Po prostu Polak

9 maja 2018

Dworzec kolejowy w Kotłasie – miejscu zamieszkania Michała Zołotara

W dzisiejszym odcinku naszego niepodległościowego cyklu polecamy Państwa uwadze autobiograficzną opowieść Michała Zołotara, Polaka zamieszkałego w Kotłasie – mieście położnym 1000 kilometrów na północny wschód od dzisiejszej granicy rosyjsko-białoruskiej. Michał Zołotar był żołnierzem Września, trafił do niewoli sowieckiej, po 22 czerwca 1941 r. został pojmany przez Niemców. Ostatecznie, decyzją stalinowskiego reżimu został zesłany na daleką północ, gdzie zbudował swoje życie od zera. Tego nie można przegapić!

O panu Michale opowiadał mi każdy Polak w Kotłasie. Byli dumni z niego, bo dzięki niemu mogła powstać Polonia. Po prostu zadzwonił do Polski, chociaż przez prawie pół wieku lat nie mówił po polsku. Po prostu bał się, że znowu będą się czepiać. Poza tym nie bardzo było z kim. W dalekim Kotłasie na północy Rosji niewielu ich zostało. Kto mógł, wrócił z zesłania do Polski. Kogo zatrzymali, ten przyczaił się i wolał zapomnieć. Trzeba przecież jakoś żyć…


Rozmawiałem z panem Michałem wiele razy. W jego małym, ubożuchnym mieszkanku, przy koniaku, słuchałem wspomnień o Polsce. Był rok 2011.

Michał Zołotar rocznik 1917, miał wiele „ojczyzn” – Rzeczpospolitą Polską, Sowiecką Zachodnią Ukrainę, Rzeszę Niemiecką i znów Związek Sowiecki, w swoim sercu przyznawał się tylko do jednej, do przedwojennej Polski.


Chociaż od jej zniknięcia z map minęło kilkadziesiąt lat pamięta wszystko.

Nawet to, że w roku 1938 jego podwładnym w Junackim Hufcu Pracy był syn ówczesnego Ministra Spraw Wewnętrznych generała Zyndrama-Kościałkowskiego…

Jego drogę na północ można opisać w niewielu słowach. 1 września zastał Michała Zołotara w 77 pułku piechoty w Lidzie. 3 batalion, 3 kompania karabinów maszynowych. W wielkiej bitwie pod Tomaszowem zestrzelił niemiecki samolot. Za Sanem okrążyli ich bolszewicy. Niewola. Ucieczka. Potem znów sowiecki obóz. Pod koniec 1939 roku Sowieci zwalniają część szeregowców, którzy mieszkają na ziemiach wcielonych do ZSRR. Michał Zołotar wraca do swojej wsi.

Przychodzą Niemcy. Po trzech latach wracają Sowieci. Michała Zołotara wzywają do wojenkomatu. Ale nie dana mu była zaszczytna służba w Armii Czerwonej. Władza radziecka zamiast na front wysłała go w zamkniętym wagonie na daleką północ. Wysiadł wraz z tysiącem innych w Kotłasie. Dookoła kilka milionów kilometrów kwadratowych tajgi. Jeszcze tylko odczytanie wyroku – siedem lat obozu pracy za coś tam, nawet specjalnie się nie wysilano żeby uzasadnić wyrok – i konwój rusza przed siebie. Skazańcy rąbią las, kładą tory kolejowe, budują domy. Po siedmiu latach koniec katorgi.

– Całą młodość pod czyjąś komendą. Najpierw ten hufiec, potem wojsko, Niemcy, łagier – mówi pan Michał.

– Dlaczego nie wyjechał pan z Rosji?

Ożenił się i został w tym Kotłasie, gdzie mrozy dochodzą do 50 stopni poniżej zera. Ale miłość szybko się skończyła. Żona w chwilach złości krzyczała, że władza miała rację skazując Polaków na zesłanie. Przestępcy i kontrrewolucjoniści. Pan Michał musiał zapomnieć, że jest Polakiem. Z takim pochodzeniem nie można zrobić kariery. A on był dobrym tynkarzem.

– Zbudowałem cały – mówi z dumą.

Władza radziecka docenia solidnych pracowników. Jego zdjęcie wisiało na tablicy przodowników pracy w Dyrekcji Kolei w Jarosławiu.

– Ma pan jakieś papiery? Dokumenty? – pytam

Wyjmuje z szuflady nocnego stolika zawinięty w gazetę rulon. Dokumenty które są świadectwem jego życia. Siedem dyplomów. Poza stolikiem w pokoju jest drewniane łóżko, krzesło, stół i szafa. Telewizor pamięta czasy Gorbaczowa. W kuchni na ścianie słynny sowiecki głośnik – kołchoźnik, który na pewno pamięta jeszcze Breżniewa.

Rozkładam na stole jeden z dyplomów: „Kierownictwo i Związki Zawodowe Solwyczegodskiego Oddziału Drogi Żelaznej nagradza towarzysza Zołotara Michała Kazimerowicza, tynkarza SMP-353 za osiągnięte sukcesy w socjalistycznym współzawodnictwie w pierwszym kwartale 1974 roku”.

To wszystko czego dorobił się w swoim życiu…

Polska czekała na swoją kolej aż do lat 90. Wtedy w Kotłasie kilka osób postanowiło zorganizować Stowarzyszenie Polskie. Czuli się Polakami, lecz nikt nie mówił po polsku. Trzeba było zadzwonić do Tarnowa, bo Tarnów jest miastem – przyjacielem Kotłasu. Sprowadzono pana Michała. Zaprowadzono go do mera, wykręcono numer i kazano mówić. I nagle okazało się, że, Michał Zołotar po Polsku mówi tak, jakby nigdy nie wyjeżdżał ze swojej rodzinnej wsi w powiecie Mołodeczno. Mówił lepiej niż wielu – tu będę złośliwy – naszych rodaków, którym po dwóch latach w Londynie zaczyna brakować polskich słów.

O pamięć trzeba dbać. Pan Michał mimo o strachu, o którym nie wstydzi się mówić, gdy tylko w latach siedemdziesiątych pojawiły się polskie gazety, kupował je w kiosku na dworcu kolejowym. Była to „Trybuna Ludu” i „Przekrój”.  Łapał jeszcze polskie radio i trwał na swoim polskim posterunku.

Tego wszystkiego trzeba posłuchać. Dołączam nagrania pana Michała. Bez retuszu, montażu – tak jak zarejestrowała je kamera. Był rok 2011. Pan Michał Zołotar pamiętał wszystko. Opowiada o defiladzie z okazji  Święta Niepodległości w roku 1938, o wojnie, niewoli, o swoim życiu. Zweryfikowałem Jego opowieść, skontaktowałem się z autorem monografii 77 Pułku Piechoty w Lidzie i wszystko się zgadza. Cały szlak bojowy o którym opowiada pan Michał. No może jest tylko jedna wątpliwość. Autor przestrzega, że do strącenia samolotu przyznaje się, jak to na wojnie, wielu weteranów. No, ale ktoś musiał ten samolot zestrzelić. Tego trzeba posłuchać.

Dziś Pan Michał Zołotar ma 101 lat. Wszystkiego najlepszego.

Jacek Matecki

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

3 odpowiedzi Po prostu Polak

  1. Maksymilian Odpowiedz

    9 maja 2018 w 20:41

    https://www.youtube.com/watch?v=kScN9t4dhCM

  2. Artur z Warszawy Odpowiedz

    15 maja 2018 w 01:26

    Wszystkiego najlepszego Panie Michale.

  3. KASHEUSKI ANDREI Odpowiedz

    9 lipca 2018 w 18:04

    Witam , szukalem w stolice fundacja i stowarzyszenie kresowe (w internece) i na podanych adresach nic nie znalazlem :
    1) Społeczna Fundacja Pamięci Narodu Polskiego
    ul. Stanisławowska 5 lokal U-2, skrzynka 5
    03-832 Warszawa
    2) STOWARZYSZENIE RODZIN OSADNIKÓW WOJSKOWYCH I CYWILNYCH KRESÓW WSCHODNICH
    Al. Armii Ludowej 30 m. 2
    00-609 Warszawa
    POD TYMI ADRESAMI NIMA TYCH ORGANIZACII !!!
    NAPISZ O TYM NA SWOEJ STRONE – ZEBY WSZYSCE O TYM WIEDZALI !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *