ponad 32,7 mln hektarów gruntów rolnych (stan na 2025 r.), będzie jednym z największych wydarzeń w historii UE. W związku z tym, w oparciu o Wspólną Politykę Rolną UE, która alokuje środki głównie w oparciu o powierzchnię gruntów rolnych, przystąpienie kraju o takiej powierzchni gruntów rolnych mogłaby znacząco zmienić strukturę alokacji środków w tym programie budżetowym UE.
Jak informuje Bloomberg, Komisja Europejska rozważa rozwiązania, które ograniczą dostęp ukraińskiego rolnictwa do unijnych pieniędzy i rynku – nawet po uzyskaniu przez Ukrainę członkostwa. Powód? Skala i potencjał ukraińskiej produkcji rolnej budzą obawy w krajach UE, zwłaszcza we Francji i Polsce.
– Struktura i wielkość sektora rolnego Ukrainy są naprawdę wyjątkowe – przyznała unijna komisarz ds. rozszerzenia Marta Kos, zapowiadając specjalne rozwiązania ograniczające wsparcie i dostęp do rynku dla części ukraińskich produktów.
Dla polskich rolników nie jest to abstrakcyjny spór o unijne przepisy. Wielokrotnie protestowali przeciwko napływowi ukraińskich produktów, wskazując na nierówne warunki konkurencji i zagrożenie dla opłacalności krajowej produkcji. Obawy dotyczą nie tylko cen, lecz także tego, czy polskie gospodarstwa będą w stanie konkurować z wielkimi ukraińskimi przedsiębiorstwami rolnymi.
Bruksela próbuje więc pogodzić dwa sprzeczne interesy: otwarcie Unii na Ukrainę i ochronę jej dotychczasowych członków. Nie oznacza to jednak, że proponowane ograniczenia zostały już ostatecznie ustalone.
Otwartym pozostaje pytanie o jednolity rynek europejski, który ma obowiązywać również wobec Ukrainy, jako członka. Zaskakujące i mało prawdopodobne jawią się zatem sugestie, że jej prawa na tym rynku będą ograniczone tak, by nie straciły na tym kraje wspólnoty.
Zresztą Kijów nie zgodzi się na trwałe zamknięcie unijnego rynku. Ukraiński minister polityki rolnej Taras Wysocki podkreśla, że jego kraj może zaakceptować okresy przejściowe, ale nie stałe ograniczenia, które podważałyby sens pełnego członkostwa.
Jeszcze przed przystąpieniem do Unii Europejskiej Ukraina, podobnie jak każdy kraj kandydujący, musi dostosować się do standardów europejskich, w szczególności tych odnoszących się do sektora rolnego.
„Jeśli nasz sektor rolny w pełni dostosuje się do europejskich standardów, Unia Europejska nie będzie miała powodu, by odmawiać nam pełnego dostępu do jednolitego rynku ” – powiedział Oleg Niwewski, kierownik Centrum Badań nad Żywnością i Użytkowaniem Gruntów Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej, w komentarzu dla Apostrophe. „Jeśli jednak zażądamy okresów przejściowych, Unia Europejska będzie miała oczywiście całkowitą swobodę, by nam (czegoś) zabronić”.
Jednocześnie dostosowanie ukraińskiego rolnictwa do norm UE może kosztować co najmniej 2 mld euro, a dodatkowe wydatki mogą osłabić konkurencyjność ukraińskich produktów na rynkach poza Europą.
Dla Polski kluczowe będzie to, czy ewentualne zasady rzeczywiście zapewnią uczciwą konkurencję, czy pozostaną jedynie polityczną obietnicą. Samo członkostwo Ukrainy w UE nie powinno oznaczać, że koszty integracji poniosą przede wszystkim polscy rolnicy.



