
Collage / fot: Fire Point
Kilka tysięcy tych rakiet i wojna jest praktycznie skończona. O ile Rosja nie chce, żeby cała jej zbrojeniówka, energetyka i lotnictwo zostały zrównane z ziemią.
Ukraina w rekordowym tempie opracowała nową super-ciężką rakietę manewrującą Flamingo FP-5 zdolną razić cele w całej europejskiej części Rosji, z Uralem włącznie. Firma Fire Point wyrobiła się z tym w zaledwie 9 miesięcy, włącznie z przeprowadzeniem pierwszych udanych testów.
Zasięg Flamingo to 3 tys. km, a jej bojowa głowica waży ponad tonę (1150 kg). To wystarczy, by zrównać z ziemią dowolną rosyjską infrastrukturę wojskową, nawet za grubą warstwą betonu, fabrykę uzbrojenia, elektrownię, rafinerię, węzeł kolejowy lub zniszczyć lotnisko.
Dla porównania: ukraińska rakieta manewrująca R-360 Neptun ma głowicę o masie zaledwie 150 kg, a i tak była w stanie sparaliżować rafinerię w Tuapse, którą Rosjanie musieli potem gasić aż trzy dni. A z dronami w ogóle nie ma porównania: ich obecny maksymalny zasięg to 1600 km, zaś głowica ma najwyżej 60 kg, a z reguły mniej.
Rakieta Flamingo ma napęd odrzutowy i rozwija dużą prędkość, dzięki czemu rosyjska obrona powietrzna będzie miała bardzo poważny problem z jej przechwyceniem. “Nie zdradzę wam, jak szybko leci, ale wiedzcie, że jest szybsza, niż jakakolwiek inna nasza rakieta” – mówi prezes firmy Fire Point, Irina Terech w rozmowie z Politico.
W momencie, kiedy Ukraina wyprodukuje 3-5 tysięcy tych pocisków, gotowych do użycia w reżimie 24-48 godzin dalsza agresja Rosji stanie się po prostu niemożliwa – ocenia specjalista ds. broni rakietowej Fabian Hoffmann.
“Po to właśnie zbudowaliśmy tę rakietę. Do odstraszania i obrony. Chodzi o to, by Rosja nie mogła już bezkarnie kontynuować wojny, ani rozpocząć jej ponownie po zawarciu pokoju” – mówi ukraińska konstruktorka.
Tymczasem produkcja seryjna już na Ukrainie ruszyła. Przy docelowym tempie 200 sztuk miesięcznie (na razie jedna na dobę) władze w Kijowie będą już miały do końca tego roku dobrze ponad setkę Flamingów, a w przyszłym roku tysiące.
Według analityków portalu The War Zone, jeśli uda się utrzymać takie tempo, system stanie się najważniejszym elementem ukraińskiego arsenału odstraszania. To realna i znacznie pewniejsza gwarancja bezpieczeństwa Ukrainy, niż wszelkie obietnice Brukseli, Waszyngtonu, a nawet wizja członkostwa w NATO.
Wołodymyr Zełenski podkreśla, że Flamingo to “najbardziej udana rakieta, jaką mamy”. A skąd ta nazwa? Otóż pierwsze jej wersje produkowano z różowym “dziobem”, żeby podkreślić fakt, iż skonstruowała ją kobieta.
“Nie chcieliśmy ujawniać tej rakiety przedwcześnie. Ale teraz nadszedł jej czas” – mówi Irina Terech i podkreśla, że to absolutnie samodzielna ukraińska produkcja. “Niestety, teraz musieliśmy zmienić ten różowy czub na wojskowy kamuflaż. I nie potrzebujemy też nadawać naszej rakiecie jakiejś groźnej nazwy. Zasięg 3 tys. km mówi sam za siebie” – dodaje szefowa Fire Point.
Dziennikarze zauważają, że “wyklucie się ukraińskiego flaminga” zbiegło się w czasie z wypowiedziami Donalda Trumpa o tym, iż nie można pokonać Rosji nie atakując jej, a jedynie się broniąc i z zarzutami pod adresem Joe Bidena, że nie pozwalał Ukrainie dokonywać uderzeń odwetowych na Rosję. Cóż, teraz będzie taka możliwość.
A więc, towarzyszu Putin, rozejm, czy dalsza wojna?
Zobacz także: Już naprawiliście? To walimy! OK, możecie remontować od nowa (WIDEO).
KAS










6 komentarzy
Arkadiusz
22 sierpnia 2025 o 20:18Nie chcę być pesymistą, ale żadna cudowna broń nie zmieni radykalnie sytuacji. Ukraina jest dzielna, płaci krwią każdego dnia. Jeszcze nikt nie widział tej broni w warunkach bojowych użytej w jakieś wielkiej skali. To taka propaganda na podtrzymanie morale.
Cała Europa z USA na czele, udają pomoc, napadniętemu państwu.
Hodują sobie w Rosji, na własne życzenie, drugiego Hilterka.
W USA na pustyni stoi setki nieużytkowanych samolotów bojowych i rdzewieją.
100 szt. A-10A byłby jak złoto pod Pokrowskiem.
Pomyślcie ile to społeczeństwo znosi i odpowiedzieć sobie na pytanie ilu z Was by tak mogło żyć i jak długo?.
Ja byłem w wojsku jeszcze w latach 1988-90 i pamiętam ile mnie zdrowia kosztowały 72h ćwiczenia w polu, gdzie spało się na armacie lub pod samochodem, a to było tylko 3 dni! Na Ukrainie żołnierze w polu , bez rotacji, są tygodniami!
Ukraińcy mają mój ogromny szacunek!
Jagoda
23 sierpnia 2025 o 12:22Wiele wskazuje, że nowy ukraiński pocisk manewrujący Flaming ma zagraniczne pochodzenie. Gdzie ta konstrukcja mogła powstać?
Milanion FP-5 jest pociskiem manewrującym wystrzeliwanym z wyrzutni zamontowanej na naczepie. Długości nie podano, lecz rozpiętość skrzydeł określono na 6 m. Maksymalna masa startowa to 6 t, z czego ok. 1 t stanowi głowica bojowa. Zasięg wynosi 3 tys. km, długotrwałość lotu – 4 h, prędkość marszowa – 850-900 km/h, prędkość maksymalna – 950 km/h, a pułap maksymalny – 5 tys. m. Wystrzelenie odbywa się z pomocą silnika rakietowego na paliwo stałe, który jest odrzucany po starcie. Źródłem napędu w locie jest silnik odrzutowy nieokreślonego typu.
Przytoczone przez dziennikarzy AP szczątkowe dane ukraińskiego Flaminga pokrywają się z powyższymi liczbami. Tożsamy jest również układ aerodynamiczny obu konstrukcji, z prostymi skrzydłami oraz silnikiem zamontowanym w gondoli nad kadłubem, między płatami usterzenia w układzie „X”. Brytyjski analityk H I Sutton szacuje długość Flaminga na 12-14 m. Deklarowana masa głowicy bojowej Flaminga (1150 kg) jest nieco wyższa niż wartość przytoczona w prospekcie FP-5. Opublikowane przez AP zdjęcia wskazują, że głowicą bojową może być w istocie wycofana ze służby radziecka bomba lotnicza ogólnego przeznaczenia FAB-1000 M62.
ktos
25 sierpnia 2025 o 09:27Ale wiesz ze w Ukrainie produkowano wiekszosc rakietowego uzbrojenia ZSRR i ze akurat ten kraj ma wiedze i srodki aby samodzielnie wybudowac taka rakiete? Patrzac na ich dokonania z ostatnich lat sadze ze to raczej inni bardzo beda chcieli podpatrzec ich rozwiazania a nie odwrotnie.
Jagoda
25 sierpnia 2025 o 13:23Jasne wszystko mieli ukraińcy, a moskale biegali goli i weseli.
maksymilian
9 stycznia 2026 o 14:29“Zasięg 3 tys. km mówi sam za siebie” Rosjanie mają chyba jeszcze w zapasie rakietę która doatarła na księżyc.
maksymilian
9 stycznia 2026 o 15:22“Podczas zimnej wojny i w ZSRR rakiety produkowano w wielu tajnych, rozproszonych ośrodkach, a kluczowe fabryki to
«Jużmasz» (Piwdenmasz) w Dnieprze (Ukraina) (dla rakiet balistycznych i kosmicznych) oraz zakłady w okolicach Moskwy, Wołgogradu i omska, wykorzystujące zdobytą po wojnie niemiecką technologię, zwłaszcza z ośrodka w Peenemünde. Wiele z tych miejsc było ściśle tajnych i częściowo ukrytych, często w ramach zamkniętych miast.
Główne Ośrodki Produkcji (w czasie ZSRR):
Dniepr (Ukraina, wtedy USRR): Zakłady “Jużmasz” (Piwdenmasz) były głównym producentem międzykontynentalnych rakiet balistycznych (ICBM) oraz rakiet nośnych dla kosmosu.
Okolice Moskwy: Rozwijano tu konstrukcje rakietowe, bazując na technologii pozyskanej po 1945 roku, w tym z Peenemünde.
Wołgograd (dawniej Stalingrad): Tu również działały ważne fabryki rakietowe i silników rakietowych.
Omsk (Syberia): Ważne centrum produkcji rakiet, szczególnie w kontekście programu kosmicznego i obronnego.
Krasnojarsk i Ułan-Ude: Produkcja komponentów i niektórych typów rakiet.
Kluczowe Ośrodki Badawczo-Rozwojowe (R&D):
Korolow (pod Moskwą): Historyczne centrum radzieckiego programu kosmicznego (OKB-1), gdzie projektowano rakiety takie jak R-7 (Sputnik, Sojuz).
Dniepropetrowsk (Dniepr): Oprócz produkcji, centrum rozwoju rakiet balistycznych.
Mińsk: Ośrodek zajmujący się technologią rakietową, często jako dostawca komponentów.
Produkcja rakiet była rozproszona z powodów strategicznych i bezpieczeństwa, wykorzystując zarówno własne kadry, jak i inżynierów niemieckich po II wojnie światowej, którzy pracowali w ramach operacji typu “Paperclip” na Zachodzie , ale również w ZSRR. “