
Ilustracja: AI
Własna porządna rakieta z tonową głowicą to lepsza gwarancja bezpieczeństwa niż jakiekolwiek zachodnie “papierowe sidła” na Putina.
Ukraina szykuje “plan B” na czas po zakończeniu wojny. Zamiast polegać na niepewnych gwarancjach sojuszników i USA, Kijów chce oprzeć swoje bezpieczeństwo na własnej, silnej armii i rozbudowanym przemyśle zbrojeniowym – pisze Politico.
Ukraińskie władze zaczynają rozumieć, że przyszłe porozumienia pokojowe – czego by w nich nie zapisać – mogą nie dać żadnej realnej ochrony przed Rosją. Dlatego jedyną skuteczną formą jej odstraszania może być model tak zwanego “stalowego jeżozwierza”, czyli państwa, które bardzo trudno będzie “połknąć militarnie”.
Koncepcja ta zakłada utrzymanie dużej, stałej armii, rozwój własnej produkcji uzbrojenia i szybkie jego unowocześnianie – od dronów i systemów walki radio-elektronicznej po rakiety dalekiego zasięgu i nowoczesne lotnictwo, w tym kupowane od Szwecji myśliwce Gripen, których ma być 150.
Ukraińscy urzędnicy i eksperci wojskowi podkreślają, że kluczowe nie są tu pojedyncze typy broni, ale zdolność przemysłu do stabilnej i długofalowej produkcji nawet w warunkach wojny, czy kryzysu finansowego.
Trudno zresztą planować co innego w sytuacji, gdy brak jest perspektyw szybkiego wejścia Ukrainy do NATO, pomoc USA jest niepewna, a bilateralne i wielostronne gwarancje bezpieczeństwa – jak pokazuje doświadczenie z Memorandum Budapesztańskim i dwustronnymi traktatami z Rosją – są mało warte.
Tak więc Kijów chce utrzymać armię liczącą 800 tys. żołnierzy, choć władze mają pełną świadomość, że będzie to niezwykle trudne kadrowo i bardzo kosztowne. Ale utrata niepodległości kosztowałaby przecież jeszcze drożej.
Natomiast w zakresie uzbrojenia kluczową rolę mają odgrywać drony i rakiety dalekiego zasięgu. W 2025 roku Ukraina zakontraktowała i wyprodukowała samodzielnie 4,5 mln dronów FPV i zwiększyła wydatki na ten cel aż trzykrotnie. Równolegle rozwijanych jest kilka programów rakietowych, w tym projekt taktycznej rakiety balistycznej we współpracy z Wielką Brytanią.
Największym problemem są, oczywiście, pieniądze. Potencjał produkcyjny ukraińskiej zbrojeniówki szacowany jest obecnie na 35 mld dolarów rocznie, ale państwo jest w stanie finansować tylko część zamówień.
Dlatego władze pokładają duże nadzieje w nowych programach zbrojeniowych UE, w tym w ramach pakietu kredytowego SAFE, z którego Ukraina może dostać 90 mld euro. Podkreślają jednak, że wsparcie z Zachodu, czy obecność zachodnich wojsk na Ukrainie będzie tylko dodatkiem, a fundamentem bezpieczeństwa mają być własne zdolności obronne i przemysłowe.
Pewnym optymizmem napawa fakt, że cykl produkcji nowoczesnego uzbrojenia na Ukrainie po wybuchu wojny ostro przyspieszył – czytaj: Za rok? My to mamy w tydzień! Zachód przestaje nadążać technologicznie za Ukrainą
Zobacz także: Boją się powiedzieć, w co trafili! Jeśli ujawnią, będzie krzyk na cały kraj
KAS










3 komentarzy
Adrian
4 lutego 2026 o 15:02Trzeba przenieść program atomowy bandyckiego Iranu do szlachetnej Ukrainy.
Adrian
4 lutego 2026 o 16:40Program atomowy i rakietowy w Iranie zapoczątkował szach Reza Pahlavi, faktycznie był on bandytą…..jak pisał Carlos Fuentes do Polaków,,każdy ma swoich Yankesów, waszymi są Niemcy i Rosjanie ” tym kim dla Ukrainy są Rosjanie dla Iranu są obecnie Amerykanie i Izrael a historycznie byli Brytyjczycy oraz Sowieci (a więc także Ukraińcy). Pozdrawiam ruski prowokatorze. Adrian.
,
4 lutego 2026 o 19:08Czyli ten zwyrodnialec podszywa sie teraz pod Twojego nicka