Koszary w Baranowiczach u kresu swej historii

26 października 2017

Miasto zawdzięcza swoje istnienie szybkiemu rozwojowi komunikacji kolejowej. 29 listopada 1871 r. na nowo wybudowanej stacji Kolei Moskiewsko-Brzeskiej został odprawiony pierwszy towarowo -pasażerski. Był to pierwszy skład, rozpoczynający regularne kursowanie pociągów na dopiero co zakończonym odcinku .

Stacja otrzymała nazwę «Baranowicze» – od położonej w pobliżu wsi o tej samej nazwie. w krótkim czasie dała początek rozwojowi miasta. Początkowo wokół stacji osiedliło się kilka rodzin pracowników kolejowych, a przy trakcie do Nowej Myszy powstała żydowska karczma. Strategiczne położenie miejscowości wkrótce zwróciło uwagę rosyjskich władz wojskowych. W latach 90. XIX w. do szybko rozrastającego się miasteczka Baranowicze przeniesiono kilka batalionów wojsk kolejowych i dwa bataliony piechoty.


Żołnierze rosyjscy zbudowali obok dworca Poleskiego koszary i stajnie. Większość budynków, za wyjątkiem koszar oficerskich, zbudowano z drewna. Rozpatrywano je jako mieszkania tymczasowe, zamierzając w najbliższym czasie zamienić na bardziej jakościowe. Mimo to drewniane baraki przetrwały do początku XXI stulecia. Jesienią 1915 r. błyskawiczna ofensywa niemiecka zmusiła Rosjan do opuszczenia Baranowicz.

Przez trzy lata w koszarach stacjonowali żołnierze niemieccy oraz austriaccy. Po zakończeniu I wojny światowej budynki przez krótki czas stały puste. Po odrodzeniu Państwa Polskiego osoby pochodzenia polskiego rozpoczęły powrót do Ojczyzny. Dla gromadzenia wszelkich danych na temat repatriantów i objęcia ich pomocą w 1918 r. w Polsce utworzono Urząd do spraw Powrotu Jeńców, Uchodźców i Robotników (JUR). Na wschodniej i zachodniej granicy państwa JUR zorganizował tak zwane «etapy», czyli punkty repatriacyjne, w których budowano pomieszczenia mieszkalne, kuchnie, łaźnie, odwszalnie, szpitale, ambulatoria, żłobki lub przystosowywano do zamieszkania przez pewien czas dawne koszary i stajnie.


Takich «etapów» było ponad 150. Jeden z owych punktów utworzono w porosyjskich koszarach w Baranowiczach. Warunki życia, panujące tam, były szczególnie ciężkie. Dziennikarz z gazety «Świat» Marian Fuks tak oto opisał pobyt repatriantów w «etapie» baranowickim: «Nie umiem wyrazić tego, co się dzieje wewnątrz baraku – dawnej stajni konnej artylerii rosyjskiej. Krzyk, hałas, gorączkowe wywoływania nazwisk, płacz kobiet, szloch dzieci, jęk i westchnienia chorych. Zimny wiatr, hulający po sali, nie jest w stanie rozproszyć i złagodzić strasznej woni… Na «narach» ze zbitych desek, w dwóch kondygnacjach, odpoczywają bezładnie ci, co zdołali zdobyć miejsce. Ale na dole, w sali: piekło! Zgiełk, niepokój, rozpacz! Fala złego powietrza omracza ciężkim zaduchem. Jak ci ludzie mogą znosić te udręki! Przeciskam się do drzwi, pierś chwyta ożywcze tchnienie świeżego, mroźnego powietrza. I postrzegam przed sobą – rozpięte namioty płócienne. Wczoraj było 15 stopni poniżej zera. W tych namiotach tulą się kobiety, starcy, dzieci. Dwóch ludzi z noszami. Jakieś zawiniątko na noszach. Zbliżam się. Zwłoki małego dziecka w łachmanach…».

Wycieńczeni podróżą, chorzy repatrianci umierali setkami w wilgotnych oraz nieogrzewanych barakach. Dopiero w 1923 roku w związku z zakończeniem repatriacji «etap» w Baranowiczach zlikwidowano.

Tym razem koszary niedługo były puste, bowiem po zamknięciu punktu repatriacyjnego rozkwaterowano tam jednostki baranowickiego garnizonu, a mianowicie: 26. , 78. pułk piechoty oraz 9. dywizjon artylerii konnej. W tym też okresie nazwano koszary na cześć Naczelnika powstania 1794 r. – Tadeusza Kościuszki. Od razu po rozlokowaniu się w koszarach żołnierze polscy spotkali z istotnym problemem.

Warunki mieszkaniowe, panujące w budynkach na początku lat 20., nie odpowiadały nawet podstawowym wymogom sanitarnym. Szczególnie dokuczliwe były dla rodzin oficerów i podoficerów. Oto jak opisywał stan rzeczy w baranowickim garnizonie dowódca 26. pułku ułanów ppłk dypl. Tadeusz Machalski, gdy obejmował dowództwo jednostką:

«Brak słów dla opisania tego, co zastałem. Najwyższa temperatura, którą można było osiągnąć w sypialniach przy ciągłym paleniu w piecach nie przekraczała 2 stopni, tak że woda w spluwaczkach zamarzała.

Umywalki oczywiście nie było, tak że ułani chcąc się umyć, musieli wprzód wyrąbywać lód w korytach przeznaczonych dla wodopoju. Jak w takich warunkach wyglądała higiena, łatwo sobie wyobrazić». Przez całe dwudziestolecie międzywojenne w koszarach im. Tadeusza Kościuszki trwały prace remontowe i budowlane. Naprawiano baraki i stajnie, by rozmieścić tam ludzi i konie, tworzono niezbędną infrastrukturę. W latach 20. na terenie koszar powstał kościół garnizonowy pw. Antoniego Padewskiego.

Zbudowano też tor wyścigów konnych, gdzie się ciągle odbywały zawody jeździeckie. W latach 30. wzniesiono nowoczesne budynki mieszkalne dla żołnierzy z 26. pułku ułanów. Na środki oficerów i żołnierzy z 9. dywizjonu artylerii konnej na placu koszarowym postawiono ku czci pierwszego dowódcy jednostki ppłk. Artura Buola. Podpułkownik Buol pochodził ze Szwajcarii, służył poprzednio w wojsku austriackim, zaś w 1918 r. wstąpił jako ochotnik do szeregów Wojska Polskiego.

Został śmiertelnie ranny w czasie wojny polsko-bolszewickiej. 7 lipca 1938 r. w koszarach im. T. Kościuszki odbyła się ostatnia inspekcja oddziałów garnizonu baranowickiego, dokonana przez dowódcę DOK IX gen. Franciszka Kleeberga. W ramach przeprowadzonej w marcu 1939 r. mobilizacji częściowej jednostki garnizonowe na zawsze opuściły koszary. Brak danych o tym, jak wykorzystywano budynki w okresie II wojny światowej.

Opuszczone przez polskie prawdopodobnie znowu stały puste. W okresie powojennym rozlokowano tam sowieckich oficerów wraz z rodzinami. Stare baraki znowu rozpatrywano jako mieszkania tymczasowe, mimo to dawały przytułek ludziom aż do początku XXI wieku. W drugiej połowie zeszłego wieku teren dawnych koszar im. T. Kościuszki systematycznie się zmniejszał. Zamiast drewnianych baraków, pozbawionych wygód, wznoszono stopniowo bloki mieszkalne. Jednak aktywne rozpoczęło się tutaj dopiero parę lat temu. W 2013 r. zburzono większą część budynków wojskowych.

Na ich miejscu powstały bloki. Obecnie na terenie dawnych koszar pozostały tylko trzy budynki ceglane oraz kilka dawnych drewnianych baraków żołnierskich. Najciekawszym jest budynek dowództwa Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, której dowódcą w latach 1937–1939 był gen. Władysław . W budynku nadal mieszkają ludzie. Na ścianach widoczne ślady polskich tablic pamiątkowych. Można zadać pytanie, dlaczego na tym budynku nie ma obecnie tablicy pamiątkowej, po- święconej wybitnemu generałowi? obecnie szczyci się tym, że walczyli w Armii gen. Andersa.

Jeden z ceglanych budynków służy obecnie jako sklep spożywczy, drugi zaś stoi pusty. W drewnianych barakach znajdują się mieszkania prywatne. Los wymienionych wyżej obiektów jest niepewny, gdyż zajmują one drogie działki budowlane w centrum miasta. Decyzja o zburzeniu może więc zapaść w każ- dej chwili. Czy nie lepiej by było zachować dla przyszłych pokoleń chociażby jeden budynek jako ciekawe świadectwo historii miasta?

Dymitr /Magazyn Polski nr 10 (141)/październik 2017/AB

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

2 odpowiedzi Koszary w Baranowiczach u kresu swej historii

  1. desay Odpowiedz

    30 października 2017 w 13:02

    Od 1937 do 1939 w 9 DAK służył mój ojciec. W czasie Kampanii Wrześniowej 9 DAK wchodził w skład Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, którą dowodził gen W. Anders. 9 DAK brał udział w bitwie pod Mławą, pod Tomaszowem Lub. i pod koniec września 1939 pod Lwowem gen Anders wydal rozkaz rozformowania Brygady. W Baranowiczach stacjonowali również nasi 3 stryjowie, nasza rodzina pochodziła spod pobliskiego Nieświeża. Posiadamy również podobne zdjęcie taty skaczącego konno przez przeszkody. Pamiętam również, że w czasie służby najpierw jeździł na ogierze o imieniu Obserwator, później na kobyle o imieniu Samarra.

  2. podpis Odpowiedz

    3 listopada 2017 w 21:01

    A dziadka Kaczyńskich mijał co rano w drodze do pracy:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *