
Collage / fot: RBK.ru
Zachód za miękko reaguje na agresywne działania Rosji w bałtyckim regionie. Ale jeśli wybuchnie wojna, NATO zniszczy Królewiec w pierwszej kolejności – przewiduje były minister obrony Łotwy, Artis Pabriks.
Jego zdaniem, problem Zachodu polega na tym, że zawsze zbyt miękko odpowiadał na operacje Rosji w sąsiednich krajach. “Putin i jego otoczenie doskonale wiedzą, jakie są nastroje w Europie Zachodniej i wykorzystują je. Wiedzą, że ludzie chcą tam żyć jak dawniej, że chcą mieć lepiej i nie chcą myśleć ani o wojnie, ani o żadnych problemach – ocenił Pabriks w rozmowie z Censor.net.
Ale w odróżnieniu od zwykłych ludzi, wojsko i instytucje w tych krajach dobrze zdają sobie sprawę, do czego dąży Rosja. Dlatego jeśli napadnie ona na kraje bałtyckie, to pierwszym rosyjskim regionem, który odczuje skutki tego na własnej skórze, będzie właśnie obwód królewiecki (kaliningradzki) – uważa były minister obrony Łotwy.
“Zawsze zakładaliśmy, że jeśli taka wojna się zacznie, to Rosja najpierw odetnie Przesmyk Suwalski między Białorusią i Królewcem. Tylko z jakichś powodów nie braliśmy pod uwagę, że przecież w pierwszej kolejności zostanie zlikwidowany sam Królewiec. I kwestia Przesmyku Suwalskiego po prostu zniknie” – zauważa łotewski polityk.
“Taka eksklawa jak Królewiec, nie może istnieć samodzielnie. Putin to wie. Myślę, że to dlatego kiedyś powiedział, że jakby co, to “nie próbujcie napadać na Kaliningrad” – przypomniał Pabriks.


