
Grafika ilustracyjna: AI / belgorod-news.net
Tam się już prawie nie da żyć.
Późnym wieczorem 5 lutego Ukraina znowu uderzyła w obiekty energetyczne w rosyjskim Biełgorodzie. Tym razem – według rosyjskich kanałów – pociskami z HIMARS. Mieszkańcy słyszeli 5-6 eksplozji, zobaczyli słup dymu, a potem większość miasta znów została bez prądu, wody i ogrzewania. A tam gdzie prąd jest – nie odbiera telewizja – donosi Focus.
Kanały monitoringowe twierdzą, że ponownie została trafiona miejscowa elektrociepłownia, którą po wcześniejszych uderzeniach ukraińskich dronów i rakiet władzom udało się jakoś częściowo przywrócić do działania. Jak widać – nie na długo.
Gubernator Wiaczesław Gładkow potwierdził atak na miasto. “Są poważne zniszczenia. Jadę na miejsce. Za pół godziny zwołuję pilną naradę” – napisał. “Stwierdzamy liczne uszkodzenia infrastruktury energetycznej w elektrowni Frunzienskaja i w centrum miasta – informuje w komunikacie kompania Biełgorodenergo.
Zarząd wodociągów także potwierdza przerwanie dostaw. Służby komunalne nie są w stanie określić kiedy znowu pojawi się prąd, woda i ogrzewanie.
Przypomnijmy, że już po wcześniejszych ukraińskich uderzeniach gubernator Biełgorodu wzywał mieszkańców, by wyjechali z tego blisko 400-tysięcznego miasta, które przestaje być zdatne do życia. Władze szykowały ewakuację i jednocześnie radziły ludności, żeby sama sobie “zorganizowała” jakieś zasilanie.
Zobacz także: Ale zmiana! Ślepe Shahedy, artyleria wali Panu Bogu w okno
KAS










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!