
Aleksander Łukaszenka. Fot: president.gov.by
Samozwańczy prezydent Białorusi, Aleksander Łukaszenka, oskarżył stronę łotewską o zainscenizowanie incydentu granicznego, do którego doszło na początku października. Dyktator oświadczył, że strona białoruska nie była zamieszana w ten incydent.
Chodzi o opisywany przez nas incydent z 6 października, gdy grupa 20 osób, w towarzystwie niezidentyfikowanych zamaskowanych mężczyzn, próbowała przedostać się z terytorium Białorusi na Łotwę.
„Wiemy doskonale, zostałem już o tym poinformowany, że to wszystko zostało zrobione przez Łotyszy jako pretekst informacyjny do uzyskania pieniędzy z Unii Europejskiej. Nie mamy z tym nic wspólnego, że niby wkroczyliśmy tam na ich terytorium, że byli ludzie w maskach, wojsko, że kogoś złapaliśmy, pojmaliśmy lub zepchnęliśmy tam jakąś grupę migrantów. Większej bzdury nie można sobie wyobrazić” – powiedział Łukaszenka na spotkaniu z kierownictwem struktur siłowych.
Dodał, że takich operacji nie przeprowadza się bez zgody głowy państwa.
„Nie uzgodniono ze mną takich rzeczy. I dlatego ich nie wykonano. Wiem to na pewno. Bo wasze zachowanie jest absolutnie niepodważalna” – zwrócił się do obecnych tam sił bezpieczeństwa.
Łukaszenka nazwał „kłamstwem” to, co media napisały o tym incydencie i oskarżeniach pod adresem Białorusi.
„Potrzebują pieniędzy. Ani trzy państwa bałtyckie, ani byłe republiki Związku Radzieckiego, ani Polska nie mają wystarczających możliwości, aby zaspokoić swoje potrzeby. Zwłaszcza w sferze militarnej. Na przykład Polska kupuje czołgi i inną broń, która dziś nie jest tania. Nie ma drewna na opał dla ludności, a czołgi i inny sprzęt wojskowy trzeba kupić” – powiedział Łukaszenka.
W nocy z 5 na 6 października agresywni, uzbrojeni mężczyźni w maskach próbowali przemycić 20 nielegalnych migrantów z Białorusi na Łotwę. Osoby towarzyszące migrantom groziły żołnierzom, którzy nie pozwolili im przekroczyć granicy. Kilka godzin później zamaskowani mężczyźni wkroczyli jednak na terytorium Łotwy i uszkodzili infrastrukturę.
Odpowiedzialność za incydent wzięła na siebie mało znana dotąd rosyjska grupa „Czarna Ruś”.
Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiga, komentując incydent stwierdził, że za tym wydarzeniem stoi Moskwa. Rząd Łotwy podjął w zeszłym tygodniu decyzję o przedłużeniu operacji Vilkatis, mającej na celu zwalczanie nielegalnej migracji, do 31 grudnia.

