Saga rodu Januszewskich – wspomnienia

5 grudnia 2017

Zamek w Mirze

Dzięki uprzejmości pana Jerzego Januszewskiego pochodzącego z ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego, mamy dziś sposobność zaprezentować naszym drogim Czytelnikom rys historyczny jego rodziny.

Pierwsze wzmianki o rodzinie Januszewskich datują się na XVIII wiek. Mieszkali głównie na pograniczu obecnej Litwy, Łotwy i Białorusi [czyli na terenie tzw.  „pasa polskiego” rozciągającego się od Podlasia pod Dyneburg – przyp. red.] Zajmowali się przede wszystkim rolnictwem, choć byli również wśród nich kowale, stolarze czy budowlańcy.


Jednym z nich był Michał , urodzony w roku 1866 r. Posiadał on gospodarstwo w Pieckowcach koło Lidy. Poza uprawą ziemi konstruował i naprawiał proste narzędzia rolnicze, a żyjąc w „wieku pary i elektryczności”, zainteresował się rolniczymi maszynami parowymi. W 1895 r. książę Świętopełk nabył klucz majątków w rejonie Stołpc wraz z zamkiem . Będąc właścicielem ogromnych terenów rolnych, zamierzał zmechanizować ich uprawę z użyciem maszyn parowych. Dzięki uzyskanym informacjom o umiejętnościach i zamiłowaniach Michała Januszewskiego, ściągnął go wraz z rodziną do Miru. Odbył wraz z nim podróż do Szwecji, gdzie zapoznali się z obsługą i budową maszyn parowych.

Rodzina Januszewskich była liczna. Michał i jego żona Maria mieli 4 dzieci: synów: Bronisława i Józefa oraz córki: Jadwigę i Zofię. Domowe szczęście w 1918 r. zniszczyła jednak ogromna tragedia: 11 grudnia w czasie połogu zmarła Maria Januszewska a tydzień później – 18 grudnia – odszedł z tego świata Michał Januszewski. Cała czwórka ich dzieci została oddana do sierocińca w Baranowiczach Dzieci w tej placówce, tak jak w większości tego typu obiektów na Kresach przebywały w tragicznych warunkach:w wieloosobowych salach, bez sanitariatów, z głodowym wyżywieniem.


Po I wojnie światowej w ramach amerykańskiego Czerwonego Krzyża w Polsce działała Fundacja Hoovera [właśc. Instytut Hoovera – przyp. red.], która opiekowała się sierotami. Fundacja ta zadecydowała, że cały sierociniec z Baranowicz zostanie przeniesiony do Liskowa koło Kalisza. Funkcjonował tam już prowadzony przez księdza Wacława Blizińskiego sierociniec w obiektach klasztornych.W placówce tej dzieci i młodzież mogły pobierać nauki. Chłopcy w szkole rzemieślniczej o kierunku mechanik-kierowca oraz stolarz-budowlaniec, dziewczęta o kierunku krawieckim lub w liceum ogólnokształcącym.

Szkoła rzemieślnicza przy sierocińcu w Liskowie k. Kalisza.

Sierociniec zapewniał pobyt do 18. roku życia.W placówce tej poza nauką można było występować w chórze, regionalnym zespole tanecznym, czy orkiestrze. Józef Januszewski grał w tej orkiestrze na trąbce-tenorze. (Umiejętność tę wykorzystywał później, w czasie służby w Wojsku Polskim, a następnie po osiedleniu się w Ełku, gdzie do późnej starości grał w orkiestrze strażackiej.

Orkiestra sierocińca w Liskowie. Józef Januszewski w drugim rzędzie od góry, drugi z prawej

Z sierocińcem tym wiąże się historia rodziny Januszewskich. Fundacja Hoovera zbierała fundusze w poprzez wolontariuszy. Jednym z nich był Karol Weyssenhoff, obywatel , w czasie pobytów w Polsce udzielający się jako nauczyciel licealny. W szkole poznał Jadwigę Januszewską, z którą później wziął ślub i pozostał w Polsce, gdzie pracował jako nauczyciel.

Józef Januszewski po skończeniu szkoły zamieszkał w Grodnie i podjął pracę w Fabryce Tytoniowej. Służbę wojskową odbył w 23. pp w Grodnie, a  zakończył  ją w stopniu kaprala. Społecznie działał w stowarzyszeniu „Strzelec” i szkolił harcerzy w zakresie posługiwania się bronią. W tym czasie poznał moją mamę Elżbietę z d. Janczołowską. Z zawodu była krawcową i z dyplomem mistrzowskim prowadziła zakład krawiectwa damskiego w rodzinnym domu przy ul. Jerozolimskiej 10/obecnie Antonowna/.

Kapral 23. pułku piechoty z Grodna – Józef Januszewski, lata 30. XX w.

Umiejętności wojskowe Józefa Januszewskiego  przydały się w czasie walk o w dniach 20-22.09.1939 r. Jako jeden z obrońców wraz z harcerzami odpierał ataki Armii Czerwonej na barykadzie przy ul. Podolnej, opodal mostu kolejowego. W obawie przed represjami przez cały okres wojny ukrywał się w Wasiliszkach k/Lidy.

Tragiczny dla rodziny był cały okres okupacji hitlerowskiej. W latach 1941 i 1943 zmarli rodzice Elżbiety Januszewskiej: Antoni i Teofila, a na terenie dzielnicy Słobódki w listopadzie 1941 r. utworzyli Nr 2. Ulica Jerozolimska została do niego włączona i wysiedlono wszystkich jej dotychczasowych mieszkańców.

Po zajęciu Grodna przez Armię Czerwoną we wrześniu 1944 r. Józef Januszewski wstąpił do II Armii WP, z którą dotarł do Bautzen w Niemczech. Informacja o tym, że Grodno znajdzie się poza granicami Polski, a on sam może być represjonowany za udział w walkach w 1939 r. sprawiły, że postanowił osiedlić się w Ełku na Mazurach, dokąd w 1946 r. dotarła pozostała część rodziny.

Przygnębiające są wspomnienia z pierwszych lat powojennych w Grodnie. Dokuczał brak środków do życia i potworny głód. Z różnego rodzaju zbóż gotowano zalewajkę [w powstaniu warszawskim taką potrawę nazywano pluj-zupą] czasem obierki z ziemniaków a w porze letniej lebiodę i pokrzywy. Rarytasem był chleb, który w niewielkich ilościach przydzielano na kartki. Dlatego też codziennie tłumy ludzi koczowały pod piekarnią na Jerozolimskiej-nazwanej teraz ”Chlebozawod 3” w oczekiwaniu na jedyny dostępny – chleb foremkowy. Na kupno tego czarnego skarbu trzeba było czekać nieraz kilka godzin.

Związane z tym mam dwa wspomnienia: jedno śmieszne, drugie tragiczne. O świcie stojący przed piekarnią ludzie byli świadkami jak niepokojone przez nikogo myszy zlizywały od wewnątrz zaparowane szyby, co wzbudzało zdumienie koczującego tłumu. Drugie wspomnienie związane jest z jeńcami niemieckimi. Codziennie rano i wieczorem Jerozolimską przemieszczała się kolumna jeńców niemieckich, która odbudowywała most na Niemnie. Charakterystyczny był dźwięk, jaki oni wydawali. Zamiast butów mieli drewniane chodaki, które w połączeniu z brukiem wydawały głuchy odgłos. Pomimo naszej nędzy ich widok wzbudzał w nas litość. Któregoś dnia wracając z pachnącym jeszcze chlebem, mijaliśmy taką kolumnę, ułamaliśmy po kawałku i rzucili, jeden kawałek wpadł w tłum, gdzie zakotłowało się jak w ulu, drugi-spadł do rowu obok kolumny, pobiegło po niego kilku jeńców. Wtem padł strzał oddany przez konwojującego ich bojca, a na ziemi pozostała postać z powiększającą się czerwoną plamą…

Na zakończenie chciałbym powiedzieć, jak wyglądało moje przywitanie z Polską. Był upalny lipcowy dzień 1946 roku. Na stację koło Kuźnicy [Białostockiej – przyp. red.] przyjechaliśmy wagonem towarowym. Po torach ciągnąłem żelazne sanki na których zawinięta była maszyna do szycia, obok szła moja mama z młodszym bratem na ręku. Witali nas żołnierze w nieznanych mundurach w rogatywkach, a jeden z nich trzymał  słój w którym były cukierki – raczki [rodzaj nadziewanych karmelków – przyp. red.] Smak ich będę pamiętał do końca życia.

Starszy brat Bronisław po skończeniu szkoły w Liskowie jako kierowca pracował u biskupa w Radomiu, a po wojnie przeniósł się do Olsztyna. Siostra Jadwiga Weyssenhoff była wywieziona na roboty do Niemiec,  a po wojnie zamieszkała w Gorzowie. Zofia Januszewska w czasie wojny pracowała w Niemczech, a następnie zamieszkała w Celestynowie k/Warszawy.

Jerzy Januszewski

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

1 odpowiedź Saga rodu Januszewskich – wspomnienia

  1. józef III Odpowiedz

    5 grudnia 2017 w 22:04

    … jeśli już to saga rodziny ; sagi rodów są zarezerwowane dla urodzonych ; a poza tym co to za określenie Ziemie Wielkiego Księstwa dla końcówki XVIII w ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *