
Ilustracja: AI
Udało się wyliczyć prawdopodobieństwo zbrojnego puczu, buntu społecznego lub przewrotu pałacowego w Rosji już w tym roku.
Nowe dane ekonomiczne potwierdzają gwałtowne załamanie sytuacji gospodarczej Rosji – pisze The Telegraph. PKB kraju w 2025 roku spadł do zaledwie 1% z 4,9% rok wcześniej (część ekonomistów mówi wręcz, że do 0,6%). W budżecie jest wielka dziura, kończą się rezerwy, oficjalna inflacja wynosi 6,4% (nieoficjalna: 15-20%), a dławiące przemysł oprocentowanie kredytów – 15%.
Ofensywa na froncie przebiega – dosłownie – w tempie żółwia i została już okupiona 1,2 mln zabitych i rannych. Aby dalej finansować wojnę Kreml musi drastycznie ciąć wszystkie cywilne wydatki – na służbę zdrowia, energetykę, opiekę społeczną, szkolnictwo, transport, infrastrukturę krytyczną i komunalną, produkcję lotniczą i na wiele innych dziedzin. Cięte są już nawet wypłaty w wojsku.
To stworzyło “efekt bomby zegarowej”, która zaczęła już tykać – oceniają eksperci. Osłabiona wcześniej pandemią służba zdrowia staje się niewydolna i grozi jej katastrofa w obliczu starzejącego się społeczeństwa i konieczności obsługi ogromnych rzesz rannych i inwalidów wojennych.
Z kolei niedofinansowana i sypiąca energetyka cierpi w wyniku sankcji, a dodatkowo uderzenia ukraińskich dronów w rafinerie zmniejszyły w 2025 roku przeróbkę ropy w Rosji o 20%. Deficyt części lotniczych i brak możliwości remontu samolotów powoduje coraz więcej awarii. Nawet reżimowe media przyznają, że Rosja staje się coraz bardziej opóźniona technologicznie.
Podobna sytuacja jest niemal w każdej dziedzinie, także w handlu. W Internecie jest pełno nagrań i zdjęć kolejnych zamykanych sklepów, pustych centrów handlowych i rosnących kolejek po darmowe jedzenie przed dobroczynnymi jadłodajniami.
Zdaniem części analityków, te trudności mogą w końcu wymusić na Rosji jakiś pokój z Ukrainą. My jesteśmy bardziej sceptyczni: siła nacjonalistycznej ideologii i urażonej imperialnej dumy jest potężna. Może gdyby decyzje w Rosji zapadały kolektywnie, ale nie w sytuacji, gdy mamy do czynienia z jednoosobową władzą dyktatora-psychopaty, który nie myśli racjonalnie.
Warto też zauważyć, że mimo tych wszystkich trudności, Rosjanie na razie się nie buntują. Ci najbardziej zbuntowani i nie widzący żadnych perspektyw po prostu wyjechali. Od 2022 roku Rosję opuściło na stałe do 1 mln ludzi – to największa fala emigracji od Rewolucji Październikowej w 1917 roku.
Główne powody braku buntu są trzy: strach przed potężnym aparatem represji, demografia – rosyjskie społeczeństwo jest stare, a – statystycznie – bunty wybuchają z reguły w krajach z wyżem młodzieżowym, a ponadto wielu młodych mężczyzn jest na wojnie. I wreszcie słynna wśród Rosjan zdolność do adaptacji – wysoka odporność na spadek stopy życiowej.
Jest tu jednak kilka “ale”. Owszem, Rosjanie są odporni na biedę, ale rosnącą stopniowo, a nie gwałtownie, a obecny spadek PKB o 4 punkty procentowe to szok. Nie są też odporni na ewentualną hiperinflację, bo nikt nie jest na to odporny.
Słynna wśród socjologów i potwierdzona statystycznie “reguła 5%” mówi, że spadek PKB o 5 punktów zwiększa ryzyko zbrojnej rebelii, buntu społecznego lub wewnętrznego przewrotu o ponad 50% w krajach o niskim i średnim dochodzie. Kluczowy nie jest bowiem niski poziom PKB, ale jego gwałtowny spadek w krótkim czasie.
Po prostu, gdy gospodarka się kurczy i wojna zjada oszczędności, szanse na legalny zarobek maleją i dla młodych ludzi udział w rebelii staje się “atrakcyjniejszą opcją ekonomiczną”.
Kryzys niszczy niepisany kontrakt społeczny w Rosji, czyli gwarancję względnego dobrobytu w zamian za brak wolności. Obywatele są bardziej skłonni poprzeć przewrót, gdy władza nie zapewnia im podstawowego bytu. Taka władza traci bowiem wtedy w oczach poddanych legitymację społeczną.
Szczególnie podatne na takie wstrząsy są kraje, nad którymi ciąży “klątwa zasobów”, czyli zależność od eksportu surowców, a Rosja jest takim krajem. Budżety tych państw opierają się na dochodach z eksportu, a nie na podatkach od obywateli. Kiedy wpływy z surowców nagle spadają, aparat państwowy kruszeje natychmiast, co jest idealnym momentem dla zamachów stanu.
Z kolei dla rządzących “elit” 1% PKB oznacza, że jest znacznie mniej “tortu do podziału”, więc walka o biznesowe wpływy między służbami, wojskiem i powiązanymi z nimi oligarchami staje się brutalna, zerojedynkowa.
Ponadto modele historyczne wskazują, że zwykle w trzecim-czwartym roku długotrwałej, wyniszczającej wojny, jeśli nie widać perspektyw zwycięstwa, następuje “zmęczenie materiału” – ryzyko spisku wewnątrz armii lub służb rośnie wtedy wykładniczo.
W przypadku Rosji do nasilenia walki wewnętrznej skłania też problem “braku sukcesji”. Nie ma jasno określonego następcy Putina, który najwyraźniej wierzy, że nigdy nie umrze, więc każda oznaka jego słabości fizycznej lub politycznej bardzo zwiększa nerwowość w obozie władzy.
A co z siłą aparatu represji? Najbardziej opresyjne reżimy totalitarne, jak w Korei Północnej, potrafią przetrwać gigantyczny kryzys i nawet głód dzięki ekstremalnej kontroli społecznej. Pamiętajmy jednak, że Rosja ma 5 razy więcej ludności niż KRLD, a więc musi przeznaczać 5 razy więcej na jej “trzymanie za pysk”.
Nie jest bowiem tak, że “w Rosji na wojsko, policję i Rosgwardię zawsze starczy”. Może zacząć nie starczać i wtedy ów osławiony aparat represji nie będzie już taki wydajny, a skłonność do buntu lub puczu wzrośnie.
Kazaliśmy Sztucznej Inteligencji szczegółowo przeanalizować w pogłębionym trybie wszystkie powyższe czynniki “za i przeciw” i oszacować, jakie jest prawdopodobieństwo, że “scenariusz pęknięcia w Rosji” (zamach stanu lub bunt społeczny) nastąpi już w tym roku. Otrzymaliśmy wynik 30-35%. W naukach politycznych już poziom 25% uznaje się za “strefę wysokiego ryzyka”.
Zobacz także: Sypiała z generałem i pomogła go kropnąć! Propagandzistka – agentką Ukrainy?
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!