
Ilustracja AI / Mapa: US Department of War
Pentagon odtajnił partię dokumentów o niepokojących masowych zjawiskach paranormalnych na rancho Skinwalker Ranch w stanie Utah relacjonowanych przez licznych świadków. Obserwowali oni tam przerażające zmiennokształtne istoty, święcące kule i dziwne zjawisko nad jeziorem, które opisali jako “portal do innego świata” – donosi Daily Mail.
Doniesienia te można by uznać za kolejną tanią sensację, gdyby nie kilka faktów. Po pierwsze – świadków było dużo i to na przestrzeni wielu lat. Po drugie – Pentagon włożył spory wysiłek w zbadanie tej sprawy przez swoją agendę Bigelow Aerospace Advanced Space Studies (BAASS). I po trzecie – z jakichś powodów tenże Pentagon uznał potem, że trzeba raport w tej sprawie utajnić.
Zastanawia też takie nagromadzenie niewytłumaczalnych zjawisk na tak niewielkim przecież obszarze 200-hektarowej farmy. Niektóre z zebranych relacji budzą autentyczną grozę. Chodzi między innymi o obserwowane tam demoniczne istoty zwane skinwalkerami.
Klątwa Nawaho
Skinwalkery to postacie z dawnej mitologii Indian Nawaho, zwane w ich języku yee naaldlooshii. Według tych wierzeń, są to wcielenia złego szamana lub czarownika, który posiadł zdolność transformacji w dowolne zwierzę, najczęściej wilka, kojota, lisa lub niedźwiedzia, a potem powrotu do ludzkiej postaci.
Kiedy w XIX wieku Nawahowie toczyli o te tereny walki z białymi i ze wspierającym ich plemieniem Ute, w końcu postanowili z nich odstąpić i rzucić na nie klątwę sprowadzającą skinwalkerów.
Od tej pory istoty te miały nieustannie dręczyć ich wrogów, aby ta ziemia nigdy nie zaznała spokoju. I faktycznie ludzie z plemienia Ute do dziś omijają z daleka te rejony, uważając je za przeklęte i nawiedzone.
Biali tymi klątwami się nie przejęli. Jednak relacje o dziwnych zjawiskach pojawiały się tu od pokoleń, aby w końcu po 1996 roku osiągnąć takie natężenie, że do akcji musiało wkroczyć wojsko. Wtedy właśnie ówcześni właściciele rancza – rodzina Shermanów – zaczęli otwarcie opowiadać o spotkaniach z wielkimi istotami przypominającymi wilki, których nie imały się kule.
Ręka z okna
Jeden ze świadków natknął się na takie stworzenie w 2010 roku. Opisał, że miało około 180 centymetrów wzrostu, a masę szacował na ponad 110 kg. Miało głowę przypominającą owczarka niemieckiego, ale z ludzkim nosem, czarno-szarą sierść, spiczaste uszy i krótki ogon. Poruszało się szybkimi skokami.
Innym razem koło domu świadek zauważył wieczorem przemykający cień rzucany przez jakieś ogromne stworzenie. Psy zaczęły ujadać i rzuciły się w pogoń. Ścigana istota uderzyła kilka razy w ogrodzenie, a następnie znikła.
Inny mężczyzna opisywał mrożące krew w żyłach zdarzenie z 2003 roku, gdy do jego sypialni wsunęła się nagle przez okno włochata ręka, znacznie dłuższa, niż ludzka, oszacował ją na 90 cm. Miała cztery palce zakończone pazurami, a kciuka nie było. Gdy mężczyzna krzyknął, ręka natychmiast się cofnęła.
Skacząca po dachach
Równie kuriozalna jest relacja pewnej młodej Indianki z 2009 roku, która twierdzi, że widziała “zgarbioną, przypominającą kobietę postać, z czarnymi włosami do ramion, w poszarpanym ubraniu, która… skakała między dachami budynków”. Jej matka również to widziała i nawet wezwały policję. Nazwały ją “Basket Lady” – to również złowroga postać z indiańskich mitów.
Inna kobieta zgłosiła, że w 2009 roku widziała wraz z 4-letnią córką “ośmiostopową (około 2,4 m), pozbawioną sierści istotę kucającą na wiacie dla koni”. Dziewczynka porównała to stworzenie do kangura.
Spotkania ze skinwalkerami i Basket Lady to nie jedyne dziwne zjawiska, jakich doświadczyli miejscowi. W materiałach zebranych przez BAASS są też relacje o zagadkowych świecących kulach, które na zmianę pojawiały się i znikały, o przeraźliwych krótkich rykach koło domów i unoszących się w powietrzu ogniach, które na widok człowieka próbowały się ukryć za różnymi obiektami.
Lśniące wrota
Jeszcze bardziej zagadkowe zjawisko zauważyła miejscowa kobieta koło tamtejszego jeziora około 1990 roku. Opisała je jako “nieruchomy, przezroczysty obiekt wysokości 9-12 metrów, którego powierzchnia nieustannie migotała. Obserwowała go z odległości około 30 metrów i twierdzi, że poczuła nagle “głęboki spokój”. Według jej słów, było to “jakby przejście do innego świata”.

W odtajnionym przez Pentagon raporcie BAASS z 2010 roku nie ma żadnej próby wytłumaczenia, ani żadnych hipotez dotyczących natury tych opisanych zjawisk. Zebrano tylko skrzętnie relacje, które najwyraźniej uznano za wiarygodne i na tyle niepokojące, że postanowiono je utajnić.
Spekulacje, czy to klątwa Nawaho, UFO, czy “portal do innego świata” pozostawiamy więc tym, którzy fascynują się zjawiskami paranormalnymi. Ze swojej strony chcemy tylko zauważyć, że trochę tego sporo jak na tak niewielki kawałek terenu i trochę za duży rozrzut tych relacji w czasie, żeby uznać to za jakąś jednorazową konfabulację mieszkańców.
Zobacz także: Mroczne odkrycie w ruinach klasztoru! Zobaczyli i osłupieli


