• Ukraina
  • Białoruś
  • Rosja
  • Litwa
  • Region Bałtyku
  • Azja i Zakaukazie
  • Na Świecie
  • Historia i Wspomnienia
  • Kultura
  • Podróże po Kresach
  • Wyszukiwarka Kresowa
  • Kalendarium Kresów
    • Styczeń w Historii Kresów
    • Luty w Historii Kresów
    • Marzec w Historii Kresów
    • Kwiecień w Historii Kresów
    • Maj w Historii Kresów
    • Czerwiec w Historii Kresów
    • Lipiec w Historii Kresów
    • Sierpień w Historii Kresów
    • Wrzesień w Historii Kresów
    • Październik w Historii Kresów
    • Listopad w Historii Kresów
    • Grudzień w Historii Kresów
  • Polacy na Wschodzie
  • Biblioteka Kresowa
  • Kuchnia Kresowa
Kresy24.pl – Wschodnia Gazeta Codzienna
  • 18 maj 2026
  • Gazety i Czasopisma Kresowe
    • Archiwum Dziennika Kijowskiego
    • Archiwum Gazety Polskiej Bukowiny
    • Archiwum Głosu Polonii
    • Archiwum Głosu znad Niemna
    • Archiwum Kuriera Galicyjskiego
    • Archiwum Kwartalnika Echa Polesia
    • Archiwum Kwartalnika Krynica
    • Archiwum Magazynu Polskiego
    • Archiwum Monitora Wołyńskiego
    • Archiwum Mozaiki Berdyczowskiej
    • Archiwum pisma Nasze Drogi
    • Archiwum pisma Polacy Donbasu
    • Archiwum pisma Polonia Charkowa
    • Archiwum pisma Wołanie z Wołynia
    • Archiwum Polak na Łotwie
    • Archiwum Polaka Małego
    • Archiwum Polaka w Niemczech
    • Archiwum Słowa Polskiego
    • Archiwum Słowa Życia
    • Archiwum Tęczy Żytomierszczyzny
    • Archiwum Gazety Polak Mały
Kresy24.pl - Wschodnia Gazeta Codzienna
  • Ukraina
  • Białoruś
  • Rosja
  • Litwa
  • Region Bałtyku
  • Azja i Zakaukazie
  • Na Świecie
  • Historia i Wspomnienia
  • Kultura
  • Podróże po Kresach
  • Wyszukiwarka Kresowa
  • Kalendarium Kresów
    • Styczeń w Historii Kresów
    • Luty w Historii Kresów
    • Marzec w Historii Kresów
    • Kwiecień w Historii Kresów
    • Maj w Historii Kresów
    • Czerwiec w Historii Kresów
    • Lipiec w Historii Kresów
    • Sierpień w Historii Kresów
    • Wrzesień w Historii Kresów
    • Październik w Historii Kresów
    • Listopad w Historii Kresów
    • Grudzień w Historii Kresów
  • Polacy na Wschodzie
  • Biblioteka Kresowa
  • Kuchnia Kresowa
Home
Niepodległość

Bitwa Warszawska: Piłsudski kontra Tuchaczewski

15 sie 2020

W sierpniu 1920 roku armie bolszewickie dotarły w pobliże Warszawy. Porażał impet ich ofensywy i tempo odwrotu Polaków. Czerwonoarmiści pokonali ponad 600 km w niespełna półtora miesiąca. A przecież jeszcze w kwietniu polskie dywizje stały nad Dnieprem i Berezyną. W Józefie Piłsudskim, zdobywcy Kijowa, widziano wodza, który podążył szlakiem Bolesława Chrobrego, hetmana na miarę Chodkiewicza i Sobieskiego. Teraz karta się odwróciła: zdawało się, że katastrofa jest nieuchronna i Michaił Tuchaczewski ‒ okrzyknięty już „czerwonym Bonapartem” i „demonem wojny domowej” ‒ zatriumfuje.

Krytyka pod adresem Piłsudskiego osią­gnęła szczyt. Jako wódz naczelny i na­czelnik państwa ponosił odpowiedzial­ność za krytyczną sytuację, w której zna­lazła się Polska. Przeciwnicy polityczni, zwłaszcza endecy, zapomnieli już o jego sukcesach sprzed kilku miesię­cy. Wytykano mu, że skupił w swych rękach pełnię wła­dzy i zaprowadził kraj na krawędź przepaści. W istocie naczelnik państwa musiał się pożegnać z marzeniami o rozcięciu Rosji wzdłuż szwów narodowościowych. Te­raz rozgrywka szła o najwyższą stawkę ‒ istnienie Polski. Ostatnie słowo należało jednak do Piłsudskiego.

Na przełomie lipca i sierpnia 1920 roku, kiedy ar­mie dowodzonego przez Tuchaczewskiego Frontu Za­chodniego dotarły do Bugu, w ich szeregach dojrzewał już kryzys. Kampania nadwerężyła ich siły, impet ofensywy mocno osłabł. Wprawdzie dotychczasowe próby wojsk polskich powstrzymania bolszewickiej nawałnicy ‒ na linii okopów niemieckich z czasów wojny i Niemnie ‒ spaliły na panewce, ale walki pod Grodnem i Wołkowyskiem pokazały, że morale żoł­nierza polskiego zaczyna się odradzać. Dowódcy pol­scy zaczęli rozumieć, jakie korzyści w obronie przyno­szą działania manewrowe.

Sytuację Tuchaczewskiego komplikowało rozcią­gnięcie linii komunikacyjnych, które uniemożliwiało skutecznie zaopatrywanie jednostek frontowych. Je­den z dowódców bolszewickich bez ogródek opisywał chaos w swoich szeregach: „Całe tyły nieprawdopodobnie rozciągnęły się, została utracona z nimi łączność, składy amunicyjne były puste, radiostacje nie działały, lotnictwo było w stanie wspomóc armię, ale do zorganizowania ich baz potrzeba było linii kolejowych. W końcu najważniejsze: wyczerpana konnica odmawiała służby, a pułki piechoty z powodu strat przypominały bataliony i kompanie. Linie kolejowe, mimo że pospiesznie odbudowywane, nie były w stanie poradzić sobie z nawałq transportów. Zadanie planowego zaopatrzenia i ewakuacji było skrajnie utrud­nione”. Główne składy amunicji i prowiantu dla Armii Czerwonej znajdowały się aż w Smoleńsku i Witeb­sku, parki artyleryjskie w Mińsku, w którym urzędo­wało także dowództwo Frontu Zachodniego. Stamtąd Tuchaczewski, oddalony kilkaset kilometrów od swo­ich armii, dowodził, a raczej próbował dowodzić, operacjami nad Bugiem, Narwią i Wisłą. W obliczu problemów z łącznością i transportem była to wielka lekkomyślność. Wprawdzie na Białorusi bolszewicy kontrolo­wali dwie linie kolejowe (z Połocka przez Mołodeczno, Lidę i dalej na Warszawę oraz ze Smoleńska przez Mińsk, Brześć Litewski do Siedlec), ale stan taboru kolejowego, zdewa­stowanego w czasie wojny do­mowej, uniemożliwiał sprawne posiłkowanie frontu.

Brak współdziałania Frontu Południowo-Zachodniego, którego oddziały mimo wyraźnych roz­kazów Siergieja Kamieniewa, przewodniczącego Wojenno-Rewolucyjnej Rady Republiki Radzieckiej, czyli głównodowodzącego Armii Czerwonej, nie spieszyły się z udzieleniem pomocy Tuchaczewskiemu, potęgował je­go trudności.

W tej sytuacji brawura Tuchaczewskiego wręcz po­raża. Ten podówczas dwudziestosiedmioletni były ofi­cer armii carskiej prowadził kampanię według wzo­rów rosyjskiej wojny domowej, gdzie operacje wyko­nywano pospiesznie, najczęściej bez dostatecznego przygotowania. Wprawdzie Lew Trocki wyrażał się o nim w superlatywach (nazywał go jednym z lep­szych komandarmów i wychwalał jego talent strate­giczny), ale przy okazji nie omieszkał wytknąć mu, że „niedostatecznie oceniał sytuację wojenną, a w jego strate­gii widać było wyraźny element awanturnictwa”. Interesu­jącą charakterystykę Tuchaczewskiego sformułował także jego główny przeciwnik Józef Piłsudski: „Sprawia on na mnie wrażenie wodza skłonnego do myślenia abs­trakcyjnego, lecz obdarzonego wolą, energią i rzadko spo­tykaną u ludzi uporczywością w pracy według zakreślo­nych przez siebie metod. Wodzowie tacy rzadko są zdolni do szerszej analizy, gdyż związują się ‒ że tak powiem ‒ całym swoim jestestwem wyłącznie ze swoim jedynie zadaniem, lecz to daje gwarancję, że wziętą na siebie pracę bę­dą wykonywać bez wahania, i jeżeli p. Tuchaczewski dla tego wyłącznego zajęcia się sobą może znaleźć w tym, że w wojnie z Polską wyznaczono mu główną rolę, to jednak ‒ a powtarzam to po raz drugi ‒ ta niechęć czy nieumie­jętność analizy sytuacji na całym froncie niechybnie zwęziła znacznie horyzont jego myślenia w ciągu całej kampanii dowodzonej przez niego”.

Jak Tuchaczewski pojmował strategię? Nieco na ten temat można znaleźć w artykule, który napisał w 1919 roku podczas walk na Syberii: „Jak wykorzy­stać liczebność wojsk, żeby wyzyskać maksimum siły ude­rzenia? Odpowiedź jest jedna ‒ zaatakować wszystkimi wojskami, nie pozostawiając w rezerwie ani jednego bagnetu […]. Kiedy mó­wię „nie pozostawiać ani jednego bagnetu”, myślę o rezerwie strate­gicznej pozostawianej przez dowódcę, jakby powiedzieć,  na wszelki wypadek, kiedy przeciw­nik podejmie coś zaskakującego i na jakimś odcinku frontu wyma­gane są posiłki”.

Z decyzji, jakie podjął w czasie kampanii 1920 roku, można wy­wnioskować, że owa koncepcja stała się dla niego dogmatem, bez względu na złe doświad­czenia i trudności. Przykład pierwszy z brzegu: świeżo po objęciu dowództwa Frontu Zachodniego w czasie pierwszej, nieudanej ofensywy w maju 1920 roku przeciwko polskiemu Frontowi Północno-Wschodniemu gen. Szeptyckiego podjął działa­nia świadomy słabego przygotowania swoich wojsk. Można by powiedzieć: pierwsze koty za płoty, roz­poznanie bojem, sprawdzenie sił własnych i prze­ciwnika albo próba zmuszenia Polaków do przerzu­cenia wojsk z Ukrainy. Coś tu jednak nie gra. Tucha­czewski już w maju mierzył wyżej.

Przebieg ofensywy lipcowej ‒ mimo że lepiej przygotowanej ‒ także pozostawiał wiele do życze­nia. Tuchaczewskiemu nie udało się osiągnąć głów­nego celu, a więc rozbicia polskich armii już na Bia­łorusi, ale wobec błyskawicznych postępów swoich wojsk i demoralizacji w polskich szeregach uważał zapewne, że szczęśliwa gwiazda wciąż nad nim świe­ci. W końcu, gdy jego dywizje stały już nad Wisłą, nie przejął się wyraźnym kryzysem, który je ogarnął, brakiem rezerw i ‒ co gorsza ‒ informacjami o pol­skiej kontrofensywie. Nadal uporczywie liczył na polski proletariat i chłopów, którzy mieli wzniecić rewolucję za Wisłą i dopomóc Armii Czerwonej w rozbiciu „pańskiej Polski”. Tak czy inaczej, za­miast dowodzić z Mińska, powinien być bliżej swo­ich wojsk, wtedy może szybciej zdałby sobie sprawę z nadciągającej klęski.

