• Ukraina
  • Białoruś
  • Rosja
  • Litwa
  • Region Bałtyku
  • Azja i Zakaukazie
  • Na Świecie
  • Historia i Wspomnienia
  • Kultura
  • Podróże po Kresach
  • Wyszukiwarka Kresowa
  • Kalendarium Kresów
    • Styczeń w Historii Kresów
    • Luty w Historii Kresów
    • Marzec w Historii Kresów
    • Kwiecień w Historii Kresów
    • Maj w Historii Kresów
    • Czerwiec w Historii Kresów
    • Lipiec w Historii Kresów
    • Sierpień w Historii Kresów
    • Wrzesień w Historii Kresów
    • Październik w Historii Kresów
    • Listopad w Historii Kresów
    • Grudzień w Historii Kresów
  • Polacy na Wschodzie
  • Biblioteka Kresowa
  • Kuchnia Kresowa
Kresy24.pl
  • 29 cze 2026
  • Gazety i Czasopisma Kresowe
    • Archiwum Dziennika Kijowskiego
    • Archiwum Gazety Polskiej Bukowiny
    • Archiwum Głosu Polonii
    • Archiwum Głosu znad Niemna
    • Archiwum Kuriera Galicyjskiego
    • Archiwum Kwartalnika Echa Polesia
    • Archiwum Kwartalnika Krynica
    • Archiwum Magazynu Polskiego
    • Archiwum Monitora Wołyńskiego
    • Archiwum Mozaiki Berdyczowskiej
    • Archiwum pisma Nasze Drogi
    • Archiwum pisma Polacy Donbasu
    • Archiwum pisma Polonia Charkowa
    • Archiwum pisma Wołanie z Wołynia
    • Archiwum Polak na Łotwie
    • Archiwum Polaka Małego
    • Archiwum Polaka w Niemczech
    • Archiwum Słowa Polskiego
    • Archiwum Słowa Życia
    • Archiwum Tęczy Żytomierszczyzny
Kresy24.pl
  • Ukraina
  • Białoruś
  • Rosja
  • Litwa
  • Region Bałtyku
  • Azja i Zakaukazie
  • Na Świecie
  • Historia i Wspomnienia
  • Kultura
  • Podróże po Kresach
  • Wyszukiwarka Kresowa
  • Kalendarium Kresów
    • Styczeń w Historii Kresów
    • Luty w Historii Kresów
    • Marzec w Historii Kresów
    • Kwiecień w Historii Kresów
    • Maj w Historii Kresów
    • Czerwiec w Historii Kresów
    • Lipiec w Historii Kresów
    • Sierpień w Historii Kresów
    • Wrzesień w Historii Kresów
    • Październik w Historii Kresów
    • Listopad w Historii Kresów
    • Grudzień w Historii Kresów
  • Polacy na Wschodzie
  • Biblioteka Kresowa
  • Kuchnia Kresowa
Home
Niepodległość

Bitwa Warszawska: Piłsudski kontra Tuchaczewski

15 sie 2020

W sierpniu 1920 roku armie bolszewickie dotarły w pobliże Warszawy. Porażał impet ich ofensywy i tempo odwrotu Polaków. Czerwonoarmiści pokonali ponad 600 km w niespełna półtora miesiąca. A przecież jeszcze w kwietniu polskie dywizje stały nad Dnieprem i Berezyną. W Józefie Piłsudskim, zdobywcy Kijowa, widziano wodza, który podążył szlakiem Bolesława Chrobrego, hetmana na miarę Chodkiewicza i Sobieskiego. Teraz karta się odwróciła: zdawało się, że katastrofa jest nieuchronna i Michaił Tuchaczewski ‒ okrzyknięty już „czerwonym Bonapartem” i „demonem wojny domowej” ‒ zatriumfuje.

Krytyka pod adresem Piłsudskiego osią­gnęła szczyt. Jako wódz naczelny i na­czelnik państwa ponosił odpowiedzial­ność za krytyczną sytuację, w której zna­lazła się Polska. Przeciwnicy polityczni, zwłaszcza endecy, zapomnieli już o jego sukcesach sprzed kilku miesię­cy. Wytykano mu, że skupił w swych rękach pełnię wła­dzy i zaprowadził kraj na krawędź przepaści. W istocie naczelnik państwa musiał się pożegnać z marzeniami o rozcięciu Rosji wzdłuż szwów narodowościowych. Te­raz rozgrywka szła o najwyższą stawkę ‒ istnienie Polski. Ostatnie słowo należało jednak do Piłsudskiego.

Na przełomie lipca i sierpnia 1920 roku, kiedy ar­mie dowodzonego przez Tuchaczewskiego Frontu Za­chodniego dotarły do Bugu, w ich szeregach dojrzewał już kryzys. Kampania nadwerężyła ich siły, impet ofensywy mocno osłabł. Wprawdzie dotychczasowe próby wojsk polskich powstrzymania bolszewickiej nawałnicy ‒ na linii okopów niemieckich z czasów wojny i Niemnie ‒ spaliły na panewce, ale walki pod Grodnem i Wołkowyskiem pokazały, że morale żoł­nierza polskiego zaczyna się odradzać. Dowódcy pol­scy zaczęli rozumieć, jakie korzyści w obronie przyno­szą działania manewrowe.

Sytuację Tuchaczewskiego komplikowało rozcią­gnięcie linii komunikacyjnych, które uniemożliwiało skutecznie zaopatrywanie jednostek frontowych. Je­den z dowódców bolszewickich bez ogródek opisywał chaos w swoich szeregach: „Całe tyły nieprawdopodobnie rozciągnęły się, została utracona z nimi łączność, składy amunicyjne były puste, radiostacje nie działały, lotnictwo było w stanie wspomóc armię, ale do zorganizowania ich baz potrzeba było linii kolejowych. W końcu najważniejsze: wyczerpana konnica odmawiała służby, a pułki piechoty z powodu strat przypominały bataliony i kompanie. Linie kolejowe, mimo że pospiesznie odbudowywane, nie były w stanie poradzić sobie z nawałq transportów. Zadanie planowego zaopatrzenia i ewakuacji było skrajnie utrud­nione”. Główne składy amunicji i prowiantu dla Armii Czerwonej znajdowały się aż w Smoleńsku i Witeb­sku, parki artyleryjskie w Mińsku, w którym urzędo­wało także dowództwo Frontu Zachodniego. Stamtąd Tuchaczewski, oddalony kilkaset kilometrów od swo­ich armii, dowodził, a raczej próbował dowodzić, operacjami nad Bugiem, Narwią i Wisłą. W obliczu problemów z łącznością i transportem była to wielka lekkomyślność. Wprawdzie na Białorusi bolszewicy kontrolo­wali dwie linie kolejowe (z Połocka przez Mołodeczno, Lidę i dalej na Warszawę oraz ze Smoleńska przez Mińsk, Brześć Litewski do Siedlec), ale stan taboru kolejowego, zdewa­stowanego w czasie wojny do­mowej, uniemożliwiał sprawne posiłkowanie frontu.

Brak współdziałania Frontu Południowo-Zachodniego, którego oddziały mimo wyraźnych roz­kazów Siergieja Kamieniewa, przewodniczącego Wojenno-Rewolucyjnej Rady Republiki Radzieckiej, czyli głównodowodzącego Armii Czerwonej, nie spieszyły się z udzieleniem pomocy Tuchaczewskiemu, potęgował je­go trudności.

W tej sytuacji brawura Tuchaczewskiego wręcz po­raża. Ten podówczas dwudziestosiedmioletni były ofi­cer armii carskiej prowadził kampanię według wzo­rów rosyjskiej wojny domowej, gdzie operacje wyko­nywano pospiesznie, najczęściej bez dostatecznego przygotowania. Wprawdzie Lew Trocki wyrażał się o nim w superlatywach (nazywał go jednym z lep­szych komandarmów i wychwalał jego talent strate­giczny), ale przy okazji nie omieszkał wytknąć mu, że „niedostatecznie oceniał sytuację wojenną, a w jego strate­gii widać było wyraźny element awanturnictwa”. Interesu­jącą charakterystykę Tuchaczewskiego sformułował także jego główny przeciwnik Józef Piłsudski: „Sprawia on na mnie wrażenie wodza skłonnego do myślenia abs­trakcyjnego, lecz obdarzonego wolą, energią i rzadko spo­tykaną u ludzi uporczywością w pracy według zakreślo­nych przez siebie metod. Wodzowie tacy rzadko są zdolni do szerszej analizy, gdyż związują się ‒ że tak powiem ‒ całym swoim jestestwem wyłącznie ze swoim jedynie zadaniem, lecz to daje gwarancję, że wziętą na siebie pracę bę­dą wykonywać bez wahania, i jeżeli p. Tuchaczewski dla tego wyłącznego zajęcia się sobą może znaleźć w tym, że w wojnie z Polską wyznaczono mu główną rolę, to jednak ‒ a powtarzam to po raz drugi ‒ ta niechęć czy nieumie­jętność analizy sytuacji na całym froncie niechybnie zwęziła znacznie horyzont jego myślenia w ciągu całej kampanii dowodzonej przez niego”.

Jak Tuchaczewski pojmował strategię? Nieco na ten temat można znaleźć w artykule, który napisał w 1919 roku podczas walk na Syberii: „Jak wykorzy­stać liczebność wojsk, żeby wyzyskać maksimum siły ude­rzenia? Odpowiedź jest jedna ‒ zaatakować wszystkimi wojskami, nie pozostawiając w rezerwie ani jednego bagnetu […]. Kiedy mó­wię „nie pozostawiać ani jednego bagnetu”, myślę o rezerwie strate­gicznej pozostawianej przez dowódcę, jakby powiedzieć,  na wszelki wypadek, kiedy przeciw­nik podejmie coś zaskakującego i na jakimś odcinku frontu wyma­gane są posiłki”.

Z decyzji, jakie podjął w czasie kampanii 1920 roku, można wy­wnioskować, że owa koncepcja stała się dla niego dogmatem, bez względu na złe doświad­czenia i trudności. Przykład pierwszy z brzegu: świeżo po objęciu dowództwa Frontu Zachodniego w czasie pierwszej, nieudanej ofensywy w maju 1920 roku przeciwko polskiemu Frontowi Północno-Wschodniemu gen. Szeptyckiego podjął działa­nia świadomy słabego przygotowania swoich wojsk. Można by powiedzieć: pierwsze koty za płoty, roz­poznanie bojem, sprawdzenie sił własnych i prze­ciwnika albo próba zmuszenia Polaków do przerzu­cenia wojsk z Ukrainy. Coś tu jednak nie gra. Tucha­czewski już w maju mierzył wyżej.

Przebieg ofensywy lipcowej ‒ mimo że lepiej przygotowanej ‒ także pozostawiał wiele do życze­nia. Tuchaczewskiemu nie udało się osiągnąć głów­nego celu, a więc rozbicia polskich armii już na Bia­łorusi, ale wobec błyskawicznych postępów swoich wojsk i demoralizacji w polskich szeregach uważał zapewne, że szczęśliwa gwiazda wciąż nad nim świe­ci. W końcu, gdy jego dywizje stały już nad Wisłą, nie przejął się wyraźnym kryzysem, który je ogarnął, brakiem rezerw i ‒ co gorsza ‒ informacjami o pol­skiej kontrofensywie. Nadal uporczywie liczył na polski proletariat i chłopów, którzy mieli wzniecić rewolucję za Wisłą i dopomóc Armii Czerwonej w rozbiciu „pańskiej Polski”. Tak czy inaczej, za­miast dowodzić z Mińska, powinien być bliżej swo­ich wojsk, wtedy może szybciej zdałby sobie sprawę z nadciągającej klęski.

W lipcu i sierpniu 1920 roku polski wywiad funk­cjonował bardzo dobrze. Bodaj najważniejsze informa­cje pochodziły z nasłuchu radiowego. Bolszewicy nie wiedzieli, że ich zaszyfrowane depesze są odczytywane bez trudności. Dzięki temu m.in. dowództwo polskie znało rozkład i liczebność sił bolszewickich, plany ude­rzenia na Warszawę i ‒ co najważniejsze ‒ fakt osłabie­nia lewego skrzydła frontu Tuchaczewskiego.

Nadto analizy Oddziału II Sztabu Generalnego po­kazywały, że nie taki bolszewicki diabeł straszny, jak go malują: „Cała prasa sowiecka, wszystkie wy­dawnictwa, mityngi i obchody, punkty agi­tacyjne na stacjach węzłowych dla przyjeż­dżających transporterów wpajały w żołnie­rza idą wyzwolenia ludu Polski od rozkłada­jącej się „jaśniepańskiej władzy” i zdemoralizo­wanej „jaśniepańskiej armii””. Łudzono ich obietnicami łatwego sukcesu, wmawia­no gotowość całej włościańskiej i ro­botniczej Polski do czynnego popar­cia armii sowieckiej w jej „oswabadzającym dziele”. To spowodowało, że w planach dowódców sowiec­kich zaczęła dominować „brawura, iście rewolucyjne decyzje i plany”, a Ar­mia Czerwona stawała się „bańką złudzeń wypełnioną zamiast rezerwa­mi, atmosferą agitacji”. Człowiekiem, który wyciągnął z  tego  wnioski i przekuł je w czyn, był naczelny wódz Józef Piłsudski.

Niewyjaśniona pozostaje spra­wa autorstwa planu kontruderzenia, które w drugiej połowie sierpnia rozbiło siły sowieckie stojące u wrót Warsza­wy. Przeważa opinia, że jego idea i założenia były dziełem Piłsudskiego, a gen. Tadeusz Rozwadowski, szef Sztabu Generalnego, opracował go w szczegó­łach. Naczelny wódz szukał definitywnego rozstrzy­gnięcia: uważał, że w obliczu zagrożonego istnienia państwa na nic zdałyby się lokalne sukcesy, które je­dynie odsunęłyby katastrofę w czasie. Rozwadowski, doświadczony sztabowiec, opracował plan, który odpowiadał zamierzeniom przełożonego. Uderzenie znad Wieprza w osłabione lewe skrzydło Tuchaczew­skiego miało je rozbić, co umożliwiłoby wyjście na tyły wojsk bolszewickich. W realizację planu osobi­ście zaangażował się Piłsudski, który objął dowódz­two grupy uderzeniowej znad Wieprza.

Józef Piłsudski miał wtedy 52 lata. Przed pierwszą wojną światową był czołowym działaczem Polskiej Par­tii Socjalistycznej. Całej jego karierze polityczno-wojskowej nieodmiennie przyświecała jedna idea: przy­wrócić Polsce niepodległość. Nie zaniedbał żadnej okazji: w czasie wojny rosyjsko-japońskiej podjął kontakty z Japończykami, kilka lat później z Austriakami, którzy umożliwili mu na terenie Galicji szkolenie polskich kadr wojskowych. W 1914 roku przyczynił się do utworzenia Legionów Polskich (stanął na czele I Bryga­dy) i powołał tajną Polską Organizację Wojskową. W 1917 roku, kiedy odmówił złożenia przysięgi na wierność cesarzom Niemiec i Austrii, Legiony rozwiąza­no, a Piłsudskiego internowano w Magdeburgu. Naj­cięższej próbie został jednak poddany w 1920 roku.

Do realizacji planu uderzenia znad Wieprza Piłsudski zabrał się kompleksowo. Przejmując dowództwo nad grupą uderzeniową, zreorganizował system do­wodzenia:  utworzył Kwaterę Główną Naczelnego Wodza, co ułatwiło mu bezpośrednie prowadzenie operacji podległych mu oddziałów, a za pośrednic­twem nadzorującego pracę Sztabu Generalnego gen. Rozwadowskiego ‒ kierowanie działaniami na po­zostałych odcinkach frontu. Ten system do­wodzenia w czasie bitwy warszawskiej doskonale zdał egzamin. Taką elastycz­ność zastosowano także w innych jed­nostkach, np. gen. Edward Rydz-Śmigły, dowódca Frontu Środkowe­go i grupy uderzeniowej 3. Armii, ze swojego sztabu wydzielił sztab lotny. Dalej już pozostała wiara w siebie i zwycięstwo.

W krytycznych dniach sierpnio­wych Piłsudski wykazał się imponu­jącą ruchliwością i energią: wraz z punktem dowodzenia przemierzył drogę od Puław do Siedlec, nadzoru­jąc swoich podkomendnych, niemal pa­trząc im na ręce. Między 13 a 26 sierpnia wraz z szefem swojego sztabu płk. Julianem Stachiewiczem wydał blisko 440 rozkazów, dyrektyw i wy­tycznych. Jego obecność w bezpośredniej bliskości frontu miała także ogromny wpływ na morale żołnie­rzy. Na marginesie, 12 sierpnia Piłsudski, wyjeżdżając na front, złożył na ręce premie­ra Witosa rezygnację ze stanowiska naczelnika pań­stwa i naczelnego wodza, pozostawiając mu swobodę co do daty jej ogłoszenia. Motywował to trudną sytu­acją, w jakiej znalazła się ojczyzna, i niechęcią do uczestniczenia w ewentualnych rozmowach pokojowych z bolszewikami. Jednak to niecała prawda: przebywa­jąc w strefie działań wojennych, liczył się z ryzykiem śmierci, na wszelki wypadek więc, aby uniknąć propa­gandowego wykorzystania jej przez wroga, dowodził wojskiem jedynie jako wysoki stopniem oficer. Na szczęście nic złego się nie stało i kilkanaście dni póź­niej całą sprawę uznano za niebyłą.

Zupełnie inaczej było u bolszewików. Dowodzenie Tuchaczewskiego „na radar” naśladowało wielu z jego dowódców. 7 sierpnia podczas wiecu żołnierskiego w jednej z brygad, czerwonoarmistów do boju zagrze­wał dowódca 21. Dywizji niejaki Smoleń. Żołnierze niemal go wygwizdali, wykrzykując: „Łatwo wojować o dwadzieścia wiorst w tyle”.

Klęska w wojnie z Polską wywarła duże wrażenie na korpusie oficerskim Armii Czerwonej. Nikołaj Kakurin i Władimir Mielikow, wykładowcy Katedry Taktyki Ogólnej w Akademii Wojennej Robomiczo-Chłopskiej Armii Czerwonej im. Frunzego, w książce poświęconej wojnie polsko-bolszewickiej („Grażdanskaja wojna w Rossii: wojna z biełopolakami”, Moskwa 1930) dobit­nie uzasadnili celowość podejmowania tej tematyki: „Ponieśliśmy klęskę. Ale nic tak przemożnie i gruntownie nie skłania do nauki jak porażki. Należy tylko uważnie je ana­lizować i przygotowywać się do przyszłych bitew wyposażo­nym w wiedzę wojskową”. Ich studium, gruntowne i oparte na bogatej kwerendzie archiwalnej, było kolejną pracą, w której analizowano doświadczenia z kam­panii polskiej. Wcześniej swoje wspomnienia z wojny 1920 roku wydali inni dowódcy: Borys Szaposznikow i Jewgienij Siergiejew.

