Wczoraj w Przemyślu i pobliskich Pikulicach, jak co roku, odbyła się Panachyda – uroczystość żałobna ku czci spoczywających w tej ziemi żołnierzach Ukraińskiej Republiki Ludowej – naszych sojusznikach w wojnie polsko-bolszewickiej.
O ukraińskich sprzymierzeńcach 1920 roku wciąż mówi się niewiele. Być może o Petlurze słyszała już większość Polaków, ale czy podobnie rzecz się ma z gen. Marko Bezruczką – bohaterskim komendantem obrony Zamościa?
A co na przykład z Andrijem Dołudem – dowódcą 5. Chersońskiej Dywizji Strzelców, która ramię w ramię z Polakami dzielnie biła się na Podolu, jesienią 1920 roku zajmując Czortków? Cisza – nie istnieje.
Wiadomo tylko, że zawsze i wszędzie biliśmy się ramię w ramię z Węgrami. Jasne! W czasie najazdu Rakoczego pomagaliśmy Siedmiogrodzianom palić wsie na Mazowszu i Podolu.
Czy naprawdę mieszkańcy Przemyśla chcą karmić umysły swoje i swoich dzieci antyukraińską histerią, zbudowaną na historycznym fałszu? Może powinni przypomnieć sobie, że wojnę 1920 roku naprawdę mogliśmy przegrać.
I nie byłoby żadnej przemyskiej inteligencji, bo Sowieci zafundowaliby Polakom Katyń, tylko na skalę 100 razy większą. Takie były mroczne plany Stalina – wymordować każdego, kto umie przeczytać jadłospis.
A dzisiaj? Czy naprawdę jesteśmy na tyle naiwni, żeby wierzyć, że pokonawszy Ukrainę, Rosjanie grzecznie zatrzymają się na Bugu, a następnie poczęstują swych polskich towarzyszy samogonem i machorką?
Dlaczego stawiam te pytania i kieruję je nad San? Ano dlatego, że w tym roku przemysko-pikulicka Panachyda owszem się odbyła – ale była tak silnie obstawiona policją, iż momentami miało się wrażenie, że to strajk służb mundurowych, zob. poniżej:
Większość mediów odtrąbiła sukces, pisząc, że nie doszło do zadymy. Nie, proszę państwa, to nie jest sukces, tylko katastrofa. Nam nie chodzi o zawieszenie broni, ale o braterstwo.
To wszystko musi w przyszłości wyglądać inaczej. Policja powinna w takich dniach robić sobie wolne, wiedząc, że Polacy i Ukraińcy będą ramię w ramię czcić bohaterów naszej wolności.
Pomińmy nawet względy sentymentalne, wszystkie te Porohy na Dnieprze, wspólne zwycięstwa nad wrogami, czy też, jakże podobne naszemu – szaleńcze wręcz umiłowanie wolności. Nam ten sojusz jest po prostu niezbędny.
I to nie jest tak, że trzeba się przez to podpisywać pod polityką Unii Wolności, bo niekontaktujący Kuroń powiedział, że nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy i vice-versa. Słowa te jako pierwszy wygłosił Józef Piłsudski kilkadziesiąt lat wcześniej. No co? Też był w Unii Wolności?
Atakując dzisiaj akurat tych Ukraińców, którzy są nam najbardziej przyjaźni, zachowujecie się pp. Przemyślanie w sposób równie szkodliwy dla sprawy narodowej, co Gazeta Wyborcza. Oni chcą naród rozmontować, wy – uczynić z niego nadwiślański, chłopski skansen skazany na zagładę.
Cóż jednak można dodać? Jaki pan, taki kram. Wybory samorządowe niedługo – może to dobra okazja, by dopełnić dzieła dekomunizacji urzędów i umysłów.
I jeszcze jedno. Oburza nas – i słusznie – to, jak zachowuje się dzicz na Krakowskim Przedmieściu, zakłócając smoleńskie miesięcznice. Nie idźmy drogą naruszania uroczystości żałobnej. Nie my.
Dominik Szczęsny-Kostanecki

