
Collage / fot: Canva / Baza – screen / Nowaja Gazeta
Rosyjskie służby sanitarne spaliły pod Moskwą ponad 800 krów, które padły na guzkowe zapalenie skóry – groźną zakaźną chorobę bydła, która nawiedziła środkową Rosję. Jednocześnie na Syberii szerzy się pryszczyca, wąglik – szeleszczak i pastereloza – donosi The Moscow Times.
Martwe krowy pochodziły z wielkiego przedsiębiorstwa rolnego Rusmlik. Spalono je we wsi Siemionowskoje niedaleko Kołomny, mimo protestów mieszkańców. W asyście policji bydło zwalono wielki stos, obłożono oponami, drewnianymi paletami i kłodami i podpalono w nocy na 6 listopada.
To pierwszy przypadek ataku tej epidemii w centralnej Rosji. Tymczasem na Syberii podobne stosy płoną już od wiosny tego roku. W obwodzie irkuckim kemerowskim, tiumeńskim, na Zabajkalu i w innych regionach palone są nie tylko krowy, ale także świnie, kozy i owce z powodu epidemii guzkowca, pryszczycy, wąglika i pasterelozy.
Służby sanitarne wchodzą do gospodarstw, konfiskują bydło i trzodę, zabijają i palą na miejscu lub wywożą daleko do lasu i porzucają, a potem rozszarpują je drapieżniki. Często farmerom nie są nawet wypłacane odszkodowania.
Guzkowe zapalenie skóry, które prawdopodobnie przyszło do zachodniej Rosji właśnie z Syberii, to choroba skrajnie groźna dla bydła. Ludzie też mogą się nią zarazić, ale u człowieka – jeśli leczona – ma ona relatywnie łagodny przebieg.
Zobacz także: Nie będą pizzą pluć nam w twarz! Putin zajrzał do gara

