
Aleksander Łukaszenka. © Sputnik/ Ilja Pitaliew
On nie udaje, gdy mówi na przykład o „jeepach z karabinami maszynowymi nadjeżdżających od granicy litewskiej”.
Aleksander Łukaszenka naprawdę boi się takiej niespotykanej od czasów zimnej wojny interwencji, jaka miała miejsce w sobotę w Wenezueli.
I dziś przychodzi mu do głowy niemiła myśl: skoro wydarzyło się to w Wenezueli, to dlaczego nie mogłoby się wydarzyć na Białorusi? Tylko dlatego, że ma przyjaciela, Wołodię (Putina)? Ale to zmienna. A on sam powiedział, że nie ma przyjaciół — zauważa publicysta Radia Svaboda Witalij Cygankow na Facebooku.
Zwraca uwagę na post sprzed sześciu miesięcy, ponownie opublikowany przez Sekretarza stanu USA Marco Rubio, w którym stwierdził, że USA nie uważają Maduro za prawowitego przywódcę państwa.
„Jest szefem kartelu narkotykowego, który przejął władzę w kraju. Jest oskarżony o przemyt narkotyków do Stanów Zjednoczonych” – napisał wówczas Rubio.
Zatem Stany Zjednoczone nie obaliły prawowitego przywódcy państwa – trzeba przyznać, że przeprowadziły genialną operację specjalną, aby aresztować przywódcę kartelu narkotykowego. Po prostu wykonały nakaz aresztowania,
– zauważa Cygankow i wskazuje, że to ważny szczegół, który podkreśla, jak istotna w pewnych momentach staje się rzecz tak pozornie abstrakcyjna i „teoretyczna” jak legalność.
Dziennikarz zastanawia się, jakie szczegóły współpracy z towarzyszami z Mińska ujawni aresztowany Maduro. I kim będą wspólnicy „lidera kartelu”.
Łukaszenka czuje się obecnie bardzo nieswojo i niekomfortowo. Bolesne jest uświadomienie sobie, że otoczenie Maduro, sądząc po dostępnych dziś informacjach, najwyraźniej poddało się bez stawiania oporu. Bolesne jest uświadomienie sobie, że amerykańskie siły specjalne – kilkudziesięciu ludzi – zrobiły w 30 minut to, co siły zbrojne tego kraju rzekomo trenowały latami, by stawiać opór. Bolesne jest podejrzenie, że ten sam przyjaciel Wołodia, w przypadku jakiejś „wielkiej sprawy”, mógłby cię wydać imperialistom lub zastąpić kimś jeszcze bardziej posłusznym. Wołodia nie zrobił nic, by pomóc Assadowi w Syrii. A teraz Iran jest na dobrej drodze.
wa na podst.facebook.com/vitali.tsyhankou










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!