
terrarobotics.tech
Ukraińcy testują drony na froncie, błyskawicznie je udoskonalają i coraz mocniej walczą o pozycję na rynku. Polska ma inżynierów, zaplecze techniczne i możliwości produkcyjne, ale wciąż przegrywa z biurokracją. Co gorsza, transfer wiedzy między oboma krajami napotyka bariery, a wspólne interesy coraz częściej ustępują miejsca rywalizacji.
Polacy szkolili ukraińskich operatorów dronów, przekazywali sprzęt i pomagali rozwijać technologie. Gdy jednak przyszła pora na szerszą współpracę przemysłową i transfer doświadczeń z frontu, entuzjazm po drugiej stronie zaczął słabnąć. Ukraińskie firmy coraz mocniej walczą o rynek, polskie zderzają się z biurokracją, a państwo nie stworzyło skutecznych zachęt do wspólnych inwestycji – przyznaje Robert Fintak, szef firmy Terra Robotics i prezes Polskiej Izby Systemów Bezzałogowych, w rozmowie z Jakubem Biernatem dla Centrum Europy.
Po rosyjskiej inwazji Polska nie stała z boku. Polska Izba Systemów Bezzałogowych uruchomiła program „Drony na Wschód”. Sprzęt przekazywali darczyńcy z różnych krajów, a polscy specjaliści modyfikowali drony i wysyłali je za darmo do Ukrainy. Początkowo miały pomagać dokumentować zniszczenia i zbrodnie wojenne, ale Ukraińcy szybko zaczęli wykorzystywać je również do celów wojskowych.
Współpraca i szkolenia trwały zresztą jeszcze przed pełnoskalową wojną. Jak wspomina Fintak, w latach 2014–2020 organizował w Ukrainie szkolenia dla operatorów dronów.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. Ukraina ma ogromne doświadczenie w rozwijaniu bezzałogowców pod ostrzałem, bo jej konstrukcje są nieustannie testowane na froncie i błyskawicznie poprawiane. Polska chce korzystać z tej wiedzy, ale – jak wynika z relacji Fintaka – pojawiły się trudności, bo oferta zachodnia jest dużo ciekawsza.
Na pytanie, kto zawinił, Polska czy Ukraińcy, Fintak wskazuje obie strony;
„Ukraińcy chcą robić wszystko szybko i prosto, nadwyrężając przepisy – ważne, żeby dało się zrobić i był na tym biznes. Możemy to potępiać, ale oni są na wojnie i produkują po to, żeby dostarczyć sprzęt na front. Uważam, że nie tędy droga, ale jakąś niewielką legitymację, by tak postępować, mają. My z kolei nie wykorzystaliśmy szansy – zabrakło mechanizmów wspierających transfer wiedzy. Doszły też cechy narodowe: my, Polacy, bywamy zarozumiali i w pewnych aspektach czujemy się mocniejsi od Ukraińców, a oni traktują nas jak konkurencję, którą trzeba wyprzedzić, żeby produkcja dronów nie stała się w Polsce sportem narodowym.
Jedna z najbardziej gorzkich historii dotyczy prób pozyskania rosyjskich bezzałogowców do badań. Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny Fintak i jego środowisko przez około półtora roku zabiegali o przekazanie jednego lub kilku egzemplarzy. Chcieli sprawdzić materiały, elektronikę i właściwości aerodynamiczne maszyn.
Według przedsiębiorcy strona ukraińska żądała kolejnych dokumentów i zgód. Mimo dostarczenia wymaganych pism sprzętu ostatecznie nie otrzymano.
Fintak nie kryje rozczarowania po tym, jak polskie „środowisko dronowe” pomagało Ukrainie już na początku wojny. Dlaczego później nie udało się uzyskać dostępu do rosyjskich konstrukcji? W ocenie przedsiębiorcy mogła zadziałać rosnąca rywalizacja technologiczna.
Przedsiębiorca ostrzega także polskie firmy przed inwestowaniem w ukraińskie projekty bez dokładnej weryfikacji. Szacuje, że około 20–30 proc. ofert współpracy, a być może nawet więcej, jest wyolbrzymionych.
Na przeszkodzie stoją również polskie regulacje prawne. W efekcie część ukraińskich przedsiębiorstw wybiera Litwę, Łotwę czy Słowację, gdzie łatwiej im rozwijać działalność i przechodzić procedury związane z produkcją. Polska firma może mieć dobrych inżynierów i zaplecze produkcyjne, a mimo to nie nadążać za tempem ukraińskich konstruktorów, bo ma restrykcyjne przepisy, ale nie zapewnia wystarczających instrumentów, które rekompensowałyby firmom koszty i trudności.
Na wojnie liczy się bowiem nie tylko sam pomysł, lecz także to, jak szybko można go przetestować, poprawić i wyprodukować w dużej liczbie.
Fintak wskazuje przy tym na brak odpowiednich zachęt finansowych, ale uważa, że Polska wciąż ma szansę nadrobić dystans. Tylko bez wsparcia państwa, sprawnych procedur i realnego transferu technologii może się okazać, że gdy nadejdzie potrzeba masowej produkcji, może być duży problem.
Na podstawie rozmowy Jakuba Biernata z Robertem Fintakiem dla Centrumeuropy.pl.



