
Donald Trump, Władimir Putin i Xi Jinping/AI
Moskwa wraca do planu, który forsowała tuż przed inwazją na Ukrainę: podziału świata na strefy wpływów i ustalania losów innych państw ponad ich głowami. Według „The Wall Street Journal” Władimir Putin chciałby zamienić spotkanie z Donaldem Trumpem i Xi Jinpingiem w nową konferencję jałtańską. Problem w tym, że Kijów i jego europejscy sojusznicy nie mieliby nawet miejsca przy stole.
Pomysł nie jest nowy. Kreml od lat próbuje przekonać Zachód, że o bezpieczeństwie Europy powinny decydować największe mocarstwa, a Rosji należy się szczególna pozycja na kontynencie. Teraz Putin chce wrócić do tej koncepcji w rozmowach z prezydentem USA Donaldem Trumpem i przywódcą Chin Xi Jinpingiem.
Jak ujawnił „The Wall Street Journal”, powołując się na byłego pracownika rosyjskiego wywiadu zaznajomionego z inicjatywą, Putin liczy na trójstronne spotkanie podczas szczytu Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC), zaplanowanego na 18–19 listopada w chińskim Shenzhen. Jego ambicją ma być stworzenie formatu przypominającego konferencję jałtańską z 1945 roku, kiedy zwycięskie mocarstwa uzgadniały powojenny porządek.
Tyle że tym razem stawką byłoby nie tylko zakończenie wojny. Chodziłoby również o ustalenie, kto ma decydować o przyszłości poszczególnych państw i gdzie przebiegają granice wpływów Waszyngtonu, Moskwy i Pekinu. Według źródeł „WSJ” rosyjska propozycja została przekazana Pekinowi kanałami dyplomatycznymi. Chiny miały zasygnalizować, że nie sprzeciwiają się spotkaniu, jeśli zgodę wyrazi Trump.
Amerykański prezydent jeszcze nie zaakceptował pomysłu. Jeden z wysokich rangą urzędników USA ocenił jednak, że Trump może go poprzeć, jeśli uzna, iż pomoże to zakończyć wojnę rosyjsko-ukraińską.
Możliwość rozmów miał potwierdzić sekretarz stanu Marco Rubio. Zaznaczył, że nie wie, czy spotkanie zostało ostatecznie uzgodnione, ale Trump chce zakończenia wojny. Kreml również nie potwierdził konkretnego terminu ani agendy.
Jest jednak zasadniczy problem: w proponowanym formacie nie przewidziano udziału Ukrainy ani jej europejskich sojuszników. Oznaczałoby to, że o przyszłości państwa zaatakowanego przez Rosję mogliby rozmawiać przywódcy trzech mocarstw, bez bezpośredniego udziału strony, której los miałby być przedmiotem negocjacji.
To właśnie dlatego pomysł nowej Jałty budzi szczególny niepokój. Nie chodzi o jednorazową propozycję dyplomatyczną, lecz o koncepcję, do której Putin wraca od lat.
WSJ przypomina, że w grudniu 2021 roku Moskwa przedstawiła USA i NATO projekty porozumień dotyczących tak zwanych gwarancji bezpieczeństwa. Rosja domagała się między innymi prawnego zobowiązania do nierozszerzania Sojuszu, w tym o Ukrainę i inne byłe republiki ZSRR. Żądała również ograniczenia aktywności wojskowej NATO w Europie Wschodniej i innych regionach oraz powrotu do rozmieszczenia sił Sojuszu w Europie według stanu z 1997 roku.
NATO odrzuciło postulat zamknięcia drogi do członkostwa kolejnym państwom. Zaproponowało natomiast rozmowy o kontroli zbrojeń i ograniczaniu ryzyka konfliktu.
Putin uznał, że rosyjskie żądania zostały zignorowane. 24 lutego 2022 roku rozpoczął pełnoskalową inwazję na Ukrainę, tłumacząc ją między innymi wieloletnim konfliktem z Zachodem.
W czerwcu 2024 roku Putin przedstawił koncepcję nowego systemu bezpieczeństwa w Eurazji, zakładającą stopniowe ograniczanie obecności wojskowej zewnętrznych mocarstw. W maju 2025 roku ponownie zażądał pisemnych gwarancji nierozszerzania NATO, obejmujących między innymi Gruzję i Mołdawię.
We wrześniu 2026 roku przekonywał z kolei, że podstawowe kwestie europejskiego bezpieczeństwa zostały rozstrzygnięte po II wojnie światowej, a zmiany wprowadzone po rozpadzie ZSRR następowały za zgodą Rosji.
To narracja, która ma uzasadniać szczególne prawo Moskwy do współdecydowania o losach państw dawnego bloku sowieckiego. W praktyce oznaczałaby ograniczenie ich suwerenności i prawa do samodzielnego wyboru sojuszy.
Propozycja nowej Jałty pojawia się w momencie, gdy w relacjach amerykańsko-rosyjskich widać sygnały możliwego odprężenia, mimo braku przełomu w sprawie Ukrainy.
Według doniesień, po rozmowie Trumpa z Putinem 9 października dopuszczono handel rosyjskim olejem napędowym, a wprowadzenie nowych sankcji zostało wstrzymane. Waszyngton miał również naciskać na Kijów w sprawie ataków na rosyjskie rafinerie. Wśród omawianych tematów znalazły się ponadto rosyjskie aktywa zagraniczne, projekty związane z Nord Stream oraz możliwość odmrożenia części rosyjskich aktywów.
Pojawiły się także doniesienia o rozmowach dotyczących wznowienia przez Europę zakupów rosyjskich surowców energetycznych. Informacje te nie oznaczają jeszcze, że zapadły ostateczne decyzje we wszystkich tych sprawach.
Wniosek jest jednak niepokojący: Putin znów próbuje przedstawić Rosję jako mocarstwo, które ma prawo współdecydować o przyszłości Europy.