W lipcu i sierpniu 1920 roku polski wywiad funk­cjonował bardzo dobrze. Bodaj najważniejsze informa­cje pochodziły z nasłuchu radiowego. Bolszewicy nie wiedzieli, że ich zaszyfrowane depesze są odczytywane bez trudności. Dzięki temu m.in. dowództwo polskie znało rozkład i liczebność sił bolszewickich, plany ude­rzenia na Warszawę i ‒ co najważniejsze ‒ fakt osłabie­nia lewego skrzydła frontu Tuchaczewskiego.

Nadto analizy Oddziału II Sztabu Generalnego po­kazywały, że nie taki bolszewicki diabeł straszny, jak go malują: „Cała prasa sowiecka, wszystkie wy­dawnictwa, mityngi i obchody, punkty agi­tacyjne na stacjach węzłowych dla przyjeż­dżających transporterów wpajały w żołnie­rza idą wyzwolenia ludu Polski od rozkłada­jącej się „jaśniepańskiej władzy” i zdemoralizo­wanej „jaśniepańskiej armii””. Łudzono ich obietnicami łatwego sukcesu, wmawia­no gotowość całej włościańskiej i ro­botniczej Polski do czynnego popar­cia armii sowieckiej w jej „oswabadzającym dziele”. To spowodowało, że w planach dowódców sowiec­kich zaczęła dominować „brawura, iście rewolucyjne decyzje i plany”, a Ar­mia Czerwona stawała się „bańką złudzeń wypełnioną zamiast rezerwa­mi, atmosferą agitacji”. Człowiekiem, który wyciągnął z  tego  wnioski i przekuł je w czyn, był naczelny wódz Józef Piłsudski.

Niewyjaśniona pozostaje spra­wa autorstwa planu kontruderzenia, które w drugiej połowie sierpnia rozbiło siły sowieckie stojące u wrót Warsza­wy. Przeważa opinia, że jego idea i założenia były dziełem Piłsudskiego, a gen. Tadeusz Rozwadowski, szef Sztabu Generalnego, opracował go w szczegó­łach. Naczelny wódz szukał definitywnego rozstrzy­gnięcia: uważał, że w obliczu zagrożonego istnienia państwa na nic zdałyby się lokalne sukcesy, które je­dynie odsunęłyby katastrofę w czasie. Rozwadowski, doświadczony sztabowiec, opracował plan, który odpowiadał zamierzeniom przełożonego. Uderzenie znad Wieprza w osłabione lewe skrzydło Tuchaczew­skiego miało je rozbić, co umożliwiłoby wyjście na tyły wojsk bolszewickich. W realizację planu osobi­ście zaangażował się Piłsudski, który objął dowódz­two grupy uderzeniowej znad Wieprza.

Józef Piłsudski miał wtedy 52 lata. Przed pierwszą wojną światową był czołowym działaczem Polskiej Par­tii Socjalistycznej. Całej jego karierze polityczno-wojskowej nieodmiennie przyświecała jedna idea: przy­wrócić Polsce niepodległość. Nie zaniedbał żadnej okazji: w czasie wojny rosyjsko-japońskiej podjął kontakty z Japończykami, kilka lat później z Austriakami, którzy umożliwili mu na terenie Galicji szkolenie polskich kadr wojskowych. W 1914 roku przyczynił się do utworzenia Legionów Polskich (stanął na czele I Bryga­dy) i powołał tajną Polską Organizację Wojskową. W 1917 roku, kiedy odmówił złożenia przysięgi na wierność cesarzom Niemiec i Austrii, Legiony rozwiąza­no, a Piłsudskiego internowano w Magdeburgu. Naj­cięższej próbie został jednak poddany w 1920 roku.

Do realizacji planu uderzenia znad Wieprza Piłsudski zabrał się kompleksowo. Przejmując dowództwo nad grupą uderzeniową, zreorganizował system do­wodzenia:  utworzył Kwaterę Główną Naczelnego Wodza, co ułatwiło mu bezpośrednie prowadzenie operacji podległych mu oddziałów, a za pośrednic­twem nadzorującego pracę Sztabu Generalnego gen. Rozwadowskiego ‒ kierowanie działaniami na po­zostałych odcinkach frontu. Ten system do­wodzenia w czasie bitwy warszawskiej doskonale zdał egzamin. Taką elastycz­ność zastosowano także w innych jed­nostkach, np. gen. Edward Rydz-Śmigły, dowódca Frontu Środkowe­go i grupy uderzeniowej 3. Armii, ze swojego sztabu wydzielił sztab lotny. Dalej już pozostała wiara w siebie i zwycięstwo.

W krytycznych dniach sierpnio­wych Piłsudski wykazał się imponu­jącą ruchliwością i energią: wraz z punktem dowodzenia przemierzył drogę od Puław do Siedlec, nadzoru­jąc swoich podkomendnych, niemal pa­trząc im na ręce. Między 13 a 26 sierpnia wraz z szefem swojego sztabu płk. Julianem Stachiewiczem wydał blisko 440 rozkazów, dyrektyw i wy­tycznych. Jego obecność w bezpośredniej bliskości frontu miała także ogromny wpływ na morale żołnie­rzy. Na marginesie, 12 sierpnia Piłsudski, wyjeżdżając na front, złożył na ręce premie­ra Witosa rezygnację ze stanowiska naczelnika pań­stwa i naczelnego wodza, pozostawiając mu swobodę co do daty jej ogłoszenia. Motywował to trudną sytu­acją, w jakiej znalazła się ojczyzna, i niechęcią do uczestniczenia w ewentualnych rozmowach pokojowych z bolszewikami. Jednak to niecała prawda: przebywa­jąc w strefie działań wojennych, liczył się z ryzykiem śmierci, na wszelki wypadek więc, aby uniknąć propa­gandowego wykorzystania jej przez wroga, dowodził wojskiem jedynie jako wysoki stopniem oficer. Na szczęście nic złego się nie stało i kilkanaście dni póź­niej całą sprawę uznano za niebyłą.

Zupełnie inaczej było u bolszewików. Dowodzenie Tuchaczewskiego „na radar” naśladowało wielu z jego dowódców. 7 sierpnia podczas wiecu żołnierskiego w jednej z brygad, czerwonoarmistów do boju zagrze­wał dowódca 21. Dywizji niejaki Smoleń. Żołnierze niemal go wygwizdali, wykrzykując: „Łatwo wojować o dwadzieścia wiorst w tyle”.

Klęska w wojnie z Polską wywarła duże wrażenie na korpusie oficerskim Armii Czerwonej. Nikołaj Kakurin i Władimir Mielikow, wykładowcy Katedry Taktyki Ogólnej w Akademii Wojennej Robomiczo-Chłopskiej Armii Czerwonej im. Frunzego, w książce poświęconej wojnie polsko-bolszewickiej („Grażdanskaja wojna w Rossii: wojna z biełopolakami”, Moskwa 1930) dobit­nie uzasadnili celowość podejmowania tej tematyki: „Ponieśliśmy klęskę. Ale nic tak przemożnie i gruntownie nie skłania do nauki jak porażki. Należy tylko uważnie je ana­lizować i przygotowywać się do przyszłych bitew wyposażo­nym w wiedzę wojskową”. Ich studium, gruntowne i oparte na bogatej kwerendzie archiwalnej, było kolejną pracą, w której analizowano doświadczenia z kam­panii polskiej. Wcześniej swoje wspomnienia z wojny 1920 roku wydali inni dowódcy: Borys Szaposznikow i Jewgienij Siergiejew.

W lutym 1923 roku Tuchaczewski wygłosił w Akademii im. Frunzego serię wykładów, które na jesieni opublikowano w broszurze „Pochód za Wisłę”. Klęskę 1920 roku uzasadnił następująco: „Zasadniczy wniosek z naszej kampanii r. 1920 jest taki, że przegrała ją nie polityka, ale strategia. […] Za zasadniczą przyczy­nę nieudania się operacji należy uznać za mało poważny stosunek do zagadnień przygotowania dowództwa wojsko­wego. Środków technicznych brakło głównie dlatego, że nie zwrócono na nie należytej uwagi. Dalej, brak przygo­towania niektórych naszych wyższych dowódców czynił niemożliwym poprawianie na miejscu braków dowodze­nia technicznego. W chwili decydującego starcia rozejście się prawie pod kątem prostym głównych sił Frontów Za­chodniego i Południowo-Zachodniego przesądziło o nie­powodzeniu właśnie w tej chwili, kiedy Front Zachodni był wciągnięty w ofensywę nad Wisłą”. Analiza trafna, choć dość mętna. Wszystkim ‒ najwyraźniej nie wy­łączając siebie ‒ dołożył mniej więcej po równo. Jednak na szczególną uwagę zasługuje ostatnie zdanie: to zawoalowany atak na Józefa Stalina, który jako ko­misarz polityczny Frontu Południowo-Zachodniego ponosił odpowiedzialność za owo „rozejście się prawie pod kątem prostym głównych sił frontów”. Stalin nie wy­baczył Tuchaczewskiemu. Choć do zamordowania go w 1938 roku, na fali wielkiej czystki w korpusie ofi­cerskim, zapewne nie popchnęła go wyłącznie ze­msta za ową krytykę, jedno nie ulega wątpliwości: w wydarzeniach roku 1920 należy się doszukiwać początku nienawiści Stalina do komandarma. Na­wiasem mówiąc, wspomniani Kakurin i Mielikow, którzy w ocenie klęski 1920 roku sformułowali takie same wnioski jak Tuchaczewski, także padli ofiarą re­presji. W latach trzydziestych w ZSRR mówienie prawdy było już samobójstwem. Kakurin w 1936 ro­ku nie przeżył tortur enkawudzistów, Mielikow został w czasie drugiej wojny światowej oskarżony o szpie­gostwo na rzecz Niemiec i zamordowany w 1942 lub 1946 roku.

W 1924 roku Piłsudski w broszurze „Rok 1920” pod­jął polemikę z tezami Tuchaczewskiego zawartymi w „Pochodzie za Wisłę. Paradoksalnie, praca Marszałka spotkała się żywymi reakcjami przede wszystkim w Polsce. Powód był oczywisty: celem Piłsudskiego była nie tylko odpowiedź Tuchaczewskiemu, ale za­atakowanie kilku generałów, którzy w 1920 roku wy­stępowali przeciwko jego koncepcjom strategicznym, po wojnie zaś stali się jego przeciwnikami polityczny­mi. Najdotkliwiej uderzył w Stanisława Szeptyckiego, Władysława Sikorskiego i Józefa Hallera. W swoich książkach zdyskredytowali oni wartość pracy Piłsud­skiego, pisząc, że „jest bezprzykładnie subiektywna i od początku do końca przepojona wybujałą miłością własną, poniża osobistą godność generałów i nie jest ani historią tej kampanii […], ani elaboratem naukowo-strategicznym”. Był to także spór pokoleniowo-rodowodowy, który podówczas wyraźnie wyznaczał podziały w Wojsku Polskim: „starzy” oficerowie z wykształceniem akade­mickim, wywodzący się z armii zaborczych, kontra „młodzi” ‒ legioniści i samoucy. Patronem tych ostat­nich był ‒ rzecz jasna ‒ Piłsudski.

Wojna polsko-bolszewicka dowiodła, że rację miał Piłsudski. Przy mocno ograniczonych siłach od­radzającego się państwa i w obliczu rozległego teatru działań wojennych sukces zapewniały jedynie ma­newr (np. atak na odsłoniętą flankę przeciwnika) i ruchliwość wojska. Zresztą jak inaczej można było wygrać z przeciwnikiem wyraźnie silniejszym, które­go dowódcy ‒ sztandarowym przykładem Tucha­czewski i dowodzący Konarmią Budionny ‒ prefero­wali agresywny styl walki? Rok 1920 obfitował w gwałtowne zmiany sytuacji. Przez długi czas wy­grywał Tuchaczewski, aby przegrać po jednym kontrującym ciosie Piłsudskiego.

Opr. TB

fot. Jerzy Kossak, „Cud nad Wisłą”

< Idź pod prąd Zobacz inny >
Ważne? Ciekawe? Podaj dalej:

Nie przegap w tym temacie:

„Semper Fidelis”. Bohaterowie obrony Lwowa (II) Tadeusz Jordan-Rozwadowski„Semper Fidelis”. Bohaterowie obrony Lwowa (II) Tadeusz Jordan-Rozwadowski Biały orzeł i złoty lew. Wojna polsko-ukraińska 1918-1919Biały orzeł i złoty lew. Wojna polsko-ukraińska 1918-1919 Sierpień 1920. Już brakowało sił, a nagle „jak gdyby przypięli skrzydła”…Sierpień 1920. Już brakowało sił, a nagle „jak gdyby przypięli skrzydła”…
  • Tagi
  • Bitwa Warszawska
  • Haller
  • II Rzeczpospolita
  • Piłsudski
  • Rozwadowski
  • Tuchaczewski
  • wojna
  • wojna polsko-bolszewicka

1 komentarz

  1. Batiar
    15 sierpnia 2020 o 11:57 Odpowiedz

    Piłsudski nie zdobył Kijowa tylko zajął bez walki miasto z którego wcześniej wycofała się XII armia. 12 sierpnia 1920 złożył na ręce premiera Witosa dymisję ze stanowisk Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Po południu Piłsudski opuścił armię i pojechał do córek i przyszłej żony które były w Bobowej. Na front powrócił dopiero 17 sierpnia, kiedy Wojsko Polskie pod dowództwem generała Rozwadowskiego rozbiło wojska sowieckie.

Dodaj swój komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Uwaga! Komentarze naruszające prawo będą usuwane, a dane autorów - przekazywane organom ścigania.

Najnowsze wiadomości
Andrzej Poczobut uwolniony!

Andrzej Poczobut uwolniony!

Kresy24.pl zawieszają działalność. Mimo milionów czytelników. Oto powód

Kresy24.pl zawieszają działalność. Mimo milionów czytelników. Oto powód

Trump: Z niecierpliwością czekam na Łukaszenkę w USA

Trump: Z niecierpliwością czekam na Łukaszenkę w USA

Burza po słowach prezesa: Rheinmetall tłumaczy się Ukraińcom

Burza po słowach prezesa: Rheinmetall tłumaczy się Ukraińcom

MSZ RP: Nigdy nie zaakceptujemy Białorusi jako części ruskiego miru

MSZ RP: Nigdy nie zaakceptujemy Białorusi jako części ruskiego miru

Zdrada i terroryzm. Fico ma poważne kłopoty

Zdrada i terroryzm. Fico ma poważne kłopoty

W Rosji zabierają ludziom wypłaty! Potrzebne na wojnę

W Rosji zabierają ludziom wypłaty! Potrzebne na wojnę

Poparcie dla Putina ostro w dół! Najgorszy wynik od początku wojny

Poparcie dla Putina ostro w dół! Najgorszy wynik od początku wojny

W ruskim mirze bez zmian. Zamiast leku na raka, ulepszyli narzędzie zabijania. Już produkują

W ruskim mirze bez zmian. Zamiast leku na raka, ulepszyli narzędzie zabijania. Już produkują

Ukraina i Arabia Saudyjska zawarły porozumienie wojskowe

Ukraina i Arabia Saudyjska zawarły porozumienie wojskowe

Zmień ustawienia cookies
© Kresy24.pl 2018. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.  Kontakt | Polityka prywatności
Produkcja: Fundacja Wolność i Demokracja