W lutym 1923 roku Tuchaczewski wygłosił w Akademii im. Frunzego serię wykładów, które na jesieni opublikowano w broszurze „Pochód za Wisłę”. Klęskę 1920 roku uzasadnił następująco: „Zasadniczy wniosek z naszej kampanii r. 1920 jest taki, że przegrała ją nie polityka, ale strategia. […] Za zasadniczą przyczy­nę nieudania się operacji należy uznać za mało poważny stosunek do zagadnień przygotowania dowództwa wojsko­wego. Środków technicznych brakło głównie dlatego, że nie zwrócono na nie należytej uwagi. Dalej, brak przygo­towania niektórych naszych wyższych dowódców czynił niemożliwym poprawianie na miejscu braków dowodze­nia technicznego. W chwili decydującego starcia rozejście się prawie pod kątem prostym głównych sił Frontów Za­chodniego i Południowo-Zachodniego przesądziło o nie­powodzeniu właśnie w tej chwili, kiedy Front Zachodni był wciągnięty w ofensywę nad Wisłą”. Analiza trafna, choć dość mętna. Wszystkim ‒ najwyraźniej nie wy­łączając siebie ‒ dołożył mniej więcej po równo. Jednak na szczególną uwagę zasługuje ostatnie zdanie: to zawoalowany atak na Józefa Stalina, który jako ko­misarz polityczny Frontu Południowo-Zachodniego ponosił odpowiedzialność za owo „rozejście się prawie pod kątem prostym głównych sił frontów”. Stalin nie wy­baczył Tuchaczewskiemu. Choć do zamordowania go w 1938 roku, na fali wielkiej czystki w korpusie ofi­cerskim, zapewne nie popchnęła go wyłącznie ze­msta za ową krytykę, jedno nie ulega wątpliwości: w wydarzeniach roku 1920 należy się doszukiwać początku nienawiści Stalina do komandarma. Na­wiasem mówiąc, wspomniani Kakurin i Mielikow, którzy w ocenie klęski 1920 roku sformułowali takie same wnioski jak Tuchaczewski, także padli ofiarą re­presji. W latach trzydziestych w ZSRR mówienie prawdy było już samobójstwem. Kakurin w 1936 ro­ku nie przeżył tortur enkawudzistów, Mielikow został w czasie drugiej wojny światowej oskarżony o szpie­gostwo na rzecz Niemiec i zamordowany w 1942 lub 1946 roku.

W 1924 roku Piłsudski w broszurze „Rok 1920” pod­jął polemikę z tezami Tuchaczewskiego zawartymi w „Pochodzie za Wisłę. Paradoksalnie, praca Marszałka spotkała się żywymi reakcjami przede wszystkim w Polsce. Powód był oczywisty: celem Piłsudskiego była nie tylko odpowiedź Tuchaczewskiemu, ale za­atakowanie kilku generałów, którzy w 1920 roku wy­stępowali przeciwko jego koncepcjom strategicznym, po wojnie zaś stali się jego przeciwnikami polityczny­mi. Najdotkliwiej uderzył w Stanisława Szeptyckiego, Władysława Sikorskiego i Józefa Hallera. W swoich książkach zdyskredytowali oni wartość pracy Piłsud­skiego, pisząc, że „jest bezprzykładnie subiektywna i od początku do końca przepojona wybujałą miłością własną, poniża osobistą godność generałów i nie jest ani historią tej kampanii […], ani elaboratem naukowo-strategicznym”. Był to także spór pokoleniowo-rodowodowy, który podówczas wyraźnie wyznaczał podziały w Wojsku Polskim: „starzy” oficerowie z wykształceniem akade­mickim, wywodzący się z armii zaborczych, kontra „młodzi” ‒ legioniści i samoucy. Patronem tych ostat­nich był ‒ rzecz jasna ‒ Piłsudski.

Wojna polsko-bolszewicka dowiodła, że rację miał Piłsudski. Przy mocno ograniczonych siłach od­radzającego się państwa i w obliczu rozległego teatru działań wojennych sukces zapewniały jedynie ma­newr (np. atak na odsłoniętą flankę przeciwnika) i ruchliwość wojska. Zresztą jak inaczej można było wygrać z przeciwnikiem wyraźnie silniejszym, które­go dowódcy ‒ sztandarowym przykładem Tucha­czewski i dowodzący Konarmią Budionny ‒ prefero­wali agresywny styl walki? Rok 1920 obfitował w gwałtowne zmiany sytuacji. Przez długi czas wy­grywał Tuchaczewski, aby przegrać po jednym kontrującym ciosie Piłsudskiego.

