
Gen. USA Alexus Grynkewich i Aleksander Łukaszenka/ Kolaż Kresy24.pl/Fot: Domena Publiczna
Białoruska opozycja od trzech dekad przestrzegała Aleksandra Łukaszenkę, że stopniowe uzależnianie się od Rosji i pogłębiona integracja, to pułapka, w którą Kreml wciąga Białoruś, i za którą przyjdzie zapłacić.
Zatwierdzona niedawno nowa strategia NATO wskazuje, że w przypadku wojny z Rosją celem ataku mogą stać się także obiekty wojskowe na terytorium Białorusi. Tak więc pomimo pokojowej retoryki Łukaszenki jego sojusz wojskowy z Moskwą stwarza coraz bardziej realne zagrożenie dla tego kraju.
Jak wskazuje komentator polityczny Radia Swoboda Walery Karbalewicz, Aleksander Łukaszenka od lat przekonuje, że Białoruś nie zamierza nikogo atakować, a jego kraj chce pokoju. Tymczasem ścisła współpraca wojskowa z Rosją sprawia, że w odpowiedzi na możliwą agresję ze strony tej ostatniej, NATO planuje zaatakować rosyjskie obiekty wojskowe na terytorium Białorusi. Bo NATO nie oddziela Białorusi od Rosji pod względem militarnym. I Łukaszenka musi to ostrzeżenie przyjąć do wiadomości, bo deklaracjami nie da się niczego zagłuszyć.
Białoruska propaganda od dawna kreuje obraz kraju jako oazy spokoju w niespokojnym świecie. Mińsk próbuje też przekonywać Zachód, że jest gotowy do dialogu. Minister spraw zagranicznych Maksym Ryżankow deklarował nawet gotowość do przywrócenia kanałów łączności wojskowej z NATO oraz mechanizmów weryfikacji i wzajemnego informowania o zagrożeniach. Ogłosił też powrót do stołu rozmów z Polską, co potwierdził minister Radosław Sikorski.
Sam Łukaszenka stara się pokazywać, że nie we wszystkim zgadza się z Kremlem. Podczas spotkania w Mińsku 2 października mówił, że jego stanowisko w sprawie wojny rosyjsko-ukraińskiej nie jest identyczne ze stanowiskiem Władimira Putina. Jednocześnie oferuje Mińsk jako miejsce negocjacji pokojowych.
Problem w tym, że deklaracje nie zmieniają wojskowych realiów. A te od lat wskazują na coraz głębsze uzależnienie Białorusi od Rosji. Podczas Warsaw Security Forum 12 października naczelny dowódca sił NATO w Europie Alexus Grynkewich mówił o planach Sojuszu na wypadek rosyjskiej agresji na europejskich członków NATO. Według niego, trzy miesiące temu NATO zatwierdziło plan działania na wypadek rosyjskiej agresji na europejskich członków Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Jak informował „The Wall Street Journal”, opracowywane scenariusze przewidują między innymi uderzenia rakietowe dalekiego zasięgu na rosyjskie stanowiska dowodzenia i systemy obrony powietrznej. Wśród potencjalnych celów wymieniane są obiekty w obwodzie królewieckim, w rejonie Petersburga oraz na terytorium Białorusi.
Nie oznacza to, że NATO planuje atak na Białoruś ani że taki konflikt jest przesądzony. Chodzi o przygotowanie odpowiedzi na ewentualną rosyjską agresję. Jeśli Moskwa wykorzystałaby białoruskie terytorium do uderzenia na Polskę lub państwa bałtyckie, znajdująca się tam infrastruktura wojskowa mogłaby zostać uznana za element rosyjskiego zaplecza operacyjnego.
To scenariusz, którego Mińsk nie może lekceważyć. W 2022 roku rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę również z terytorium Białorusi. Białoruskie ziemie służyły ponadto do prowadzenia działań wojskowych przeciwko Ukrainie, co doprowadziło do międzynarodowego potępienia roli Mińska w rosyjskiej agresji.
O ile wcześniej Łukaszenka próbował zachować większy dystans wobec niektórych rosyjskich inicjatyw wojskowych, dziś możliwości jego manewrowania są znacznie bardziej ograniczone.
Jak zauważa Karbalewicz, Białoruś i Federacja Rosyjska zawarły łącznie około czterdziestu umów międzynarodowych mających na celu koordynację wspólnych działań w sferze wojskowej. Ponad 40 kolejnych umów reguluje współpracę wojskowo-techniczną między oboma państwami. Działa wspólna Regionalna Grupa Wojsk oraz Jednolity Regionalny System Obrony Powietrznej. Wspólne ćwiczenia wojskowe odbywają się co roku. Na terytorium Białorusi znajdują się dwa rosyjskie obiekty wojskowe: stacja radarowa Wołga (Baranowicze) i węzeł łączności 43. Floty Morskiej (Wilejka).
2 marca 2021 roku ministerstwa obrony obu krajów podpisały pięcioletni program partnerstwa strategicznego. Zawarto również porozumienie w sprawie utworzenia trzech wspólnych ośrodków szkolenia wojskowego. W listopadzie 2021 roku zaktualizowano Doktrynę Wojskową Państwa Związkowego.
Wzajemne zobowiązania do wspierania sojusznika w przypadku agresji zewnętrznej zapisane są w kilku dokumentach przyjętych i podpisanych przez Białoruś i Rosję w ramach państwa związkowego. Ponadto zobowiązania te zawarte są w porozumieniach w ramach OUBZ. W 2024 roku Mińsk i Moskwa podpisały Traktat o Wzajemnych Gwarancjach Bezpieczeństwa. Ogromny rozgłos nadano również rozmieszczeniu na Białorusi rosyjskiej taktycznej broni jądrowej oraz systemu rakietowego Oresznik.
13 października Łukaszenka ponownie zapewniał, że Białoruś przygotowuje się do wojny po to, by jej uniknąć, i nie zamierza nikogo atakować. Równocześnie w kraju trwają ćwiczenia wojskowe, kontrole gotowości bojowej i szkolenia rezerwistów. Państwowa propaganda regularnie przedstawia zaś Zachód jako stronę przygotowującą się do agresji.
Sąsiedzi Białorusi oceniają jednak nie tylko wypowiedzi jej przywódcy, lecz także działania Mińska i jego współpracę z Kremlem. Kolejne napięcia na granicach oraz zarzuty dotyczące działań hybrydowych dodatkowo pogłębiają nieufność.
W tej sytuacji Białoruś coraz trudniej postrzegać jako niezależnego uczestnika europejskiej polityki bezpieczeństwa. Gdy Łukaszenka mówi o wspólnej ojczyźnie „od Brześcia do Władywostoku”, sam wzmacnia przekaz, że jego kraj stanowi część rosyjskiego zaplecza strategicznego.
Największe ryzyko polega na tym, że decyzje o wykorzystaniu białoruskiego terytorium do działań wojennych mogą zapaść na Kremlu, i Łukaszenka nie będzie miał nic do gadania, poniesie tylko konsekwencje, tyle, że nie on, a Białorusini. Jeśli Rosja zaatakuje NATO, wojskowy sojusz z Putinem może sprawić, że kraj Łukaszenki znajdzie się w samym środku konfliktu, którego – jak oficjalnie deklaruje– chce uniknąć.
No chyba, że białoruski satrapa liczy na resentyment Naczelnego Dowódcy Sił Sojuszniczych NATO w Europie. Bo 53- letni Alexus Grynkewich to potomek imigrantów z Białorusi, jego pradziadek przybył do USA na przełomie XIX i XX wieku z Mińska.
Portal svaboda.org znalazła w źródłach genealogicznych informację, że pradziadek amerykańskiego generała urodził się w 1873 roku w Mińsku (wówczas część Imperium Rosyjskie) w rodzinie Stefana i Agaty Hrynkiewicz. W 1899 roku postawił stopę na amerykańskiej ziemi, gdzie stał się Eliasem Grinkevitchem .
Później w dokumentach anglojęzycznych zaczęto używać formy Grynkewich.



