Lektura na „śródweekend”: „Bić Polaków, ile wlezie!” 80. rocznica operacji polskiej NKWD (I)

13 sierpnia 2017

Uchwałą sejmu RP z 14 lipca 2009 oraz późniejszej, z sierpnia 2012 masowe morderstwo dokonane przez Sowietów w latach 1937-1938 na przynajmniej 111 tysiącach Polaków określone zostało mianem genocydu. Mimo, iż o operacji polskiej NKWD z roku na rok mówi się coraz więcej, stan wiedzy społecznej na jej temat wciąż daleki jest od zadowalającego.

PROLOG


W trakcie wywiadu realizowanego w studio Telewizji Republika w marcu 2016 roku historyk Andrzej został w pewnym momencie zapytany przez prowadzącą Katarzynę Hejke, co sądzi o pomyśle, by 11 lipca ustanowić dniem męczeństwa Kresowian.

Po chwili zastanowienia krakowski profesor wypowiedział znamienne słowa. Słowa, które odtwarzając związki przyczynowo-skutkowe, przywracają, jak się zdaje, intelektualną uczciwość w opisie zagłady Kresów I i II RP. Przypomnijmy tę wypowiedź in extenso:


Oceniam go [pomysł z 11 lipca – przyp. red.] jednoznacznie źle, a to z powodów czysto historycznych. Ludobójstwo na Polakach na Kresach zaczęło się w kalendarzu rocznym miesiąc później, w kalendarzu historycznym – sześć lat wcześniej, w takiej wielkiej skali, większej – trzeba to przypomnieć – niż to straszliwe ludobójstwo, którego dopuścili się ukraińscy nacjonaliści. Nie byłoby ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców, gdyby nie wcześniejsza akcja ludobójcza NKWD, państwa sowieckiego dokonana na Polakach, podjęta na podstawie jednej decyzji, jednego rozkazu. 9 sierpnia – decyzja Politbiura, 11 sierpnia 1937 roku – rozkaz szefa NKWD Jeżowa, na podstawie którego rozstrzelano 111 091 osób, a w pozostałych operacjach przeciw Polakom – blisko 200 tys. Polaków zostało zamordowanych. W 1937 roku. Otóż to jest początek ludobójstwa na Polakach na Kresach. I jeżeli zapomnimy o tym, powiemy, że jeżeli jakieś zbrodnie na Polakach na Kresach zostały popełnione, to tylko Ukraińcy za to odpowiadają, to popełnimy zasadniczy fałsz historyczny. 11 sierpnia, 1937 rok – to jest, wydaje mi się, najwłaściwsza data, od której zaczyna się i Wołyń i Katyń, a wszystkie te elementy: i Wołyń, Katyń i największa poprzedzająca je zbrodnia na Polakach pozostawionych niestety za granicą ryską w 1921 roku, one powinny być razem upamiętnione, razem pamiętane.

Postulat Andrzeja Nowaka jest czytelny. Za początek eksterminacji Kresowian – a także zagłady Kresów w ogóle – należy uznać rok 1937. To właśnie wtedy szef NKWD Nikołaj z polecenia Stalina uruchomił machinę zbrodni wymierzoną w tych spośród naszych rodaków, którzy mieli to nieszczęście, że ziemie przez nich zamieszkiwane na mocy pokoju ryskiego z marca 1921 roku nie zostały włączone w skład II Rzeczypospolitej. Oczywiście, Polacy ginęli w Związku Radzieckim już wcześniej, np. podczas terroru lat 1918-1921 prowadzonego w warunkach komunizmu wojennego a także – o czym mało kto pamięta – jako ofiary Wielkiego Głodu na Ukrainie. Notabene, to ostanie nie jest próbą dokonania historycznego rewizjonizmu. Jakkolwiek w zgodzie z faktami należy uznać, że w kategoriach narodowych Ukraińcy byli grupą najbardziej poszkodowaną w czasie przymusowej kolektywizacji grupą, o tyle nie sposób zaprzeczyć, że w oku cyklonu znaleźli się – bo z powodów historycznych musieli! – również ludzie, których według naszych kategorii musimy zakwalifikować jako Polaków.

