
pl.freepik.com
Choinka pachniała dzieciństwem, cichutko podzwaniała łańcuchami i marzeniami, jakimi w tym roku ją udekorowano. Skrzyły się nadzieją, ukryte wśród kolorowych bombek, cukierków i rajskich jabłuszek. Na pierwszy rzut oka niewidoczne, ale to one nadawały drzewku blasku i magii.
– Najwięcej czaru jest w tym, co wymyka się naszemu spojrzeniu, co balansuje na krawędzi rzeczywistości i baśni – mówiła Stara Kobieta i choć Dziecko było pewne, że przemawia przez nią mądrość przeżytych lat, nie dawało mu spokoju jedno pytanie:
– Czy w takim razie zwyczajne, prawdziwe życie nie może być niezwykłe?
Stara Kobieta przytuliła je mocno.
– Ależ takie właśnie jest! Po prostu często nie zauważamy, że każde jest na swój sposób bajką, taką, którą sami opowiadamy światu. Od nas zależy, czy będzie ona dobra i czy będzie miała szczęśliwe zakończenie.
– Och, czasem, choćbyśmy nie wiem, jak się starali, wszystko idzie źle! – Wtrąciła się Dobra Wróżka, ścierając z podłogi barszcz, który przed chwilą rozlała. Nie zauważyła, że pomagają jej skrzaty, zbierając ciepłe jeszcze krople do malutkich kubeczków i niosąc je na swój stół.
– Ale to wciąż nasza decyzja, czy zło zostawimy za progiem, czy pozwolimy mu się rozgościć. Nawet w najgorszych chwilach możemy kochać – uśmiechnęła się Stara Kobieta.
– Jeśli tylko mamy kogo – dorzucił Młodzieniec i przerwał na moment układanie na talerzach pierogów. – Sądzicie, że łatwo znaleźć miłość?
– Nie, ale to, co wartościowe, zawsze jest rzadkie – odpowiedział Mikołaj. – Coś o tym wiem, w końcu zajmuję się prezentami, a miłość to najpiękniejszy dar, jaki otrzymujemy od Losu. Problem w tym, że niekiedy musimy na niego poczekać, a że brakuje nam cierpliwości, chwytamy namiastki i później nie mamy w sercu miejsca na prawdziwe uczucie – powiedział patrząc z tkliwością w oczy nieco już wyblakłe, ale wciąż pełne figlarnych iskierek. Tak podobnych do tych, które migotały między świerkowymi gałązkami.
Pies, który starał się być niewidoczny w tym świątecznym rozgardiaszu, przede wszystkim dla Kota, słysząc o miłości zamerdał ogonem. Jedna go porzuciła, inna odnalazła. Wiedział, że ludzi może spotkać to samo, tylko nie rozumiał, dlaczego tak często boją się wyciągniętej w ich stronę ręki. On, choć skrzywdzony, zaufał. Inni też mogą.
Sąsiadka wygładziła obrus, a ten westchnął z zadowoleniem. Bardzo potrzebował dziś wsparcia, w końcu czekała go najważniejsza wieczerza w roku! Trochę obawiał się plam i zagnieceń, ale orzechy pocieszały go grzechocąc w misie.
– Zauważ, że nas muszą rozłupać, ale to nie jest powód do zmartwienia. Bywa, że coś trzeba zniszczyć, by móc w pełni się tym cieszyć. Martwią cię plamy? Każdy ślad obecności gości będzie dowodem na to, że dobrze się tutaj czuli. Również dzięki tobie – przekonywały, a Dusze, podskubujące makowce, kiwały twierdząco głowami. One już wiedziały, że nic nie jest trwałe, ale też nic tak naprawdę się nie kończy. Najłatwiej się o tym przekonać myśląc o ludziach, którym wybaczyliśmy. Mimo wszystko ich wspomnienie zawsze łączy się z odrobiną żalu.
Przyjaciel przeglądał kartki z życzeniami i uśmiechnął się szeroko na widok tych od Karpia i Smoka. Pierwsza dotarła przemoczona, druga miała lekko osmolone brzegi. Nie były idealne, co przecież nie przekreślało doskonałości słów. Te pisane wierszem, i te nieporadne – wszystkie miały moc zmieniania czyjegoś życia. Pozwalały uwierzyć, że wciąż dla kogoś jesteśmy na tyle ważni, by o nas pamiętał.
On sam też otrzymał kilka pocztówek pachnących rozgrzaną plażą z przeszłości, winem wypitym przed laty, włosami dziewczyny, która wybrała innego. Cieszyły go wszystkie, lecz wiedział, że już za kilka dni będzie wspominał te, których nie dostał. Taka już człowiecza natura – pustka boli najbardziej.
Mag stał przy oknie i wypatrywał właściwej gwiazdy. Niektórzy powiadali, że trzeba wyczekiwać pierwszej, ale on szukał tej, która zamigoce w odpowiednim momencie. Nie zawsze to, co pierwsze, jest najlepsze. Poza tym chciał dać czas zmierzającym teraz do domu. „Tradycja nie może stać ponad ludźmi” pomyślał. Skoro się spóźnili, mieli ku temu powód.
– Gwiazdy symbolizują przeszłość – powiedział do Anioła, który stanął u jego boku. – Nawet nie wiemy, czy jeszcze istnieją, nie mogą więc być ważniejsze od tych, na których czekamy.
Anioł pokiwał głową, nieco zbyt energicznie, bo omal nie spadła mu aureola. Poprawił ją, przygładził anielskie włosy i uśmiechnął się do Maga, swojego odbicia w szybie, Śmierci wędrującej drogą z torbą pełną pierników, do Staruszki czekającej na Samotną ze Wzgórza i tego mężczyznę znad rzeki, który dotąd z nikim się nie zaprzyjaźnił. Uśmiechu starczyło dla wszystkich. Jak zawsze.
Pod powałą snuły się nuty kolęd, drobinki wspomnień, woń cynamonu i pomarańczy, migdałów, miodu i suszonych jabłek. Pająk łapał je i wplatał w swoją sieć, pragnąc zatrzymać na dłużej ten wieczór, w którym Nadzieja, Wiara i Miłość przybierały postać upominków, gotowanych godzinami potraw, nieporadnego uścisku, wstydliwie wyszeptanych życzeń.
***
Wiedźma stała na ganku i wsłuchiwała się w siebie i otaczający ją świat.
W ogrodzie parskały renifery, przekomarzały się ptaki, gdzieś w Osadzie rozdzwoniły dzwoneczki, zaśmiały się dzieci, ktoś poirytowany podniósł głos, a ktoś inny szeptał uspokajająco, że wszystko będzie dobrze, tyko trzeba w to uwierzyć. Kwiliło nowo narodzone dziecko, a jego rodzice zachwycali się tym, jak jest doskonałe. Wiedźma miała nadzieję, że nigdy o tym nie zapomną. Szeleściły papiery, ktoś w ostatniej chwili owijał prezenty, trzaskał ogień w kominkach, płynęły opowieści i wspomnienia. Zdawało się, że gdzieś daleko skrzypi śnieg, a może nienaoliwione drzwi?
– Czego szukasz? – zapytał Kot strząsając z ogona kroplę wody, w której przeglądało się całe niebo. Przez moment zastanawiał się, jak może się ono pomieścić w czymś tak niewiarygodnie małym, ale przypomniał sobie, że w oczach ukochanej istoty odnajdujemy cały wszechświat, więc czymże jest niebo zaklęte w jednej kropli.
– Wypatruję Wędrowca – odpowiedziała Wiedźma szczelnie otulając się szalem.
– I samej siebie sprzed lat. Tych, którzy odeszli, tych, co się zgubili, i kogoś, kto mógłby przyjść, ale boisz się, że nigdy do ciebie nie trafi – dodał Kot, przekonany, że Wiedźma zapomni wyliczyć wszystko, co teraz jest dla niej ważne.
Ktoś trącił furtkę, pierzchły spłoszone niepokoje.
– Czekaliście na mnie? – zapytał Wędrowiec i postawił na ziemi worek pełen przygód, rozczarowań i spotkań.
Kot przytaknął, Wiedźma otworzyła szeroko drzwi. Nie bała się, że uleci przez nie ciepło – gdy wpuszczamy kogoś w swoje progi, dom zyskuje więcej, niż traci.
Anioł pomógł Wędrowcowi wnieść bagaż doświadczeń, Mikołaj upewnił się, że pod choinką leży jeszcze jeden prezent, skrzaty już cieszyły się na opowieści, z których utkają legendy. Gwar przybrał na sile, a radosne słowa, łzy wzruszenia, wspomnienia pełne tęsknoty i oczekiwanie zmieniły się w tę chwilę, w której raz do roku czas przestaje płynąć.
Kot patrzył na zgromadzonych gości i wiedział, że jest we właściwym miejscu. Miał tę pewność dlatego, że znalazł się w sercach tak wielu osób.
– Czego nam dziś życzysz? – zapytał Wiedźmę i cierpliwie poczekał na odpowiedź. Nad tym, co ważne, trzeba się nieco zastanowić.
– Chciałabym, abyście byli dla kogoś najważniejsi na świecie – odpowiedziała Wiedźma i zaprosiła gości do stołu. Tych, których widziała, niewidzialnych, nieobecnych. I tych obecnych w tym gronie myślami.
– Dobrych świąt! – dodała.
Nie muszą być najweselsze, niech będą pełne tego, co ważne. Niech każdy wypełni je własną treścią.
Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w Kurierze Galicyjskim, 19 grudnia 2025 – 15 stycznia 2026





Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!