8/9 maja 1945 zakończyła się II wojna światowa w Europie. Ustały walki, skończyły się bombardowania, otwarto bramy obozów jenieckich… Niemcy kapitulowały. Jednak dla połowy Europy zaczynał się nowy okres zniewolenia, który trwać miał do roku 1989, a nawet – w przypadku nierosyjskich narodów ZSRS – do 1991.
Co to za zwycięstwo, które sankcjonuje utratę przez naród niepodległości? W kontekście obecnej rocznicy można mówić co najwyżej o zwycięstwie aliantów nad hitlerowskimi Niemcami, nad III Rzeszą, ale nie o zwycięstwie Polski.
Analogicznie, trudno zgodzić się z tymi, którzy upierają się, by wkroczenie wojsk sowieckich na ziemie II RP w latach 1944-45 opisywać, jako wyzwolenie. Podkreślmy wyraźnie: to była zamiana jednej okupacji na inną. Kto wie czy nie gorszą, bo stwarzają pewne pozory niepodległości Polski?
Przypomnijmy, że już pod koniec czerwca, a więc półtora miesiąca po majowym “zwycięstwie” 1945 roku powstaje w kraju zdominowany przez komunistów i ich akolitów Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Jedyny z polityków “londyńskich”, Stanisław Mikołajczyk pełni w nim rolę listka figowego.
W lipcu z kolei zaczyna się w Poczdamie trzecia z szeregu złowieszczo brzmiących konferencji pokojowych z udziałem zwycięzców: Stanów Zjednoczonych, Rosji Sowieckiej i słabszej nieco Wielkiej Brytanii. Konferencja ta przypieczętuje oddanie Polski i innych państw Europy Środkowo-Wschodniej w ręce Stalina.
Jednocześnie kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia) wracają jako republiki socjalistyczne na łono ZSRS. To samo dzieje się z okupowaną przez Niemcy do 1943 Białorusią i Ukrainą, powiększonymi o ziemie odebrane Polsce na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow. Zostają wchłonięte, jak gdyby nigdy nic.
Bo przecież najważniejsze, żeby można było spokojnie pić kawę w Paryżu, sączyć wino w Rzymie i chrupać shortbready w Londynie…
Prawda, milordzie?
Kresy24.pl