Opr. TB

fot. Jerzy Kossak, „Cud nad Wisłą”

< Idź pod prąd Zobacz inny >
Ważne? Ciekawe? Podaj dalej:

Nie przegap w tym temacie:

„Semper Fidelis”. Bohaterowie obrony Lwowa (II) Tadeusz Jordan-Rozwadowski„Semper Fidelis”. Bohaterowie obrony Lwowa (II) Tadeusz Jordan-Rozwadowski Biały orzeł i złoty lew. Wojna polsko-ukraińska 1918-1919Biały orzeł i złoty lew. Wojna polsko-ukraińska 1918-1919 Sierpień 1920. Już brakowało sił, a nagle „jak gdyby przypięli skrzydła”…Sierpień 1920. Już brakowało sił, a nagle „jak gdyby przypięli skrzydła”…
  • Tagi
  • Bitwa Warszawska
  • Haller
  • II Rzeczpospolita
  • Piłsudski
  • Rozwadowski
  • Tuchaczewski
  • wojna
  • wojna polsko-bolszewicka

1 komentarz

  1. Batiar
    15 sierpnia 2020 o 11:57 Odpowiedz

    Piłsudski nie zdobył Kijowa tylko zajął bez walki miasto z którego wcześniej wycofała się XII armia. 12 sierpnia 1920 złożył na ręce premiera Witosa dymisję ze stanowisk Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Po południu Piłsudski opuścił armię i pojechał do córek i przyszłej żony które były w Bobowej. Na front powrócił dopiero 17 sierpnia, kiedy Wojsko Polskie pod dowództwem generała Rozwadowskiego rozbiło wojska sowieckie.

Dodaj swój komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Uwaga! Komentarze naruszające prawo będą usuwane, a dane autorów - przekazywane organom ścigania.

Najnowsze wiadomości
Szok! Najpierw skandal z „bohaterami UPA”, a teraz to! Zełenski się rozkręca

Szok! Najpierw skandal z „bohaterami UPA”, a teraz to! Zełenski się rozkręca

Sensacyjna zapowiedź: To moje ostatnie tygodnie jako prezydenta, po których zrezygnuję!

Sensacyjna zapowiedź: To moje ostatnie tygodnie jako prezydenta, po których zrezygnuję!

Administracja Łukaszenki do mediów: Nie róbcie z tego sensacji!

Administracja Łukaszenki do mediów: Nie róbcie z tego sensacji!

Nerwowo u Putina na Wałdaju. „Moment prawdy” dla Łukaszenki

Nerwowo u Putina na Wałdaju. „Moment prawdy” dla Łukaszenki

Kreml oskarża USA: „W Anchorage kupili czas Ukrainie”. Elity Putina żądają uderzenia nuklearnego

Kreml oskarża USA: „W Anchorage kupili czas Ukrainie”. Elity Putina żądają uderzenia nuklearnego

Trafili 700 kilometrów od linii frontu. Płoną kolejne rafinerie (WIDEO)

Trafili 700 kilometrów od linii frontu. Płoną kolejne rafinerie (WIDEO)

Kryzys się rozlewa. Kolejki po paliwo już przy granicy z Białorusią (WIDEO)

Kryzys się rozlewa. Kolejki po paliwo już przy granicy z Białorusią (WIDEO)

Władze potwierdzają: Cel numer jeden trafiony!

Władze potwierdzają: Cel numer jeden trafiony!

„Dajemy im to, czego chcą”. Rosja pokazała rozmowę szefa MSZ Białorusi z ukrytej kamery

„Dajemy im to, czego chcą”. Rosja pokazała rozmowę szefa MSZ Białorusi z ukrytej kamery

Dawny człowiek numer 1 Putina zmarł w dziwnych okolicznościach!

Dawny człowiek numer 1 Putina zmarł w dziwnych okolicznościach!

Projekt finansowany ze środków MSZ
Zmień ustawienia cookies
© Kresy24.pl 2018. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.  Kontakt | Polityka prywatności
Produkcja: Fundacja Wolność i Demokracja