
Andżelika Mielnikowa i Paweł Łatuszko. Zdjęcie archiwalne: NAU
W sieci pojawiły się zdjęcia, które mogą wywrócić dotychczasową narrację wokół zaginięcia Anżeliki Mielnikowej. Była przewodnicząca Rady Koordynacyjnej Zjednoczonego Gabinetu Tymczasowego, która zniknęła w Warszawie blisko rok temu, została rzekomo uchwycona podczas treningu w jednym z klubów fitness w Mińsku na Białorusi.

Domniemana Anżelika Mielnikowa. Fot: charter97.org
Przewodnicząca Rady, odpowiednik „marszałka sejmu” w emigracyjnej strukturach białoruskiej opozycji Anżelika Mielnikowa, która zniknęła około roku temu w Polsce, czyszcząc pokaźne konto ze środkami na działalność opozycji, została uchwycona na zdjęciach zrobionych w klubie fitness w Mińsku.
Jak podaje portal charter97.org, trenerka Galina Kazanova opublikowała filmik na Instagramie w miniony poniedziałek. Zniknęły po 24 godzinach, nie wzbudzając zainteresowania. Jednak w środę ktoś wysłał zrzuty ekranu z relacji do bota ukraińskiego kanału BalaganOFF w Telegramie.
Na zdjęciach Anżelika Mielnikowa wykonuje trening siłowy ze sztangą. Kilka osób, które dobrze ją znają, potwierdziło, że zdjęcia zostały zrobione po 2021 roku, czyli po jej przyjeździe do Polski. Ponieważ nie odwiedzała Białorusi od czasu emigracji, zostały zrobione po jej zaginięciu. Zwrócono uwagę na tatuaż na jej lewym ramieniu, widoczny na zdjęciach, został zrobiony, gdy Mielnikowa mieszkała w Warszawie i pracowała dla Fundacji Pawła Łatuszki. Na zdjęciach widać również, że Anżelika ścięła włosy; jej fryzura jest teraz o połowę krótsza niż wtedy, gdy przewodniczyła Radzie Koordynacyjnej.
Dziennikarzowi udało się dotrzeć na siłownię i potwierdzić istnienie trenerki, która opublikowała zdjęcie, ale ta kategorycznie odmówiła rozmowy. Nieznany mężczyzna, przedstawiający się jako Eduard, odebrał telefon i odmówił kontaktu z nią lub odpowiedzi na jakiekolwiek pytania.

Jak informowaliśmy, Mielnikowa zniknęła z domu w Warszawie. Mieszkała w Polsce od 2021 roku, choć na Białorusi nie uczestniczyła w ruchu prodemokratycznym, szybko zdobyła zaufanie emigracyjnych liderów opozycji. Prawdopodobnie wzbudzała zaufanie, skoro powierzono jej odpowiedzialne stanowiska. Na emigracji rozwiodła się z mężem.
Jaj zaginięciem zajmują się polskie służby (kobieta ma polski paszport). Ustalono, że po opuszczeniu Polski Mielnikowa spędziła kilka dni w Londynie, na Sri Lance i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Jak ustalili Cyberpartyzanci, w lutym 2025 r., czyli niedługo przed zaginięcie, kobieta co kilka dni wypłacała na swoje konto osobiste środki w kwocie do 2500 dolarów. W marcu zaś otrzymała na konto fundacji „Białoruś Liberty” dotację dedykowaną dla Rady Koordynacyjnej w kwocie 107 tyś USD. W ramach kilku transakcji wypłaciła na swoje konto osobiste całą kwotę dotacji przekazanej Radzie, a także wszystkie środki znajdujące się na koncie, w tym te przeznaczone na projekty i pomoc w prowadzeniu śledztw dziennikarskich (około 30 tys. dolarów). Największe przelewy miały miejsce 5 i 18 marca.
Łącznie Mielnikowa miała wypłacić ponad 150 tysięcy dolarów. Ostatnia operacja wypłaty miała miejsce 24 marca 2025 r.
Na ten moment nie można przesądzić, czy działała pod presją np. białoruskich służb, czy był to jej osobisty pomysł na życie.
Dziennikarze śledczy ustalili, że co najmniej od 2023 roku Mielnikowa pozostawała w związku z białoruskim oficerem wywiadu Aleksiejem Łobiejewem, posługując się tajnym paszportem na nazwisko Aleksiej Gordiejew.
Z Polski znikają jeden po drugim. Polityczna gra czy czystka KGB










Dodaj komentarz
Uwaga! Nie będą publikowane komentarze zawierające treści obraźliwe, niecenzuralne, nawołujące do przemocy czy podżegające do nienawiści!