
Rosja i Ukraina wzajemnie “ostrzegły się” przed atakami jądrowymi włamując się do systemów alarmowych drugiej strony. Chodzi oczywiście o wywołanie paniki wśród ludności wroga. A co będzie kiedy alarm okaże się prawdziwy?
Najpierw rosyjscy hakerzy włamali się do ukraińskiej aplikacji “Alarm Powietrzny” i rozesłali tekst: “Witaj! Za chwilę na całej Ukrainie zostanie ogłoszony alarm o skażeniu promieniotwórczym i chemicznym. Proszę się nie niepokoić, właśnie leci pocisk Oresznik”.
Pojawił się też kolejny “komunikat”, dość absurdalny, o zagrożeniu walkami ulicznymi w Kijowie. Wkrótce potem ukraińska aplikacja przestała być chwilowo dostępna. Dowództwo Sił Powietrznych Ukrainy zaprzeczyło zagrożeniu jądrowemu i potwierdziło, że było to włamanie hakerów.
Kilka godzin później hakerzy ukraińscy przeprowadzili taki sam atak na rosyjski system ostrzegania Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych i rozesłali komunikat o “wystrzeleniu głowic jądrowych we wszystkie regiony Rosji” z użyciem rakiet manewrujących i dronów P1-SUN. Wezwano wszystkich Rosjan by zrobili zapasy jedzenia i wody na 3 tygodnie i schowali się do piwnic.
Fałszywym komunikatem “zaraziły się” też i zaczęły go rozsyłać regionalne filie rosyjskiego resortu sytuacji nadzwyczajnych w Petersburgu, obwodzie moskiewskim, swierdłowskim i wielu innych – donosi The Moscow Times.
“Sytuacja jest pod kontrolą. Prosimy ludność by zachowała spokój i stosowała się wyłącznie do oficjalnych komunikatów” – wzywa rosyjskie Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych. Tyle, że fałszywy komunikat również został wcześniej rozesłany kanałem oficjalnym.
Obie strony wojny sięgnęły więc po broń psychologiczną w postaci fałszywego alarmu jądrowego, mającego zasiać panikę wśród ludności wroga. Trudno ocenić, na ile było to skuteczne. O wiele bardziej groźny może być fakt, że jeśli kiedyś faktycznie taki alarm zostanie ogłoszony, część ludzi może w to po prostu nie uwierzyć.



