Za kulisami petersburskiej „fabryki trolli”

18 października 2017

 

Pracownik firmy z Sankt Petersburga „ Research Agency” określanej jako „fabryka trolii” ujawnił rosyjskiej niezależnej Telewizji Dożd, jak wygląda w szczegółach praca w instytucji oskarżanej o informacyjną i cybernetyczną propagandę i dywersję wobec krajów zachodnich.


Młody mężczyzna, opisany jako Maksim, powiedział że (formalnie prywatna) IRA pracująca na zlecenie państwa rosyjskiego ma wydziały o nazwach: rosyjski, zagraniczny, Facebooka oraz  prowokacji.

Najbardziej Rosjanie za pośrednictwem internetu „mieszali” w polityce amerykańskiej, zwłaszcza w wyborczym roku 2016. Ale ogólnie, w centrum zainteresowani IRA są, według słów Maksima, są kraje uważane za „wrogie” wobec Rosji.


Jak napisał z kolei portal rbc.ru, szefem firmy ma być rosyjski oligarcha, bliski Kremlowi, Jewgienij Prigożin. Ten od dawna zaprzecza, że ma coś wspólnego z działaniami IRA.

Wydział rosyjski, według słów Maksima, początkowo skupiał się na tworzeniu i zarządzaniu kontami prokremlowskich trolli i botów skierowanych na wewnętrzne sprawy rosyjskie, ale z czasem płynnie przeszedł do zajmowania się również zagranicą, w tym właśnie wyborami w . Te konta rozpowszechniały fałszywe bądź zmanipulowane treści, które pomagały kandydatowi Donaldowi Trumpowi i szkodziły Hillary Clinton. Z innych, amerykańskich mediów wiadomo, że rosyjskie trolle i boty „pomagały” też w propagandzie i PR innemu kandydatowi demokratów, który odpadł w wyścigu z Hillary Clinton  po nominację, Bernie Sandersowi.

Bardziej subtelna była działalność wydziału zagranicznego. Ci, którzy tam pracowali, mieli nawet zakaz rozprzestrzeniania prorosyjskiej propagandy. Mieli natomiast dobrze orientować się w niuansach i konfliktach w amerykańskiej polityce i społeczeństwie i korzystając z tych wszystkich kontrowersyjnych kwestii trząść amerykańską „łodzią”, jak wyraził się Maksim. – Naszym celem nie było przekonanie Amerykanów do Rosji. Naszym celem było podburzenie Amerykanów przeciwko własnemu rządowi, prowokowanie niepokojów, i zmniejszenie poparcia dla Obamy – stwierdził.

Z kolei departament prowokacji miał opracowywać i realizować akcje zmierzające do szerzenia fałszywych treści,  siania niepokojów i pogłębiania podziałów w zachodnich społeczeństwach. Wydział Facebooka natomiast miał za zadanie zdominować Facebook i inne portale społecznościowe. Na przykład gdy administracja kasowała jakieś nieprawdziwe komentarze bądź profile, cała stworzona przez IRA społeczność (składająca się z robotów, pracowników IRA ale też ludzi którzy działali w dobrej wierze na pasku propagandzistów i sobie z tego nie zdawali sprawy) zasypywała ją protestami i groźbami powołującymi się na wolność słowa i amerykańską konstytucję. I na ogół było to skuteczne.

Jak wiemy z amerykańskich mediów, korzystając z komercyjnej oferty, rosyjskie podmioty płaciły też Facebookowi (i innym popularnym platformom) za reklamę i propagowanie określonych kont i treści. Jak wyliczyli eksperci z Columbia University, na samym amerykańskim Facebooku treści wytworzone przez kilkaset podejrzanych o związek z państwem rosyjskim, propagandowych i fałszywych kont miały miliardy udostępnień. W pewnym momencie wydział Facebooka w IRA był tak skuteczny, że zaczął zwoływać różne wydarzenia, spotkania czy protesty pod różnymi hasłami, na ogół antyimigranckimi. Często ludzie nie byli świadomi, w czym tak naprawdę biorą udział.

Z obszernego artykułu rosyjskiego portalu rbc.ru, wynika, że na ingerencję w wybory w USA w opisany powyżej sposób Rosja wydała minimum 2,2 mln dolarów. W tekście rbc.ru opisany jest też przykład stworzenia fikcyjnej organizacji czarnych aktywistów popierających Donalda Trumpa, która reklamowała swoje treści i wydarzenia używając nie tylko portali społecznościowych, ale także popularnej w zeszłym roku aplikacji Pokemon Go. Akurat to przedsięwzięcie się nie udało, mimo że zapłacono nawet raperem z Nigerii, by nagrywali protest songi udając amerykańskich raperów. To raczej przykład utopienia pieniędzy na „trolling”. Ale rbc.ru opisuje też inne akcje, na przykład sztucznie podkręcane (za pomocą kont powiązanych z IRA) akcji czy hasztagów w portalach społecznościowych, które miały wpływ na konflikty polityczne w USA, także prawdopodobnie na wynik wyborów.

Według źródeł rbc.ru w zasadzie nie była celem Rosji prezydentura dla Donalda Trumpa jako taka, choć można było odnieść takie wrażenie. Po prostu, zdiagnozowano, że jego popularność i potem zwycięstwo przyczyniało się do destabilizacji amerykańskiej polityki. Zresztą, w tekście opisane są przypadki działań wspierających także radykalną lewicę, na przykład w tym kontekście jest wymieniony ruch Occupy Wall Street, pod który także miała podłączać się rosyjska „fabryka trolli”.

Generalnie, celem miał być rząd amerykański, a akurat rządzili demokraci. Hillary Clinton, jako kandydat obozu władzy, atakowana była z różnych pozycji, często wymyślonych. Jak wyżej wspomniano, stworzono antyclintonowych aktywistów afroamerykańskich, ale były też ataki na nią ze strony jakoby internautów i profili amerykańskich muzułmanów za politykę na Bliskim Wschodzie. Jeden z profili nazwany „United Muslims of America” obwiniał ją nawet o zamach 11 września.

W ostatnich dniach pojawił się jeszcze jeden dowód na to, że kreatywność rosyjskiej propagandy nie zna granic. „Komsomolskaja Prawda” i portal mk.ru ujawniły, że występujący w rosyjskich programach publicystycznych w reżimowych telewizjach obcokrajowcy (przedstawiani jako zagraniczni eksperci), którzy często obrażali Rosję, sami byli obrażani i wdawali się nawet w bójki z ludźmi w studiu, otrzymują wynagrodzenie. Nawet do równowartości kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. W gronie tym są np. Amerykanin, Ukraińcy albo Polacy (pisaliśmy o telewizyjnych przygodach jednego z nich, wymienionego przez „Moskowskij Komsomolec”, na przykład tutaj, ). Nie są szeroko znani w swoich krajach, natomiast mają status kontrowersyjnej gwiazdy w Rosji. Największą z nich jest mieszkający w Rosji Amerykanin Michael Bohm, który podobno ma najbardziej intratny kontrakt.

Oprac. MaH, rbc.ru, businessinsider.com, tvrain.ru, mk.ru

Ilustracja: CC BY-SA 3.0

 

 

 

 

 

 

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

2 odpowiedzi Za kulisami petersburskiej „fabryki trolli”

  1. Polak z Białorusi Odpowiedz

    20 października 2017 w 00:07

    Otóż tak, i nie widać i nie słychać ani jednego trollika, ani Syo ani innych…. Cóż, napewno po prostu nie mają nic do powiedzenia, bo prawda oczy kłuje…

    • observer48 Odpowiedz

      24 października 2017 w 18:04

      Co najmniej połowa komentujących na tym portalu to moim zdaniem kacapaskie trolle, lub tzw. pożyteczni idioci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *