
fot. Facebook / Oleksandr Alfyorov
Polski Instytut Pamięci Narodowej odpowiedział na wywiad szefa ukraińskiego IPN ws. Rzezi Wołyńskiej. Za oburzające uznaje sugestie, że to jedna z „państwotwórczych mitów Polski”, a dla większości Ukraińców „tylko lokalny epizod historii”. W ocenie IPN postawa Ukraińca jest przykładem relatywizowania zbrodni, a tym samym formą jej bagatelizowania i zaprzeczania cierpieniu ofiar.
Dyrektor Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Ołeksandr Ałfiorow towarzyszył Wołodymyrowi Zełenskiemu podczas jego wizyty w Polsce, a swoje odczucia po spotkaniu prezydentów Polski i Ukrainy skomentował w rozmowie z Ukraińską Prawdą. Dziennikarka zarzuciła polskiemu prezydentowi, że „stawia tragedię wołyńską w centrum stosunków ukraińsko-polskich”. Szef UIPN został zapytany: „czy jest szansa, aby temat ten powrócił z dyskusji politycznych do naukowych?”.
— Niestety, to mało prawdopodobne. Tragedia wołyńska to jeden z mitów państwowych Polski. Nie mit, nie legenda, ale jeden z kluczowych elementów wielkiej polskiej narracji. Postrzegają ją nie w liczbach, ale w emocjach. Zapytajcie Ukraińców, ile osób zginęło podczas Wielkiego Głodu? Odpowiedzą – miliony. Ktoś powie – 3, ktoś – 10. A liczby nawet wśród naukowców są różne – od 3,5 do ponad 10. To jest ból narodu — powiedział Ałfiorow.
— Polacy mają swój własny ból. Dla większości Ukraińców to tylko lokalny epizod historii, u.
Ałfiorow podkreślił, że dla większości Ukraińców zbrodnia wołyńska „to tylko lokalny epizod historii, bo to było tylko na Wołyniu”. Stwierdził także, że Ukraińcy mogą dyskutować z Polakami o liczbach ofiar zbrodni, jednak „nie zostaną one zaakceptowane”.
Szef UIPN zarzuca stronie polskiej, że posługuje się niemiarodajnymi narzędziami badawczymi. Powołuje się na badania profesora historii narodowości ukraińskiej z Uniwersytetu Gdańskiego Igora Hałagidy, który wyliczył ze swoim zespołem, że w latach 1939-1947 zginęło ponad 28 tysięcy Ukraińców.
To badanie opiera się na danych z rzeczywistych wskaźników, a nie na ustnych zeznaniach. Strona polska ustaliła swoje dane na podstawie ustnych zeznań. Igor Hałagida będzie teraz liczył również polskie ofiary. Czy wydarzenia te można nazwać ludobójstwem, skoro ofiary są po obu stronach? Strona polska twierdzi, że to był odwet. Nie będziemy w stanie wytłumaczyć żadnemu przeciętnemu Polakowi, że coś się już zaczęło w 1939 roku, jakie były ofiary 1943 roku i kto z kim walczył w 1944 roku, kiedy armia sowiecka już tu była.
– powiedział Ałfiorow.
Uważa, że Polacy demonizują Stepana Banderę i na siłę szukają dowodów obciążających Romana Szuchewycza;
– Ukraińsko-polskie dyskusje na temat Wołynia powinny być skierowane ku przyszłości, a nie ku przeszłości. W przeciwnym razie dojdziemy do Bohdana Chmielnickiego i Bolesława Chrobrego, który tutaj mieczem zniszczył Złotą Bramę. Pierwszą rzeczą, którą musimy zrozumieć, jest to, że musimy przejść przez tę historię dla wspólnej przyszłości i podejść do niej z punktu widzenia człowieczeństwa. Nie ma sensu walczyć z umarłymi – stwierdził Ałfiorow.
– W tamtych czasach zabijano cywilów z różnych powodów. Szukają rozkazów Szuchewycza. Nie było żadnych. Demonizują Banderę. Można demonizować, ale należy pozostawić historie narodowe państwom, w których powstają – podsumował wątek dyrektor Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej.
Na wywiad Ałfiorowa zareagował polski Instytut Pamięci Narodowej.
Zbrodnia wołyńska nie jest „tragedią wołyńską”, ani tym bardziej opowieścią lub narracją – jest ludobójstwem dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów” – czytamy we wpisie na X. Za oburzające IPN uznał słowa dyrektora o tym, że „tragedia wołyńska jest jednym z państwotwórczych mitów Polski”.
Ludobójstwo na Wołyniu jest udokumentowanym faktem, którego nie da się unieważnić językiem narracji, relatywizacji ani politycznej kalkulacji. Równie oburzające są kolejne słowa Ołeksandra Ałfiorowa, że dla większości Ukraińców Zbrodnia Wołyńska to „tylko lokalny epizod historii, bo działo się to wyłącznie na Wołyniu”. W polskiej historiografii terminem Zbrodnia Wołyńska określa się morderstwa popełnione na ludności polskiej przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1943–1945 z powodów etnicznych. Najwięcej ludności zginęło na Wołyniu.
Skala zbrodni nie przestaje być zbrodnią tylko dlatego, że miała miejsce na określonym terytorium. Ponad 100 tysięcy zamordowanych obywateli polskich – w większości kobiet, dzieci i osób starszych – nie czyni z tego „epizodu”, lecz jedno z największych ludobójstw na ludności cywilnej w Europie XX wieku.
Relatywizowanie tej zbrodni i sprowadzanie jej do „lokalnego wydarzenia” jest formą jej bagatelizowania i zaprzeczania cierpieniu ofiar. Niepokój budzi także fakt, że współczesne państwo ukraińskie buduje elementy swojej tożsamości na kulcie osób i formacji odpowiedzialnych za te zbrodnie odrzucając fakty zapisane w powszechnie dostępnych źródłach historycznych.
Stepan Bandera był architektem nienawiści skierowanej wobec Polaków, a Roman Szuchewycz i inni dowódcy byli wykonawcami masowych mordów. OUN i UPA nie są formacjami, którym należy oddawać cześć! Ich działalność opierała się na terrorze i czystkach etnicznych, a nie na wartościach, które można uznać za fundament wolnego i demokratycznego państwa. Prawdziwe pojednanie może się opierać wyłącznie na prawdzie, pamięci ofiar i jednoznacznym potępieniu sprawców. Polacy oczekują, że państwo ukraińskie wreszcie stanie po stronie prawdy, upamiętni ofiary i jednoznacznie potępi sprawców Zbrodni Wołyńskiej.
wa za pravda.com.ua/ x.com/ipngovpl










4 komentarzy
validator
12 lutego 2026 o 10:20Jeśli rządzący Polską wpuszczą ich do UE bez rozliczenia tych zbrodni, to ludzie wywiozą ich na taczkach. Prawdopodobnie na Ukrainę.
Wanda
12 lutego 2026 o 10:23Czyli nigdy nie będą narodem godnym Europy.
Niech więc ustawią”Iwana Groźnego” z Treblinki obok Stepana Bandery i czczą ich obu.
W końcu còż za różnica?
Rafał
12 lutego 2026 o 11:03Cóż… Dlatego właśnie, że Ukraińcy nie potrafią stanąć w prawdzie i rozliczyć się z demonów przeszłości tak też stracą wiele ziemi w wojnie, wieku ludzi a o ofiarach Buczy, Mariupola, Iziumu i innych miejsc będzie się mówić jako o lokalnym epizodzie historii. Na kłamstwie i zaprzaństwie nie zbuduje się dobrą. Jaki przyjaciel Ukraińców mówię to z ciężkim sercem.
Anonim
12 lutego 2026 o 11:08Czyli koniec marzeń o Europie.