„Nawet Orwell tego nie wymyślił”, czyli pułapki Dekretu nr 1

21 maja 2018

Jak pisze opozycyjny białoruski portal Chartyja’97 – prezydencki dekret nr 1 stwarza taką możliwość kontroli obywatelskiej, że bać powinni się nie tylko kontestatorzy władzy, ale również jej utrwalacze.

Przypomnijmy: zeszłoroczne ustawodawstwo „antypasożytnicze” spotkało się z tak silną reakcją Białorusinów oraz społeczności międzynarodowej, że trzeba było je jakoś „honorowo” porzucić. W tym celu powstał dekret nr 1.


Ma on teoretycznie „jeszcze lepiej” chronić społeczeństwo przed pasożytami. Nowa jakość oręża będzie polegać na tym, że w ramach projektu państwo zyska prawo domagania się od biznesu „wszelkich danych na temat obywateli”.

Brzmi to kuriozalnie dla Polaka znad Wisły? Oczywiście: jesteśmy niemiarodajni. Oddajmy zatem głos naszym braciom – białoruskim opozycjonistom, którzy stamtąd pochodzą i tamtejszą rzeczywistością żyją.


Po pierwsze i najważniejsze – ich zdaniem, nowe prawo prezydenta Łukaszenki zostało wdrożone w celu zgromadzenia maksimum danych dotyczących obywateli dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Ale co z tym dekretem? – zapyta ktoś z pewną dozą niecierpliwości. Jak tłumaczy Andrej Szarenda, koordynator kampanii społecznej „Europejska ”- sytuacja nie napawa optymizmem.

„O tym, czyje poufne dane zostaną udostępnione będzie decydować milicja, służby, lokalna administracja – słowem: ludzie Baćki: w centrali, bądź w terenie” – mówi.

Opozycja już teraz zapowiada, że w związku z nowym ustawodawstwem, jawnie uderzającym w „podstawowe zapisy białoruskiej konstytucji”,  w związku z czym jednym wyjściem jest akcja „obywatelskiego nieposłuszeństwa”.

Jerzy Czajkowski

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *