Na łamach portalu Kresy24.pl prezentujemy wywiad z kapitanem Ołeksandrem Uszyńskim – oficerem ukraińskiej armii, który w 2014 brał udział w sławetnej obronie lotniska w Doniecku i który uważa, że w ukraińskim panteonie narodowym nie ma miejsca dla zbrodniarzy.
Dominik Szczęsny-Kostanecki: Dzień dobry. Moim i Państwa gościem jest kapitan Sił Zbrojnych Ukrainy – Ołeksandr Uszyński.
Ołeksandr Uszyński: Dzień dobry.
DSK: Pochodzi Pan z miejscowości, która niegdyś nazywała się Kazymyriwka, a jest położona w obwodzie kijowskim. W poprzedzającej ten wywiad rozmowie mówił Pan, że jeszcze niedawno była to wioska w dużej mierze polska.
OU: Tak, urodziłem się w obwodzie kijowskim, w wiosce noszącej kiedyś nazwę Kazymyriwka. W czasach Związku Radzieckiego komuniści nie chcieli odniesień do polskiej historii, więc przemianowali miejscowość na Nadrosiwkę, a to dlatego, że tamtędy płynie rzeczka Ros’. Ale prości ludzie pozostali przy swoim i nawet dzisiaj mówią „Kazymyriwka”. Zresztą, pozostały we wsi chociażby drzewa owocowe, sadzone rękami Polaków, pozostało nieco zabudowań z XIX wieku. Słowem, polski duch jest tam wciąż obecny. Inny przykład: jedna z dróg w naszej miejscowości nosi nazwę „Lachecka”.
DSK: [Śmiech]. A jak to jest ze strukturą społeczną? Czy polskość przetrwała w ludziach?
OU: Widać to chociażby po nazwiskach. Jeden nazywa się Uszyński, drugi Nowacki, trzeci Kotowski, dalej Minkowski, Duchniewicz… Nie będzie nadużyciem powiedzieć, że w tamtejszych ludziach płynie polska krew.
DSK: A zatem można mieć tożsamość z dzisiejszego punktu widzenia mieszaną i nie rozpaść się na dwie niepasujące do siebie części.
OU: Zapraszam do Kazymyriwki, można to zobaczyć na własne oczy. Ja sam jestem przekonany, chociaż nigdy tego nie badałem – że w moich żyłach również płynie polska krew. I tak powinno być w perspektywie globalnej, polsko-ukraińskiej: te nasze związki i spotkania powinny nas jednać, a nie dzielić. A co do dzielenia to wiadomo, komu na tym zależy – Rosji. To Rosja śle swoich wysłanników, w tym do Polski, by przeciwstawiali nas sobie samym.
DSK: Zgoda, polskojęzyczni i ukrainojęzyczni agenci sprawy rosyjskiej są dla nas problemem. I właśnie o kontekście rosyjskim chciałbym teraz pomówić, ale z nieco innej strony. W oczach Pańskich rodaków, ale również w oczach Polaków jest Pan bohaterem wojennym: walczył Pan w obronie Doniecka. Przypomnijmy naszym Czytelnikom, że obrona lotniska w Doniecku w 2014 roku była jednym z najbardziej dramatycznych i krwawych epizodów toczącej się wojny rosyjsko-ukraińskiej. Czy może nam Pan opowiedzieć coś o swoich przeżyciach z tamtego okresu.
OU: Kiedy rozpoczęły się dramatyczne wydarzenia na Wschodzie – mówię tu o napaści na obwody ługański i doniecki, a także o wcześniejszym zajęciu, zagrabieniu Krymu – nie mogłem siedzieć z założonymi rękami. Dlatego też, jako patriota swojej ojczyzny, ale także jako ojciec trójki dzieci i dziadek pięciorga wnuków, pragnąc dla nich lepszej przyszłości, chwyciłem za broń. Chciałem bronić naszej świętej ukraińskiej ziemi, jak również, choć zabrzmi to patetycznie, pokoju dla naszych najbliższych sąsiadów: Polski, krajów bałtyckich, Rumunii, Bułgarii…
DSK: A co było takim najgorszym wspomnieniem z obrony Doniecka?
OU: Chcę powiedzieć, że najgorsze były dla mnie pierwsze dni wojny, kiedy stawiłem się na komisji wojskowej, gdzie powiedziano mi, że jestem za stary, by służyć w wojsku. Powiedzieli: ma pan ponad 55 lat – idźcie do domu, dziadku… Ale nie dałem za wygraną. Wkrótce, jak wiadomo, zaczęły się formować bataliony ochotnicze. Niewiele myśląc, wsiadłem w samochód i pojechałem prosto pod Donieck. W jednej z okolicznych wiosek wstąpiłem do batalionu UNSO, gdzie nikt nie znał mojej daty urodzenia, ani nazwiska. Przedstawiłem się jako Rosycz, na pamiątkę rzeczułki, która, jak Panu mówiłem płynie przez moją miejscowość.
DSK: Patriotyzm lokalny!
OU: Otóż to! W pierwszym boju, w SMT [osiedle typu miejskiego – przyp. DSK] Spartak, 20 maja 2014 roku zostałem schwytany przez pododdział batalionu „Wostok”. Przebywałem w podziemiach tzw. „donieckiego KGB”, ale na szczęście trafiłem na żołnierzy, a nie przed oblicze rosyjskiego FSB. Jestem pewien, że tylko dzięki temu jeszcze żyję. Pomogli mi mieszkańcy Doniecka – nie chcę wyjawiać ich nazwisk, bo byłby to dla nich wyrok śmierci – ale z jednej strony to oni, z drugiej pewna miękkość „donieckiego KGB” sprawiły, że z Panem rozmawiam. Żołnierze batalionów ochotniczych, np. z Ajdaru, schwytani przez separatystów, którzy wydawali ich później Rosjanom, żywi nie wracali… Po wyjściu na wolność, wróciłem do swoje jednostki. Udało nam się oswobodzić miejscowości: Karliwkę, Piskie, Wodiane, Łopytne, itd. Byłem jednym z tych żołnierzy, którzy trzymali obronę lotniska jeszcze na początku 2015 roku [Ukraińcy opuścili je 21 stycznia 2015 – przyp. DSK].
DSK: Jak to wyglądało w ostatnich tygodniach obrony?
OU: Straszne było to, że na moich oczach ginęli młodzi ludzie – żołnierze – gorący patrioci… Lała się krew niewinnie zabijanych chłopców, którzy poszli za głosem swojego serca. Pamiętam szczególnie mocno jeden podstępny atak: podłożony prze terrorystów olbrzymi ładunek wybuchowy wysadził kawał lotniska w powietrze. Pod gruzami zginęło wówczas co najmniej 60 bohaterów Ukrainy. Jestem jednym z niewielu, którzy wszyli z tego kotła.
Dzisiaj czcimy pamięć donieckich ofiar, ale czcimy też, w tym szczególnym momencie, ofiary tragedii wołyńskiej. Pamiętam o gorzkich kartach naszej wspólnej polsko-ukraińskiej historii i jestem tu dzisiaj, by powiedzieć, że moje środowisko odżegnuje się od zbrodniczych praktyk, jakich dopuszczało się UPA. Ale jestem tu również po to, by wyciągnąć rękę w geście wdzięczności i nisko ukłonić się tym wszystkim Polakom, którzy za cenę swojego czasu, zdrowia i pieniędzy pomagali nam w czasie rosyjskiej agresji, chociażby kupując nam kamizelki kuloodporne, czy amunicję; wszystkim tym, którzy rozumieją, że na wschodzie i północy mamy do czynienia z niebezpieczeństwem wiszącym nad Europą, że temu niebezpieczeństwu na imię Rosja. Zdajemy sobie sprawę, że mamy do czynienia z cynicznymi kłamstwami ze strony Moskwy, jeśli chodzi jej działania na terytorium obwodu donieckiego i ługańskiego, również jeśli chodzi o okupowany Krym.
DSK: To zrozumiałe. Muszę jednak zapytać Pana, co zdaniem Ołeksandra Uszyńskiego powinni robić obywatele krajów sprzyjających Ukrainie, w tym obywatele polscy. Czy nadal chodzi o kamizelki kuloodporne, czy jednak te potrzeby uległy zmianie?
OU: Każdy z nas, Polaków i Ukraińców powinien sobie dzisiaj odpowiedzieć na pytanie: „co ja zrobiłem dla powstrzymania agresywnej polityki Kremla?” Tego wymaga od nas nasze zobowiązanie wobec przyszłości. Każdy powinien podjąć decyzję w sprawie tego, jak może pomóc Ukrainie, we własnym sercu, duszy i sumieniu. Z mojego punktu widzenia ważne jest to, żeby ta straszna historia wojny ukraińsko-rosyjskiej ograniczyła się tylko do jednego pokolenia, żeby ten koszmar nie spadł na nasze dzieci i wnuki.
DSK: Bardzo dziękuję za rozmowę.
Kresy24.pl


