Lektura na weekend: „Czas do domu, czas” – ukraińska pieśń, piękna „jakby z Mozarta”

23 lutego 2018

Fragment obrazu Juliusza Kossaka „Mohort drzemie na drewnianym koniu”

Kiedy w roku 1855 Wincenty Pol – zapomniany dziś nieco poeta doby romantyzmu – po raz pierwszy oddawał do druku Mohorta, nie przypuszczał zapewne, że jednym z fragmentów tekstu budzących największe zainteresowanie publiczności stanie się pieśń śpiewana w XVIII wieku przez polskie wojska na prawobrzeżnej Ukrainie.

Rapsod-gawęda Mohort znany jest każdemu, kto choćby pobieżnie interesuje się tematyką kresową, a to z tego względu, iż właśnie w tym utworze, po raz pierwszy słowo „” pada w sensie zbliżonym do sienkiewiczowskiego – tzn. jako definicja obszaru geograficzno-kulturowego, będącego polem długotrwałego starcia z wrogimi cywilizacjami, wskutek którego stał się obszar ten nie tylko kuźnią pierwszorzędnych obrońców Rzeczpospolitej i chrześcijaństwa, ale wręcz inkubatorem rycerskiego etosu, na którym zbudowano polską tożsamość.

Wszelako w rozumieniu Wincentego Pola (Pohla), kresy nie były przestrzenią, rozciągającą się łukiem od Dyneburga, przez Połock, Witebsk i dalej na południe, ale znajdowały się w tej części dawnego województwa kijowskiego, która po podziale Ukrainy w XVIII w. została przy Rzeczpospolitej i w województwie bracławskim. Tytułowy bohater jego gawędy:

Z Litwy był rodem, choć na kresach służył.

Krótko mówiąc „kresy” – u Pola nieodmiennie pisane od małej litery – miały sens węższy, niż obecnie i nie trzeba było atrybucji geograficznej w rodzaju „południowo-wschodnie”, żeby rozumiano, o co chodzi. Później pojęcie oczywiście ewoluuje, ale to już materiał na inną opowieść.

Wielkim wkładem Mohorta w rodzimą kulturę – poza oczywistymi zaletami artystycznymi, językowymi, a także rolą, jaką poemat odegrał w kształtowaniu konserwatywnego nurtu polskiego romantyzmu – są walory, jak powiedzielibyśmy dzisiaj: etnograficzne.

Wiele uwagi don Vincenzo – ale nie Corleone! – poświęca kulturze śpiewu, silnie obecnej w życiu szlachty kresowej końca XVIII wieku (finałem poematu jest wojna polsko-rosyjska 1792, w której Mohort symbolicznie przekazuje kierowanie wojskiem narodowym księciu Józefowi Poniatowskiemu).

Na zamknięcie II rapsodu (księgi?) poematu Mohort intonuje pieśń, zaczynającą się od słów:

Czas do domu, czas!
Zabawili nas!

Została ona opatrzona przez Pola przypisem: „jest pieśń na Rusi, śpiewana na bardzo rzewną, ukraińską nutę, którą był zwyczaj śpiewać przy pożegnaniu, dziękując za gościnne podjęcie domu. Żałuję bardzo, że z tej całej pieśni doszły mnie tylko te dwa wierze z tradycji. Pewien jednak jestem, iż są ludzie, co ją znają jeszcze, i bardzo byłbym wdzięcznym za to, gdyby mi kto przesłać raczył pieśń i melodię tej pieśni”.

Jakoż nie zawiódł się autor w swoich oczekiwaniach… 12 mara 1855, a więc po premierze Mohorta (książka wyszła „z początkiem 1855 r.” w Krakowie) niejaki pan J. Cyryna w adresowanym do Pola wierszu napisał:

Czytając rapsod p.t. Mohort, wpadła mi pod oko nota autora, który żąda pieśni ukraińskiej: „Czas do domu, czas” itd. Piosenkę tę nieraz śpiewaliśmy chórem, wracając z polowania, to z śp. Janem Poniatowskim, to z śp. Marcinem ks. Sapiehą; otóż została mi w pamięci muzyka, prawdziwej prostoty pełna, a piękna, jakby z Mozarta wypłynęła pióra, i trzy strofy, które jako poezja niewiele warte, posyłam – a było tego dziesięć strof, których nie pamiętam.

Na poparcie swych słów musiał Cyryna nadesłać owe pierwsze trzy strofy (wraz z muzyką), skoro w III wydaniu Mohorta zamieścił je Pol w objaśnieniach. Pisane są one wielce interesującym – nie tylko dla lingwisty – polsko-ukraińskim surżykiem:

Czas do domu, czas
Zabawyły nas!
Bude mene maty byty
Nyma komu boronyty…
Czas do domu, czas,
Zabawyły nas!

Jeszcze ne czas, ni,
Zabawy try dni!
Nestij, nestij na porozi,
Łudsze w chati jak na wozi…
Jeszcze ne czas, ni,
Zabawy try dni!

Czas do domu, czas,
Pozdrawlaju was!
Maty doma ożydaje,
Jak ne wernu, to połaje…
Czas do domu, czas,
Pozdrawlaju was!

Co ciekawe, autor Mohorta upiekł tym samym przysłowiowe dwie pieczenie. Z jednej strony odkurzył w swej pamięci trzy strofy pieśni, z której przed pierwszym wydaniem umiał przypomnieć sobie zaledwie dwa wersy, po wtóre odniósł zwycięstwo nad pewnym czytelnikiem, który zarzucił mu… konfabulację:

Mieszkam na Ukrainie i przyznam się WMP. Dob. [tj. Wincentemu Polowi], że znam pieśni, które tu szlachta i lud śpiewa, ale nigdy nie słyszałem o pieśni, którą cytujesz i która w Mohorcie gra taką rolę:

„Czas do domu, czas,
Zabawili nas”.

Więc póki mi WM. Pan Dobr. nie nadeślesz tej pieśni razem z nutą, będę miał tę całą rzecz za fikcję poetyczną i rzecz wątpliwą.

Typowa ludzka przypadłość! Nie znam, znaczy: nie istnieje. Trzeba się tej skłonności naszego umysłu wystrzegać, bo, jak uczy powyższy przykład, łatwo wpaść w pułapkę niewiedzy.

Dominik Szczęsny-Kostanecki

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

3 odpowiedzi Lektura na weekend: „Czas do domu, czas” – ukraińska pieśń, piękna „jakby z Mozarta”

  1. somma Odpowiedz

    23 lutego 2018 w 20:18

    W. Pol był nie tylko poetą, a także geografem, choć samoukiem. Autor chyba też, skoro istnieje kilka błędów termiologicznych z zakresu geografii.

  2. Pafnucy Odpowiedz

    25 lutego 2018 w 14:19

    Jak znalazł dla ukraińców wyjeżdżających z Polski lub tych których wcieli Putin do Federacji Rosyjskiej. Małorosjanie to dziwny fenomen. Nie dość, że myślą że są oddzielnym narodem od reszty Rosjan to jeszcze najbardziej na świecie nienawidzą Polaków a w Polsce jest ich już ponad 2 miliony. Pomijam już fakt schizofrenicznej polityki historycznej, która kupy się nie trzyma i jest pełna paradoksów, mitów i zwyczajnych kłamstw.

    • Luk Odpowiedz

      26 lutego 2018 w 20:33

      Kacapski kundel dał głos ni próbuje wmawiać Polakom na Polskim forum zmyślone na Łubiance brednie.
      Nie ma czegoś takiego jak „Małorosja” tak samo jak nie ma czegoś takiego jak „Przywiślański Kraj”.
      Kiedyś kiedy Rosja na nieszczęście dla naszego regionu była silna, tak nazywała carskie prowincje.
      Na szczęście car dostał kopa w zad a Polska i później Ukraina odzyskały niepodległość spod kacapskiej okupacji.
      Ukraińcy dziś najbardziej nie lubią Rosjan co jest zasługą idioty Putina, który najechał na ten kraj. Najbardziej lubią Polaków i nie ma tu znaczenia niefortunna czasem polityka państwa ukraińskiego…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *