
Władimir Putin/ Fot: screen Rossija24 (YouTube)
Szef Federacji Rosyjskiej zatracił instynkt samozachowawczy i zrobił wszystko, by doprowadzić do buntu w swoich szeregach i obalenia dyktatury
O ile wcześniej osobista „gwardia” rosyjskiego autokraty spodziewała się konfliktów z własnym narodem, teraz obawia się … regularnej armii. Dlatego Władimir Putin postawił na tzw. Rosgwardię i wyposaża ją w ciężką broń – zauważa redaktor naczelny portalu obozrewatel.com Orest Sochar.
Publicysta przypomina, że Rosgwardia (RG) to siły wewnętrzne stworzone w celu utrzymania prawa i porządku w kraju, tłumienia buntów. W czasach sowieckich żołnierze tych jednostek mieli do dyspozycji jedynie łopatkę saperską do wykonywania swoich zadań: rozpędzania wieców. Po buncie Prigożyna najwyższy dowódca bunkra zadbał o to, by jego RG urosła do rangi rzymskich pretorianów: 4 sierpnia głowa państwa podpisał ustawę, dającą „gwardii” prawo walczyć na równi z jednostkami armii bojowej.
W ustawie „O oddziałach Gwardii Narodowej Federacji Rosyjskiej” pojęcie „broń” zastąpiono pojęciem „uzbrojenie”, a „sprzęt bojowy” pojęciem „sprzęt wojskowy”. Pod pojęciem „uzbrojenia” można rozumieć artylerię i śmigłowce szturmowe” – zauważa w raporcie brytyjski wywiad. Nawiasem mówiąc, Rosgwardia już półlegalnie dysponuje 5 mieszanymi pułkami lotniczymi i 8 eskadrami.
Wiktor Zołotow, niezastąpiony dowódca Rosgwardii, przez całą swoją karierę usilnie zabiegał o czołgi. Ponowił to żądanie natychmiast po buncie Wagnera, nie zapominając pochwalić swoich podwładnych za doskonałą nieingerencję w wykonywanie swojej pracy. Dostanie również ciężki sprzęt.
Oczywiste jest, że Zołotow jest byłym szefem osobistej służby bezpieczeństwa Putina. Poznali się jeszcze w latach 90-tych, kiedy przyszły dyktator nosił teczki merowi Petersburga, a Zołotow krył tyłki jego i jego Ksiuszy. Dowódca Rosgwardii ma wieloletnie powiązania z przestępczością i wykonał wiele brudnej roboty dla Fuhrera, a także „czystej”, na przykład nadzorował budowę rezydencji prezydenckich, w tym – w Gelendżyku. Dziennikarze śledczy odkryli u niego majątek i fundusze warte miliardy dolarów. To pokazuje, jak bardzo führer ceni swoje bezpieczeństwo. Jest jasne, że Rosgwardia podlega osobiście prezydentowi.
Führer od dawna planował wojnę z własnym narodem, ale teraz jest gotowy do walki także z własną armią.
Jeszcze przed buntem Zołotow został „wzmocniony” brygadą specjalnych oddziałów GRU Sztabu Generalnego. W siłach policyjnych „stróż” Putina wzmocnił oddziały specjalne SOBR i OMON.
Każdego roku liczebność RG rośnie, a w ubiegłym roku osiągnęła 340 tysięcy „bagnetów”. Najwyraźniej w następnym roku budżetowym Zołotow doda kolejne 50-100 tysięcy głów, aby zadowolić Putina.
Teraz poprawka o uzbrojeniu zamienia „gwardzistów” w pełnoprawną alternatywną armię. Hitler zrobił coś podobnego, kiedy dał Himmlerowi carte blanche na rozwój Waffen SS, lojalnej wobec Führera.
Hitler nie ufał oficerom armii z ich poglądami na moralność i interesy państwa. I nie bez powodu… Putin znalazł się w podobnej sytuacji: wojna idzie nie po jego myśli, niezadowolenie w armii rośnie, Szojgu jest bardziej klaunem niż bojowym szamanem. Do tego dochodzi bunt Prigożyna i nielojalność generałów… Führer ma się czego obawiać.
W tym miejscu nadszedł czas, aby szczerze pozdrowić botoksowanego przywódcę i przypomnieć, że wielu rzymskich cesarzy zginęło z rąk pretorianów, a niektórzy zostali straceni bezpośrednio przez prefekta gwardii. Tak słynny Kaligula oddał swoją duszę Bogu, za którym pilnie podąża władca Kremla w towarzystwie byłej gimnastyczki Kabajewej. A także cesarz Kommodus… Tutaj jest ogólnie wspaniała historia: Macrinus, prefekt pretorianów, zabił cesarza Karakallę, po czym został cesarzem.
Doskonała analogia, jak sądzę.
Orest Sochar, t.me


Dodaj swój komentarz