
Rosyjska machina wojenna tonie we własnej krwi, a kremlowski dyktator gorączkowo próbuje zebrać nową armię. Straty okupantów biją wszelkie rekordy, ponad 2 tysiące zabitych dziennie już nikogo nie dziwi. Tymczasem wielkimi miastami w Rosji wstrząsa masowa i brutalna obława na mężczyzn choć trochę zdolnych do służby wojskowej – donosi 24 Kanał.
Łączne straty armii rosyjskiej w ludziach od początku wojny przekroczyły półtora miliona. “Mięso armatnie” gwałtownie się kończy. Werbunek najemników z Afryki i Azji nie wystarcza. Rosję zalała więc fala łapanek na mężczyzn na skalę dotychczas niespotykaną – pisze Irina Uzłowa.
Mobilizacja “hybrydowo-dobrowolna” w 33 regionach
Wspomniane obławy to zarówno zatrzymywanie poborowych, by wysłać ich do zasadniczej służby, jak i brutalne zmuszanie mężczyzn do podpisywania kontraktów wojskowych. Są zabierani siłą i zmuszani groźbami lub szantażem. Potem władze mogą cynicznie oświadczyć: “Przecież sami dobrowolnie zawarliście umowę z Ministerstwem Obrony”.
Skala tej przemocy i państwowego bezprawia poraża. Skargi o zmuszaniu do zawierania kontraktów nadeszły już z co najmniej 33 regionów Rosji i z Krymu. Masowe rajdy objęły m. in. Buriację, Tatarstan, Udmurcję, Karelię, Zabajkale, Kraje Krasnojarski i Nadmorski, obwody penzeński, rostowski, orenburski i nowosybirski.
W Moskwie policja i wojsko urządzają prawdziwe safari na mężczyzn – są chwytani w metrze, na targowiskach, w sklepach i po prostu na ulicy. Studenci są zabierani spod drzwi akademików i własnych mieszkań, więc bliscy nie mają nawet czasu dowieźć zaświadczenia o studiach do komisji wojskowej.
Ich stan zdrowia i wyniki badań nikogo nie interesują. Zatrzymywano np. ludzi po udarach, zawałach, z metalowymi implantami w nodze. A od zatrzymania do wysłania do jednostki wojskowej mija najwyżej 1-2 dni.
Punkt “Sirius 55” w Omsku – pobicia i porwania
O ile w Moskwie resorty siłowe próbują jeszcze jakoś maskować te działania, to na Syberii panuje otwarty terror. W Omsku – trzecim co do wielkości mieście Syberii – punkt naboru znany jako “Sirius 55” budzi powszechną grozę.
Lokalne media społecznościowe zalewają rozpaczliwe wołania o pomoc od krewnych osób tam zabieranych: “Porywają ludzi z ulicy, wiozą tam, biją i nielegalnie przetrzymują bez łączności ze światem, zmuszając do podpisywania kontraktu”.
Pewien mężczyzna przyjechał do Omska zaopiekować się przykutą do łóżka matką. Porwano go z ulicy i wysłano na wojnę. Imigrant zarobkowy wyszedł do sklepu bez dokumentów i telefonu – dobę później już “podpisał kontrakt”.
Zdarzało się, że ktoś wyskoczył tylko na chwilę z domu w lekkim ubraniu po papierosy i został zgarnięty. A jeśli okaże się, że delikwent ma wyrok w zawieszeniu, zadłużenie lub problem z alimentami, sprawa jest przesądzona. Ma do wyboru: na front, albo do więzienia.
Rekrutacja rozpaczy
Przeciętny szturmowiec żyje średnio na polu boju na Ukrainie 20-30 minut. Co ciekawe, nazywanie ich “mięsem armatnim” weszło już nawet do oficjalnego propagandowego obiegu, jako powód do dumy. “Szturmowcy, nazywani też mięsem – to symbol niezłomności, poświęcenia i nieustępliwej woli” – napisano np. na stronie diecezji prawosławnej w Briańsku.
Putin marzy o zebraniu nowej armii liczącej 300-500 tysięcy ludzi. Ale zagonienie ich do zagrody to tylko 10% sukcesu. Trzeba ich jeszcze przewieźć, zakwaterować, umundurować, wyszkolić, ubrać w kamizelki kuloodporne i utrzymać.
Kreml obawia się też, że kiedy ci zagonieni batem ludzie z połamanym życiem zostaną uzbrojeni, mogą pokazać zęby. I wtedy sen kremlowskiego dyktatora może zamienić się w koszmar.
Putin boi się zbrojnego ludowego buntu bardziej niż śmierci. Szczególnie momentu kiedy te tysiące zaprawionych już w bojach i zdemoralizowanych ludzi, często z przemyconą z frontu bronią wrócą do domów, bo przecież nie wszyscy zginą. Z jego punktu widzenia byłoby lepiej, żeby zginęli.
Z tego samego powodu blokowana jest też jakakolwiek wolność słowa w Internecie. Rosja ma obecnie w tym rankingu zaledwie 4 punkty na 100, zbliżając się do zera Korei Północnej. “Cyfrowy Gułag” zaciska się tym mocniej, im bardziej Kreml widzi, że ludzka cierpliwość pęka w szwach. A uliczne łapanki w całym kraju to już kompletna agonia społeczna.


