Estońska prezydent Kersti Kaljulaid bawi z oficjalną wizytą na Ukrainie. W trakcie rozmów z Petro Poroszenką padły ważkie obietnice poparcia, jakiego Talinn udzieli Kijowowi w/s integracji euroatlantyckiej.
Jak raportują ukraińskie media, oficjalna część wizyty rozpoczęła się przed gmachem Administracji Prezydenta przy ul. Bankowej. Poroszenko zachował się comme il faut, wręczając swemu gościowi bukiet niskich kwiatów.
Podczas wspólnego briefingu dla ukraińskich mediów Kaljualid powiedziała, że Estonia podtrzymuje / popiera unijną i NATO-wską politykę “otwartych drzwi” wobec Ukrainy.
Jak podkreśliła pani prezydent, rokrocznie jej krak przeznacza ok. 2 milionów euro na rozmaite programy rozwojowe na Ukrainie, która pozostaje ważnym partnerem dla Estonii.
Brzmi chłodno? Oczywiście. Ale proszę pamiętać, że najmniejsza z republik bałtyckich mimo członkostwa w NATO pozostaje jednym z najbardziej zrusyfikowanych, zinfiltrowanych i wobec Wschodu bezbronnych państw Europy.
W takich okolicznościach ważne jest każde słowo – o czym zresztą można poczytać w doskonałych traktatach dyplomatycznych, np. w “Czarnym Huzarze” Leszka Białego.
Albowiem – to cytat ze wzmiankowanej tutaj powieści – “dyplomata pozostaje dyplomatą w każdych okolicznościach”. Inaczej zostanie wyrzucony poza nawias toczącej się gry. Wiedział o tym doskonale chociażby Talleyrand.
My tymczasem kibicujemy Ukrainie z całych sił, by zyskała możliwie szerokie poparcie dla swych ambicji. Ich realizacja powinna stanowić moralne zobowiązanie dla całego cywilizowanego Zachodu.
Telesfor