Jednakowoż w obu wymienionych wyżej przypadkach nasi rodacy – w jakikolwiek pokrewny z pojęciem narodowości sposób zdefiniowani – nie zostali w żaden namacalny źródłowo sposób wytypowani do eksterminacji, ani też nie stali się jego ofiarą (wbrew pozorem nie są to rzeczy tożsame). Wszystko dlatego, że to nie narodowe, ale dla komunizmu wojennego przede wszystkim polityczne, a podczas Wielkiego Głodu – społeczne kryterium stanowiło instrukcję  zbrodni. Przełomem w tym względzie stał się – powtórzmy to raz jeszcze – rok 1937.

Dla większego efektu przytoczymy wspomniane wyżej uchwały polskiego sejmu – nieporywające, ale zważywszy osoby, które wówczas wotowały, by uzyskać większość – zupełnie rozsądne:

UCHWAŁA

Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
z dnia 14 lipca 2009 r.

upamiętniająca ofiary zbrodni dokonanych w latach 1937-1939
na Polakach zamieszkałych w ZSRR

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje cześć pamięci 150 tysięcy Polaków zamordowanych przez NKWD w latach 1937-1939 w ramach tzw. operacji polskiej w czasie „Wielkiego Terroru”.

Sejm wyraża wdzięczność działaczom rosyjskiego stowarzyszenia „Memoriał” oraz tym historykom rosyjskim i ukraińskim, którzy podtrzymują pamięć o ludobójstwie dokonanym na naszych niewinnych rodakach.

I drugą, uchwaloną po trzech latach, niedługo po powtórnym zwycięstwie Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych:

UCHWAŁA

Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
z dnia 31 sierpnia 2012 r.

w sprawie hołdu wszystkim zamordowanym
i represjonowanym na terenach Związku Radzieckiego
w ramach tzw. Operacji Polskiej w latach 1937–1938

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd wszystkim zamordowanym i represjonowanym Polakom na terenach Związku Radzieckiego w ramach tzw. Operacji Polskiej w latach 1937–1938.

75 lat temu, 11 sierpnia 1937 r., za zgodą Józefa Stalina ówczesny szef NKWD Nikołaj Jeżow podpisał rozkaz 00485. Uruchomiło to falę represji prowadzącą do ludobójstwa w wyniku którego życie straciło ponad 110 tysięcy Polaków mieszkających na terenach ówczesnego Związku Radzieckiego.

Na podstawie rozkazu Jeżowa Polacy byli nie tylko mordowani, ale też dziesiątki tysięcy z nich trafiło do łagrów rozsianych na terenach azjatyckiej części Związku Radzieckiego. Wielu osadzonych zmarło z wycieńczenia, chorób lub zostało zakatowanych przez stalinowskich oprawców.

„Operacja Polska” była największą operacją NKWD dotyczącą zbiorowo członków konkretnej narodowości, w tym wypadku polskiej. Akcja objęła wszystkich Polaków bez względu na przynależność klasowo-społeczną. Decydowało wyłącznie pochodzenie.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej apeluje do rządu polskiego oraz wszystkich władz samorządowych o godne upamiętnienie tej dramatycznej, a bardzo często zapomnianej, zbrodni.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża głęboką wdzięczność wszystkim środowiskom historyków, zwłaszcza rosyjskiemu stowarzyszeniu „Memoriał”, za wszelkie działania na rzecz dokumentacji i upamiętniania ludobójstwa dokonanego na Polakach.

W tym miejscu wypadałoby poczynić jeszcze jedną uwagę porządkującą te opowieść i jednocześnie uprzedzić cios potencjalnych niedowiarków.

Otóż! Można całkiem przytomnie – uchylmy rąbka tajemnicy na temat wydarzeń, które przychodzi nam opisywać – argumentować, że to nie naród polski został w ZSRR poddany pod koniec lat 30. okrutnemu losowi, ale „siatka szpiegowska POW” – co jest terminem zaczerpniętym wprost z ówczesnej retoryki. Żeby zrozumieć, czym była POW i dlaczego powodowała na Kremlu lęk podobny do tego, jaki niedobita Kartagina budziła w Katonie Starszym musimy cofnąć się w dziejach Polski o mniej więcej 20 lat.

POW

– bo tak rozwija się ten tajemniczy skrót była organizacją militarno-polityczną, powołaną przez Józefa Piłsudskiego jeszcze w roku 1914 (w oparciu o zaplecze legionowe). Jej zadaniem było podtrzymywanie i krzewienie ducha niepodległościowego w różnych zakątkach Polski.

Często przyrównuje się – np. na lekcjach historii dla młodzieży – Polską Organizację Wojskową do Polskiego Państwa Podziemnego – tyle tylko, że w warunkach I wojny światowej. Porównanie, jak każde grube porównanie tego typu niesie ze sobą pewne ryzyko (np. jeśli chodzi o rozmach działania – POW działała na dużo szerszą skalę), ale generalnie jest prawdziwe, tzn. opisuje pierwociny państwa działającego w warunkach okupacji, względnie przesilenia – państwa które ujawni się zupełnie tak, jak w powstaniu warszawskim – w sytuacji, kiedy zajaśnieją wolności promienie. Z tą wszakże różnicą, że Peowiacy odnieśli sukces od razu, natomiast AK-owcy cieszą się wolnością dopiero teraz. Wróćmy jednak do POW – oto, jak wyglądała jej podstawowa struktura na wschód od granicy Królestwa Kongresowego w latach 1914-1921:

Okręg „A”, Okręg „D”, Okręg „G”,
Okręg „B”, Okręg „E”, Okręg „L”,
Okręg „C”, Okręg „F”, Okręg „M”,

Osiem z dziewięciu wymienionych wyżej miast po 19121 roku znalazło się w Sajuzie… Strach przed zlikwidowanymi wówczas strukturami POW musiał być na tyle nośny, że jeszcze w roku 1937 można było ze skutkiem rozpętać przeciwko niej kampanię histerii i nienawiści w jednym. Polscy panowie, agenci Piłsudskiego (szczególnie w latach 1926-35), wysłannicy Watykanu. Za dużo tego dobrego jak na sowiecką wrażliwość…

Jednak to dopiero pierwszy z czynników, które pozwalają nam zorientować się w ogólnych warunkach operacji polskiej. Drugim – a pod względem doniosłości być może pierwszym – była ogólna intensyfikacja terroru w drugiej połowie lat 30. Po rozprawie z najważniejszymi wrogami politycznymi – realnymi i wyimaginowanymi – tzn. przede wszystkimi z Trockimi i Kirowem, krwawym sukcesie kolektywizacji, a także okrzepnięciu aparatu bezpieczeństwa poczuł się na tyle silnie, by rozprawić się ze „zbiorowymi wrogami wewnętrznymi”, ale jednocześnie pozostawał na tyle słaby, by się ich bać. Mieszanka piorunująca… To właśnie w tym czasie giną towarzysze z czasów wojny polsko-bolszewickiej, koledzy partyjni, którzy widzieli to i owo, przechodnie, których wyłapuje się, by liczba ofiar nie budziła podejrzeń. Giną bez śladu, przyznają się przed sądem do najbardziej wydumanych przestępstw albo popełniają samobójstwo. Terror jest w pełnym rozkwicie. Ale to Polacy będą pierwszym „narodem ukaranym”.

Ciąg dalszy nastąpi…

Kudłaty

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

2 odpowiedzi Lektura na „śródweekend”: „Bić Polaków, ile wlezie!” 80. rocznica operacji polskiej NKWD (I)

  1. Paweł Bohdanowicz Odpowiedz

    14 sierpnia 2017 w 07:45

    Nawiązując do słów Andrzeja Nowaka, chciałbym coś dorzucić.

    W 1943 roku zaczęło się tam, gdzie pojawiły się sowieckie oddziały partyzanckie.

    Ukraińcy atakowali Polaków tam, gdzie byli sowieci, a tam, gdzie sowietów nie było, Polacy żyli spokojnie jeszcze przez wiele miesięcy.

    Jak to wytłumaczyć? Nie pytajcie Grzegorza Motyki o wytłumaczenie. Nie pytajcie Ewy Siemaszko. Nie pytajcie, bo i tak nie uzyskacie odpowiedzi.

  2. prawy Odpowiedz

    14 sierpnia 2017 w 11:45

    Gdyby traktat Ryski zawierał postanowienia o wymianie ludności pomiędzy BSRR i USRR a RP, to i zbrodni tzw. Akcji Polskiej i Rzezi Wołyńskiej by NIE było.

    Tak wyglądają często, następstwa budowy państwa, NIE związanego terytorialnie z konkretnym narodem z tymże państwem się utożsamiającym.

    Dzisiaj, takim państwem jest UA z wszystkimi tego konsekwencjami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *