
Collage / fot: yourmoscow.ru
Dzięki stratom poniesionym przez Rosję w wojnie z Ukrainą masowy najazd rosyjskich armii pancernych w najbliższym czasie już nam nie grozi. Zostały tylko na papierze.
Od początku wojny z Ukrainą Rosja straciła 11.654 czołgi i 24.013 innych wozów bojowych – pisze National Security Journal na podstawie danych Sztabu Generalnego Ukrainy. Portal Militarny ma kolejną wiadomość: na składach definitywnie kończą się zapasy nowszych podstwowych czołgów T-72B i główne zakłady Urałwagonzawod modernizują już stare T-72A z lat 1979-85.
Ekspert Andriej Tarasenko zauważył, że w rosyjskich materiałach propagandowych pokazywane są właśnie te starsze maszyny, z charakterystycznym systemem obrony aktywnej – nomen omen – “Relikt”. Dla zwykłego widza to po prostu “czołgi”, dla fachowca – sygnał ostrego deficytu nowych czołgów w armii rosyjskiej.
Również analitycy OSINT oceniają, że Rosja straciła już ponad 4,3 tys. czołgów nowych typów, w tym prawie wszystkie T-80, a produkcja i naprawa nie są w stanie nadążyć za stratami. Dlatego do walki wysyłane są masowo – po niewielkim podrasowaniu – takie zabytki jak T-62 i T-54/55 – zobacz: Duch Morozowa wyłazi z pancernych trumien!
Zdaniem ekspertów, o ile Urałwagonzawod zdoła jeszcze w latach 2026-27 zapełnić linie produkcyjne remontując wspomniane stare T-72A, to Zakładom Pancernym w Omsku zabraknie T-72B już w tym roku i nie wiadomo, co zamierzają robić dalej.
Rosyjskie plany z jesieni 2025 roku przewidywały zmodernizowanie w ciągu 10 lat do standardu T-72BM3 blisko 830 czołgów, z czego 2/3 to właśnie obecne T-72A – pisze Frontelligence Insight.
Pytanie, czy Rosja jest w stanie to zrobić, gdyż wymaga to praktycznie całkowitej wymiany elektroniki, przeróbki napędu, mechanizmu ładowania i celowników, ustanowienia nowego systemu obrony aktywnej, a nawet wymiany elementów opancerzenia wieży i korpusu. Kolejne pytanie, to czy bieżące straty nie zjedzą tej produkcji szybciej, niż będzie się ona pojawiać.
A co z osławionymi przez propagandę rosyjską “najlepszymi czołgami świata” T-14 Armata? Prawie nikt ich na wojnie nie widział. Przywożone są tylko epizodycznie, żeby nakręcić z nimi materiał propagandowy, a potem wracają na tyły – zauważa National Interest.
Nawet szef rosyjskiej korporacji Rostech, Siergiej Czemezow przyznał, że czołgi te “są zbyt drogie, aby marnować je na wojnie”. Z tych samych powodów niemożliwa jest obecnie ich masowa produkcja. Eksperci wątpią też w “nadzwyczajne zdolności bojowe” tych maszyn, które mają szereg konstrukcyjnych usterek.
A dopóki czołgi te nie zostały realnie sprawdzone w walce, można je uznać bardziej za symbol pancernych ambicji Putina, niż za realną siłę na polu boju.
Patrząc wstecz można ocenić, że w pierwszym roku wojny Rosja straciła dużą część czołgów na własne życzenie z powodu błędów taktycznych. Przemieszczały się one zwartymi kolumnami, bez osłony z powietrza i przez piechotę, łatwo było je namierzyć, ich ruchy były przewidywalne. Dlatego tak często wpadały w zasadzki lub w całości trafiały w ręce armii ukraińskiej.
Potem głównymi “eksterminatorami czołgów” stały się drony i tak jest do dziś, pomimo ustanawiania przez Rosjan na czołgach najróżniejszych krat i dodatkowych blach. Obecnie armia ukraińska dokonuje miesięcznie 30-45 tys. uderzeń dronami FPV i planuje ich roczną produkcję na poziomie 4,5 mln (Rosja tylko 4 mln, wliczając Shahedy i bomby szybujące).
Tak więc wojna – dzięki dronom – całkowicie zmieniła taktykę użycia czołgów, które przestały być kluczowym narzędziem uderzeniowym, a stały się podatnym na trafienia celem, który trzeba maksymalnie maskować i chronić.
Nie ma już także wielkich szturmów pancernych, pozostały tylko szybkie skryte manewry typu “wystrzel i uciekaj”. Każdy rosyjski czołg, który próbuje walczyć “po staremu” kończy z wieżą urwaną w wyniku detonacji – pisze NSJ.
Zobacz także: Rosjanie bardzo się ucieszyli. Na krótko
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!