
Aleksander ŁukaszenkA, Władimir Putin, Ałła Pugaczowa, Leonid Kuczma. Fot: Wikimedia.Commons
Ałła Pugaczowa, popularna do dziś, czołowa gwiazda rosyjskiej estrady czasów sowieckich zażądała, by wpisać ją na listę „agentów zagranicznych Federacji Rosyjskiej”. W odważnym poście, który wywołał medialną burzę – nie tylko w Rosji, pozwoliła sobie na ocenę konsekwencji rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie. Jej wpis polubiło w ciągu doby kilkaset tysięcy osób.
Jak zauważa Wiktor Bogdziewicz na portalu Svaboda, dla całego starszego i średniego pokolenia Rosjan, 73 – letnia dziś Pugaczowa jest ikoną i symbolem „starych, dobrych czasów sowieckich”. Z jej nazwiskiem i wizerunkiem kojarzą się połowie ludności byłego ZSRR najlepsze wspomnienia z młodości.
Choć ulubienicą kremlowskiej elity nie była, to z racji jej popularności władza musiała się z nią liczyć.
Ałła Pugaczowa została uznana za „Artystkę Ludowym ZSRR” dopiero 20 grudnia 1991 r., a więc na kilka dni przed rozpadem Związku Radzieckiego. Był to jeden z ostatnich dekretów podpisanych przez Gorbaczowa. I Pugaczowa nigdy o tym nie zapomniała. Gdy umarł przyszła się z nim pożegnać, a jej pożegnalne słowa są bardzo wymowne:
„Już dawno tak nie płakałam. Skończyła się epoka, w której zdobyliśmy wolność, przestaliśmy być „Imperium zła” dla całego świata i zniknął strach o przyszłość naszych dzieci. I co najważniejsze. Gorbaczow odrzucił przemoc jako sposób na politykę i utrzymanie własnej władzy…”.
Po wybuchu wojny na Ukrainie Pugaczowa wyjechała z mężem i dziećmi do Izraela. Artystka długo milczała, i to bardzo wymownie. Wróciła przed rozpoczęciem roku szkolnego. Ale to, co ostatecznie przerwało to milczenie i zostało wyrażone dość jednoznacznie, jest złym znakiem dla władz rosyjskich (jak i białoruskich).
Dlaczego? Ano dlatego, że jest osobą o niezwykle dobrej intuicji. Jak pisze Bogdziewicz, nikt tak jak ona nie czuje swojego narodu i nastrojów panujących w społeczeństwie. W przeciwnym razie nie stałaby się idolką milionów. Śpiewało wszak tak wielu, ale tylko ona zyskała sławę w ZSRR i miłość ludzi.
Oto tekst Pugaczowej, który wywołał tyle szumu w Rosji i na całym obszarze postsowieckim. Zwracając się do rosyjskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, Pugaczowa pisze:
„Proszę o włączenie mnie w szeregi zagranicznych agentów mojego ukochanego kraju, bo solidaryzuję się z mężem, człowiekiem uczciwym, przyzwoitym i szczerym, prawdziwym i nieprzekupnym patriotą Rosji, który Ojczyźnie życzy pomyślności, życia w pokoju, wolności słowa i położenia kresu śmierci naszych chłopców dla iluzorycznych celów, które czynią nasz kraj pariasem i utrudniają życie naszym obywatelom”.
Osoby uznane przez Rosję za „zagranicznych agentów” podlegają różnym restrykcjom, takim jak zakaz pracy z nieletnimi i nauczania na państwowych uniwersytetach. Propaganda kremlowska nazywa ich wrogami ludu.
Jak wskazuje Bogdziewicz, gdyby Pugaczowa mieszkała na Białorusi, jej prośba do Putina byłaby równoznaczna z napisaniem oświadczenia do władz z prośbą o wpisanie jej na listę ekstremistów – w ślad za mężem. Ekstremiści na Białorusi siedzą w więzieniach, Ci, którym nie udało się wyjechać – skazani na długoletnie odsiadki.
Zatem jej wystąpienie będzie dla władz szokiem, dla części społeczeństwa, z pewnością też. Z tego punktu widzenia reżim może uznać, że stanowi ona o wiele większe zagrożenie niż nawet Alieksiej Nawalny, czy reszta opozycji.
ba na podst. svaboda.org


Dodaj swój komentarz