Decyzją ukraińskiego Ministerstwa Kultury, rosyjski reżyser Nikita Michałkow od dziś jest nad Dnieprem persona non grata. No chyba, że to Dniepr na wysokości Smoleńska.
O decyzji resortu dowiadujemy się m.in. na stronie http://interfax.com.ua/news/general/477128.html.
Ministerstwo Kultury wydało zakaz wjazdu dla rosyjskiego reżysera na wniosek Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Pod tą złowróżebna nazwą kryje się po prostu kontrwywiad.
Wniosek został umotywowany faktem, że artysta stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Oczywiście russki mir zatrząsł się ze śmiechu, że oto Ukraina musi być w rozsypce, skoro boi się jednego staruszka.
W takim razie Rosja też musi być bardzo słaba, skoro boi się jednego Pawła Kowala, po aparycji którego widać że nie skrzywdziły nawet muchy.
Kryje się za tym klasycznym manewr odciągania uwagi. Kto, jak kto, ale Rosjanie akurat wiedzą, że orężem ważniejszym nawet od czołgów jest propaganda. A tę Michałkow robi subtelnie, jego “Spaleni słońcem” ocierają się o filmowy geniusz. I to właśnie stanowi zagrożenie.
Oprócz Michałkowa “na indeksie” znaleźli się także:
- D. Szepieliew, rosyjsko-ukraińsko-bałoruski prezenter radiowy
- D. Fomin (“Mitia”) Fomin, rosyjski piosenkarz, autor tekstów oraz producent
- W. Wakulenko, używający licznych pseudonimów rosyjski raper
Telesfor
